Ten wyjazd miał być inny niż te dotychczasowe. Koniec wycieczek szkolnych i uganiania się za niesfornymi dziećmi i współpracy z mniej lub bardziej serdecznymi nauczycielami. Bez „opiekuńczych” skrzydeł biura i pomocy pod telefonem. Sama. Z seniorami na pokładzie. Ten debiut na długo zapamiętam.

Bałam się. No kurde normalnie się bałam. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, jak zostanę odebrana, jak zostanie przyjęta moja informacja o miejscach, w których byłam wcześniej tylko dzięki google maps. Nie wiedziałam, jak ułoży się moja współpraca z doświadczonymi turystami, z których niejeden posiada o odwiedzanych miejscach nieporównywalnie większą niż ja, wiedzę. Nie wiedziałam, czy przetrwam, a jeśli tak, to w jakim stanie psychicznym wrócę do domu. Przetrwałam. Wróciłam. Funkcjonuję.

Początki są trudne

Pobudka. 4.30. Ciemno, zimno, mokro. Deszcz odbija się od parapetu. Niezły początek… Zanim dotarłam na miejsce zbiórki byłam już cała mokra. Przywitanie z kierowcą, powitanie uczestników, przedstawienie programu. Standardowe procedury, którym ciągle towarzyszył wewnętrzny niepokój. Miły i serdeczny kierowca powiedział, że będzie dobrze i że nie ma powodu do obaw, bo z seniorami zawsze jest wesoło. Z początku nie wierzyłam.

Sprzęt szwankował. Film, który z wielkim trudem udało mi się zdobyć i miał być wprowadzeniem do pewnej historii oczywiście nie chciał się odtworzyć. Wszystko to, co tak szczegółowo zaplanowałam trafił szlag. Wciąż padało, wiało i ostatnia rzecz, o której marzyłby normalny człowiek w takiej aurze to wycieczka. Po dotarciu na miejsce miny większości uczestników nie napawały optymizmem. Pomyślałam, że łatwo nie będzie.

Minęła jakaś godzina, chwila zadumy, film, gorąca herbata i jedziemy dalej. Wróciliśmy do autokaru. Zobaczyłam uśmiechy, usłyszałam radosny gwar i żarty. Czyżby… małe przejaśnienie? Punkty programu zaczęły mijać szybciej i szybciej, atmosfera luzu i radości udzieliła się wszystkim, zniknęły obawy, a deszcz przestał być straszny. Dotarliśmy do strategicznego miejsca – zajazdu, w którym mieliśmy spędzić noc. Zakwaterowanie, posiłek, umówienie się na wieczorną integrację z seniorami.

Przełom

Siedziałam w pokoju, kiedy usłyszałam, że „coś się dzieje”. Złapałam aparat i pobiegłam tworzyć fotograficzną relację. A tam… podziękowania, muzyka, śpiewy, żarty, konkurs na największego żartownisia. Uśmiechy, radość, serdeczność. W końcu „dancing”.

Usiadłam przy stole, rozmawiałam z kilkoma osobami. A potem zaczęłam przyglądać się otaczającym mnie ludziom…

Naszło mnie na refleksje. Nigdy wcześniej w towarzystwie rówieśników nie czułam takiej atmosfery. Nie mogłam się napatrzeć i nadziwić jak ci ludzie, z mniejszymi bądź większymi niedyspozycjami, z różnymi problemami i zmartwieniami, mający „dziesiąt” lat emanowali energią, optymizmem, uśmiechem, siłą i witalnością. Śpiewali, klaskali, wywijali na parkiecie. Widać było, że ich własne towarzystwo doskonale im odpowiada, że czują się dobrze ze sobą i w tym momencie liczy się tylko „tu i teraz”, a cały świat został gdzieś daleko.

