Empirycznie

Nie tak dawno temu przechodziłam przez poszczególne etapy edukacji – od zerówki, poprzez szkołę podstawową, gimnazjum, liceum, na studiach kończąc (no dobra, ze studiami jeszcze walczę). Wychowanie fizyczne od zawsze było moją piętą Achillesową. I o ile z żadnym przedmiotem nie miałam większych problemów (no jak, wzorowa uczennica nie może mieć problemów z nauką!),  tak w-f leżał. Leżał i wołał o pomstę do nieba.

Nigdy nie byłam talentem sportowym. Wychowanie fizyczne było przedmiotem przeze mnie znienawidzonym, przyprawiającym mnie o stres i najzwyklejszy strach. Nienawidziłam wszelakich testów sprawnościowych. Nienawidziłam tego, że byłam zmuszana do robienia rzeczy, których nie byłam w stanie opanować. Tego, że nawet wybieranie składów do gry „w nogę” opierało się na wzajemnych sympatiach i antypatiach. Albo tego, że czasem było „macie piłkę i grajcie”. I tak przez wszystkie lata.

Coś zmieniło się w liceum, w ostatnim semestrze trzeciej klasy. Przyszedł inny nauczyciel. Umiał motywować. Nie potępiał, nie wyśmiewał tego, że ktoś jest mniej wysportowany. Oceniał nasze postępy i zaangażowanie, a nie to, czy spełniamy określone przez kogoś tam normy. Zaczęłam chodzić na w-f zadowolona, uśmiechnięta, ciekawa, czego dziś będziemy się uczyć. Zawsze ćwiczyłam. Ale to było za mało. Zmiana przyszła za późno. Zakończenie roku szkolnego, matura, potem studia… Nie ma czasu na głupoty.

wychowanie fizyczne

Proszę Państwa, nie jest dobrze

Nad studiami dywagować nie będę, uogólnień stosować też nie mam zamiaru. Powiem szczerze, że gdyby mój nauczyciel w-fu z podstawówki dowiedział się, że studiuję teraz na AWF-ie, to chyba konieczne byłoby wezwanie karetki. AWF to przypadek, ale nie o tym.

Wychowanie fizyczne przeżywa kiepskie czasy. Ciągle słyszę od znajomego nauczyciela, że tylko dwie osoby przebrane, że nie nikt nie chce ćwiczyć, że nawet skłon w przód to wielki wysiłek. Zero zaangażowania, zero chęci, ciągłe nieobecności albo zwolnienia. Jest źle. Ale czyja to wina? Uczniów? Nauczycieli? Programów nauczania?

Coraz więcej dzieci jest zamkniętych w wirtualnym świecie. Nie rozstają się ze swoimi smartfonami, tabletami czy konsolami. Jednocześnie wszystko je nudzi, ciężko je czymkolwiek zainteresować, zaangażować.

Jak zmienić tę sytuację? Mamy trochę pomysłów i chętnie się nimi podzielimy!

wychowanie fizyczne

Propozycja

Już 13-14 maja w Białej Podlaskiej odbędzie się X Międzynarodowa Konferencja Metodyczno-Naukowa „Dokąd zmierza współczesne wychowanie fizyczne? – propozycje zajęć fakultatywnych”. Konferencja – czysto praktyczna, każdy z uczestników może wziąć czynny udział w różnorodnych zajęciach. Zdobyta wiedza i umiejętności przydadzą się nie tylko na zajęciach fakultatywnych, ale również chociażby w czasie wolnym.

Co powiecie na team building? Tradycyjne gry i zabawy z Podlasia, palanta, ringo? A może wolicie eisstocka, ultimate frisbee, zajęcia survivalowe albo samoobronę? Czy może jednak preferujecie aktywność przy muzyce? To wszystko i wiele, wiele więcej będziecie mogli zobaczyć, dotknąć i poczuć podczas konferencji.