Zostawiłam ich samych, wróciłam do pokoju i zaczęłam snuć refleksje. Czemu my, młodzi ludzie, marnujemy czas na pierdoły, zamykamy się w wirtualnym świecie albo tworzymy problemy tam, gdzie ich nie ma, skoro życie mamy jedno? A czas mimo wszystko leci i zegar dla każdego z nas tyka tak samo…

Wróciłam na salę, żeby odnieść kubek po kawie. Ktoś mnie zapytał, czy mi się podoba i czy spodziewałam się tego, że z seniorami może być tak wesoło. Nie wiem sama kiedy i jak, ale znalazłam się na parkiecie w otoczeniu seniorów, którzy przyjęli mnie jak swoją, nie zważając na to, że nie potrafię tańczyć tak dostojnie i z gracją, jak oni (tak, walc mi nie wyszedł, ale obiecałam, że się nauczę). Wieczór zakończył się wspaniale, dostałam pozytywnego kopa i ogromną dawkę energii „z seniorów”.

To nie koniec

Kolejny dzień ledwie się zaczął, a już skończył i byłam w domu. Przez cały dzień towarzyszyły mi przesympatyczne rozmowy, pytania, uściski, podziękowania. Taka „zwykła” ludzka serdeczność, której na co dzień, jak zdążyłam zauważyć, bardzo nam brakuje. Czułam się wspaniale. Zżyłam się z seniorami i naprawdę robiło mi się smutno na myśl o końcu wyjazdu.

Nic dziwnego, że i pożegnanie było wyjątkowe. Mnóstwo ciepłych słów, jakie usłyszałam poruszyło moje kamienne serce, które przez te dwa dni i tak mocno zmiękło. Nie ukrywałam, co czuję i jak bardzo jestem wdzięczna moim seniorom za to, że znalazłam się wśród nich. Za to, że udzielili mi wspaniałej lekcji życia. Że trochę otworzyli mi oczy na świat i uświadomili wiele spraw. Takiego pożegnalnego przemówienia jeszcze nie wygłosiłam i raczej długo nie wygłoszę.

A jak na zakończenie kilka osób podeszło, żeby jeszcze raz mi osobiście podziękować, uścisnąć dłoń czy przytulić, to (choć może nie wypada) powiem, że niejedną łezkę wzruszenia uroniłam.

Lekcja z seniorami

Gdyby ktoś mi powiedział, że gdzieś w Puszczy Białowieskiej będę wywijać na parkiecie z seniorami do hitów o Ciechocinku (choć nie tylko, ale ten jeden utkwił mi w pamięci), a  przy tym wspaniale się bawić to raczej bym nie uwierzyła. Życie zaskakuje.

Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że warto podejmować wyzwania, czasem ryzykować i wyjść ze strefy komfortu. To procentuje. Każde nowe doświadczenia, niespodziewane sytuacje czy zaskakujące spotkania rozwijają nas wewnętrznie. I choć często boimy się tego, co nieznane, to nieraz może się to okazać początkiem nowej drogi.  

Jako młody, popełniający błędy i uczący się ciągle pilot powiem jedno – nigdy żadne biuro nie stworzyło mi tak dobrego i satysfakcjonującego programu, żadne biuro nie dało mi takich wspomnień i pozytywnych emocji, żadne biuro nie zaufało na tyle, żeby przydzielić mi grupę inną niż szkolna wycieczka. Seniorzy zaufali. I z tego, co mi wiadomo, nie zawiedli się.  

Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Bo za tę dwudniową lekcję z seniorami będę dozgonnie wdzięczna.

A wiecie, po co napisałam ten, tak mocno osobisty tekst? Żeby może chociaż części z Was uświadomić, że mamy się od kogo uczyć. Seniorzy to wspaniali, mądrzy, optymistyczni ludzie, którzy przeszli w życiu wiele. Może starszy pan, który zwrócił Ci uwagę w autobusie zrobił to z troski o Ciebie, a nie po to, żeby zepsuć Ci dzień? A ta staruszka w chustce, która codziennie siedzi na balkonie i obserwuje przechodniów martwi się, kiedy nie wracasz do domu o tej porze, co zwykle? Nie marnujmy życia na głupoty. Nie zamykajmy się na innych. Bądźmy serdeczni. Czas ucieka…

_________

Jeżeli podobał Ci się ten tekst, to sprawisz mi wielką przyjemność dzieląc się nim poprzez udostępnienie, komentarz czy nawet polubienie. Zapraszam Cię również na homoturisticusowego fanpejdża.

  • „Naszło mnie na refleksje. Nigdy wcześniej w towarzystwie rówieśników nie czułam takiej atmosfery. Nie mogłam się napatrzeć i nadziwić jak ci ludzie, z mniejszymi bądź większymi niedyspozycjami, z różnymi problemami i zmartwieniami, mający „dziesiąt” lat emanowali energią, optymizmem, uśmiechem, siłą i witalnością. Śpiewali, klaskali, wywijali na parkiecie. Widać było, że ich własne towarzystwo doskonale im odpowiada, że czują się dobrze ze sobą i w tym momencie liczy się tylko „tu i teraz”, a cały świat został gdzieś daleko.”
    Bo kurcze to tak jest – im człowiek starszy tym lepiej potrafi się bawić i większy ma do siebie dystans. Ja nie raz zaobserwowałam, to na takich imprezach. Młodzi często patrzą na innych jak na idiotów, zastranawiaja się czy coś zrobić, czy może są nieśmiali, a starsi – po prostu robią!

    • O to, to! Myślę, że doświadczenie życiowe robi swoje. Nieraz młodzież puka się w czoło, kiedy próbuję ich rozruszać stosując przeróżne animacje – bo nie wypada, bo nie będą się wygłupiać, bo co inni pomyślą. A starsi – inna liga…Nic, tylko się uczyć!

  • Często tak bywa, że „staruszkowie” zaskakują i to bardzo. Sam byłem tego wielokrotnie świadkiem. Często to wyśmienici gawędziarze, którzy z wielkim rozrzewnieniem opowiadają o czasach swojego dzieciństwa i młodzieńczych lat. Pokazując jak sobie kiedyś doskonale radzono bez soszali. 😉

  • Evi

    Cały czas twierdzę, że od starszych ludzi wciąż możemy się wiele nauczyć. Chyba przede wszystkim tego życia offline, która nas zabija, zabija relacje międzyludzkie choć w założeniu online miał to ułatwiać 🙂 Poza tym mają takie historie, których my już nie przeżyjemy. Kiedyś starsze koleżanki opowiadały mi o pracy w biurze podróży w latach 90. i dotarło do mnie, że nie było wtedy internetu. Z zafascynowaniem słuchałam opowieści o organizowaniu wycieczek z pomocą faxu, zeszytów i innych archaicznych urządzeń. Dziś dla mnie nie do pomyślenia 🙂

  • Artur Skrzydło

    Tak to jest 🙂 Ludzie już doświadczeni życiem czasami najbardziej potrafią się nim cieszyć

  • Ola

    Haha, ja też lubię wywijać ze starszym pokoleniem 🙂 Choć, oczywiście, jest to też jakaś kwestia charakteru. Seniorzy, którzy nie lubią takich rozrywek, zwyczajnie na taki wypad nie pojadą 🙂 I wśród młodych też jest grupa taka, która szalałaby do rana na parkiecie i taka, co woli siedzieć przed monitorem. Dla każdego coś innego 🙂 Byleby tylko się podobało!

  • Krystyna Polek

    pięknie, właśnie człowiek pędzi, spieszy się a nie dostrzega piękna wokół, tych chwil radości, „seniorzy” już wiedzą, że trzeba te chwile celebrować i powinniśmy się od nich uczyć, cieszyć tym co aktualnie wokół, tym małym sukcesem, słońcem w dniu dzisiejszym i słowem dziękuje od osoby obok 🙂

  • Dana

    Na życie pełną piersią nigdy nie jest za późno. Wszystko zależy od zdrowia fizycznego i pogody ducha. Może nawet to ostatnie jest najważniejsze.

  • Seniorzy potrafią zaskoczyć! Wydaje mi się, że ich towarzystwo często jest niedoceniane, a przeież ich doświadczenie i historie to istna skarbnica wiedzy! A takie tańce to dopiero musiała być przygoda! 🙂

  • Uwielbiam takich ludzi, którzy niezależnie do wieku nie traca radości życia 🙂

  • Wspaniale to wszystko opisałaś 🙂

  • Bardzo dobry wpis – czasami traktujemy seniorów jak osoby, które już nic się nie należy tylko dlatego, że przekroczyli pewną barierę wieku. Odmawiamy im prawa do radości, zabawy, miłości… Warto pokazywać, że wcale tak nie jest!