Zapewne wiecie, jak ważna jest wymiana doświadczeń i nauka od siebie nawzajem. Chcemy Wam to zaoferować. W konferencji mogą wziąć udział nie tylko nauczyciele wychowania fizycznego, ale również studenci – niekoniecznie kierunku wychowanie fizyczne. Zgłoszenia przyjmowane są do końca kwietnia. Wszystkie informacje znajdują się na stronie internetowej konferencji.

wychowanie fizyczne

Co powiecie na to, żeby wspólnie odczarować wychowanie fizyczne? Pokazać, że istnieje mnóstwo różnorodnych zajęć, którymi można zainteresować młodych ludzi? Zachęcam do zapisów! I wiecie? Sama jestem ciekawa niektórych konferencyjnych zajęć!

Podobne Posty

  • A wiesz co, ja myślę, że wcale nie jest tak źle jak by się mogło wydawać. W sensie, że jasne – zwolnienia są brane na potęgę, ludzie unikają zajęć, nie przebierają się – ale nie jest tak źle jak to przedstawiasz. Nastolatkowie mają wiele zainteresowań poza szkolnych i nie, nie są to komputery, telefony i komputery – bardzo wiele osób organizuje się na osiedlach, aby kopać w nogę, grać w kosza lub wyjść na skatepark.

    Aktywność fizyczna jest i moim zdaniem to wcale nie są takie zupełnie odosobnione przypadki. Właśnie, w mojej opinii to nieliczni sa takimi zupełnymi nołlajfami, że nic nie robią.

    Problem WF-ów jest taki, że to zwyczajnie są nudne lekcje. Pamiętam jak sam chodziłem. Albo nauczyciel się opierdala, albo ogólnie nie ma warunków, typu dobra sala gimnastyczna, porządny sprzęt itp. Kto wie – może ta konferencja coś zmieni w tym temacie.

  • Z perspektywy wzorowej uczennicy wybitnie nie pałającej miłością do lekcji WF-u dorzucę i swoje dwa grosze.

    WF-iści często idą na łatwiznę dając uczniom piłkę i pozwalając im grać dla zabicia czasu. Z kolei dla zdobycie ocen zmuszają swoich uczniów do biegania na czas, skoków w dal i… na tym koniec. Przynajmniej tak było w moich szkołach. Niedostosowanie się do zainteresowań uczniów, brak chęci wyjścia poza ten schemat owocuje coraz częstszymi zwolnieniami i brakiem zaangażowania ze strony uczniów.

    Jeśli nauczycielowi się nie chce, to dlaczego miałoby się chcieć uczniom? Przecież brak jakichkolwiek wymagań ze strony historyka czy matematyka również zaowocowałby brakiem podstawowej wiedzy z tych przedmiotów.

    • Niestety mylisz się. WF tak jak każdy przedmiot ma swój program nauczania. W nim są zawarte zagadnienia, które muszą być zrealizowane. Określone jest także co podlega ocenie, tak więc często nauczyciel nie ma pola manewru. A młodzież niestety WF i jakąkolwiek inną aktywność fizyczną często ma w dalekim poważaniu.

      • Opisałam tylko jak WF wyglądał u mnie w szkole. Ćwiczenia na siłowni, gimnastyka czy nawet lekka atletyka 1-2 razy na semestr dla porównania wyników i wpisania ocen. Przez pozostałą część roku była rozgrzewka w formie obiegnięcia boiska i gry zespołowe (dziewczyny siatkówka, chłopaki koszykówka albo piłka ręczna zależnie od nauczyciela). Powód? Siatka na sali jest już rozłożona i dwie klasy muszą się zmieścić na jednym boisku. Teoretycznie obok sali gimnastycznej była siłownia i mała sala do ćwiczeń gimnastycznych, a za szkołą dwa ogromne boiska z bieżnią, ale nauczycielka słynęła z zamiłowania do siatkówki i nie było innej możliwości.

        Program nauczania jest do każdego przedmiotu, ale to od nauczyciela zależy w jaki sposób będzie realizowany. W liceum dla przykładu WF obejmował również wypady na kręgle 😉

        • Wszystko zależy od warunków lokalowych. Sam nie raz byłem zmuszony do prowadzenia zajęć na korytarzach szkolnych, a w zimie do dzielenia się salą często jeszcze z 2 lub 3 klasami.