    • Tak jest, seniorzy wcale nie są gorsi, a spychanie ich na margines świadczy tylko o nas samych…

  • No bardzo nietuzinkowa relacja, warto poczytać i się zastanowić 🙂

  • jak dla mnie seniorzy wcale nie muszą być nudziarzami, z którymi w ogóle nie mamy wspólnych tematów… nieważne, czy ktoś ma 20, czy 90 lat, może być ciekawym człowiekiem

  • Bardzo szkoda, że ogólnie w społeczeństwie powstał taki stereotyp, ze osoba starsza to człowiek, który cały czas chodzi i zrzędzi na wszystko wokół. Myślę, że niejedna taka osoba potrafiłaby jakimś tekstem „zaorać” typowego nastolatka. Do tego życzliwość i pogoda ducha godna naśladowania.

    • Dokładnie… Stereotypy bywają krzywdzące. Szkoda, że tak często zamykamy się na seniorów – są prawdziwą skarbnicą wiedzy o świecie i życiu…

  • Karolina Roszek

    Moi rodzice, choć seniorami jeszcze nie są, byli na wczasach w maju. Pojechali w góry i też chodzili na dancingi i wywyjali na parkiecie! Ale mieli opowieści po każdym wieczorze 😉

  • Wciągająca treść 😉 Pozdrawiam!

  • Super, że świetnie się bawiłaś!

  • Nie doceniamy starszych osób. Widzimy często tylko te nieliczne przypadki ktore wyrabiaja stereotypy:/ dobrze, ze tak fajnie się bawilas

  • A ja podziwiam starsze osoby, które mają ogrom chęci do życia, podróżują i się zwyczajnie cieszą. Wczoraj w rozmowie z jednym z klientów, usłyszałam, że on uwielbia jak ktoś do niego dzwoni i mówi ‚pakuj się, jedziemy tu i tu’, bo po chwili jest gotowy do wyjścia i może jechać nawet na koniec świata. Wiadomo, że człowiek człowiekowi nierówny i na nic nie ma reguły, ale prawda jest taka, że to my młodzi ludzie mniej potrafimy się bawić i być beztroscy niż ‚staruszkowie’.

    • Masz rację. Nasze „zabawy” często ograniczają się do lejącego się strumieniami alkoholu. Seniorzy potrafią bawić się z gracją, kulturą, ale przede wszystkim potrafią budować relacje międzyludzkie. My jesteśmy już zżarci przez social media i technologię i tak naprawdę to mamy problemy z najzwyklejszą rozmową…

  • Ja się bardzo wzruszyłam… Brakuje mi starszych ludzi, bo dziadków mam tylko jednych, i to zagranicą. I chociaż to wielki walor to niestety rzadko się widzimy 🙁 Mnie denerwuje te przejmowanie się wszystkim, czy to młodych czy 30-40 latków… Potrzeb dużo w życiu nie mamy, naprawdę, minimalizm jest istotny, by pojąć co naprawdę się liczy. W środku nas, możemy ładować i zmieścić ile chcemy, ale większość rzeczy na zewnątrz nie potrzebujemy. Za każdym razem się wzruszam, jeśli widzę naprawdę mądrą, życzliwą i otwartą starszą osobę…

  • W swoim czasie wyruszałem z campingu w Cesis, na Łotwie. Silnik motocykla rozgrzewał się, ja już byłem zapięty pod szyję w strój przeciwdeszczowy i sekundy dzieliły mnie od wyruszenia w dalszą trasę. I w tym momencie podszedł do mnie starszy pan, którego przyciągnęła moja polska rejestracja. Zgasiłem silnik i wdaliśmy się w rozmowę. Pan był z Polski, miał 80 lat i przyjechał na Łotwę starym camperem by wraz z żoną zrobić sobie podróż sentymentalną i powspominać ich wcześniejszy pobyt w tych stronach. Gdy opowiedział o tym, dodał mimochodem, że kilka miesięcy wcześniej był na nartach, szusując na wysokości 3000 m.

    Od tego spotkania minęło ponad rok, a ja do tej pory myślę, że kimś takim chcę być na starość.