          • Wiesz, właśnie paradoksalnie w takich warunkach moi nauczyciele wykazywali się większą inwencją i zaangażowaniem. Luksus w postaci wolnej sali sprzyjał raczej lenistwu, które kończyło się wydaniem uczniom piłki i piciem kawy w kantorku. 🙂

          • w sumie w podstawówce na wsi sali nie było ale jak próbuję sobie przypomnieć co robiliśmy na korytarzu to poza wyscigami rzędów nic nie pamiętam:) aczkolwiek te wyścigi zaczynały mnie nudzić dopiero w gimnazjum:)

      • przeciez nie raz jest tak, ze w dzienniku zajęć jedno a na lekcji drugie:)

  • Większość zależy od nauczyciela, ale też samo zaplecze, jak brak odpowiedniej ilości sal gimnastycznych woła o pomstę do nieba.

  • Bardzo nie lubiłam lekcji w-f’u, a to głównie za sprawą nieodpowednich nauczycieli. Pamiętam, że często Aby „zmobilizować” wyśmiewali, porównywali nas do siebie i dawali wycisk ponad nasze siły. Przez jednego nabawiłam się nawet poważnej kontuzji kolana, którą odczuwam do dzisiaj. Wtedy rok byłam zwolniona z w-f’u :(.

  • Uważam, że powinno się zmodyfikować program tak, żeby młodzi ludzie wynosili z niego wszechstronne korzyści, praktyczną wiedzę na resztę życia. Całościową wiedzę na temat prowadzenia zdrowego stylu życia. Na temat dbania o ciało od higieny przez radzenie sobie ze stresem ćwiczeniami oddechowymi.

    Nie powinno się prezentować wyłącznie podstaw popularnych sportów, bo tutaj, ci którzy mają zacząć trenować w klubach i tak to zrobią a reszta, bez lat powtórzeń, będzie kiepska i często znudzona.

    Nacisk powinno się kłaść na poznanie możliwości jakie są w obszarze rekreacji i amatorskiego sportu w życiu codziennym. Tak, żeby dać podwaliny pod nawyk trenowania obok innych zajęć życiowych.

    To na wychowaniu fizycznym, młodzi ludzie powinni też poznawać podstawy anatomii i fizjologii człowieka a nie na biologii.

    A przede wszystkim to wszystko powinno być spięte klamrą spójnych celów i modułów, żeby uczniowie mieli jasność jakie z tego będą korzyści. W-F jest świetny jeżeli chodzi o przeniesienie ciężaru motywacji z chęci zaliczenia i przejścia z klasy do klasy na chęć samodoskonalenia.

  • Ha, wf zawsze miał w sobie coś złowieszczego, nawet jak graliśmy w moją ulubioną siatkówkę. Nauczyciele są różni, czasem było super, czasem był stres, ale nigdy nie było tak jak opowiadasz, że jest teraz. Nie do pomyślenia było, żeby 3/4 klasy nie ćwiczyło. W podstawówce raz mi się nawet oberwało, bo chciałam poczytać książkę (a miałam zwolnienie, wszystko na legalu! :D). Za dzisiejsze dzieciaki trzeba się zabrać, no co tu dużo mówić. Aż drżę jak to będzie jak przyjdzie mi wychowywać dziecko w realiach wszechobecnych smartfonów…

  • Podobne refleksje miałam niedawno. Moja młodsza siostra nadal chodzi do szkoły i opowiada mi codzienne absurdy. Ja od kilku miesięcy ćwiczę kilka razy w tygodniu na silowni i sprawia mi to mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Co więcej, widze efekty. A jak sobie przypomnę wf ze szkly gdzie przez godzinę całą grupą musiala udawać ze gra w siatkę a wuefistka udawała ze nie ma tego gdzieś, to mnie coś trafia:/ takie marnowanie czasu.