Miłe złego początki

Od razu po skończeniu studiów znalazłam się w punkcie bez wyjścia. Bez pieniędzy, siły, pomysłów, jakiegokolwiek zapału – ostatnia prosta w walce z uczelnianym światem dosłownie mnie sponiewierała. Pojawiła się jednak nadzieja. Znalazłam ogłoszenie na pracuj.pl. Na krótko zawahałam się, czy mam wystarczającą wiedzę i zaryzykowałam. Wysłałam CV (jedno, jedyne, jakie w ogóle wysłałam!), dostałam zaproszenie na rozmowę, mile zaskoczyłam się jej przebiegiem, po czym następnego dnia dowiedziałam się, że mam staż u jednego z najlepszych turoperatorów w Polsce. Pełna ekscytacji, entuzjazmu, wielkich nadziei i planów przeniosłam się do Warszawy. Byłam dumna, że wstąpiłam w szeregi firmy, która w moich oczach uchodziła za markę samą w sobie i wzór do naśladowania.

Etap szkoleń był dosyć długi, ich jakość i wartość merytoryczna przez każdego oceniana będzie inaczej. Było bardzo dużo nauki, jakiś projekt, testy. Obserwowanie pracy w różnych działach. Nowo przybyli traktowani byli ciepło, serdecznie. Super atmosfera, wspaniali ludzie, czego chcieć więcej? Nawet ta sterta notatek wchodziła do głowy jakoś łatwiej.

A potem skończyły się szkolenia

Zostałam zwykłym korposzczurem. Już po kilku dniach „normalnej” pracy uświadomiłam sobie, że z turystyką mogę się pożegnać, bo to jedno wielkie pieprzone korpo. Nie trzeba tam mieć turystycznego wykształcenia, wiedzy, doświadczenia, odbytych kursów. Masz siedzieć za biurkiem i jak katarynka powtarzać w kółko to samo. Przyjmować na klatę wszystkie emocje świata, krzyki i wyzwiska. Tłumaczyć się za coś, z czym nie masz nic wspólnego. Nie masz prawa okazywać uczuć, wyrażać swojego zdania, podchodzić do różnych spraw indywidualnie. Wszędzie ograniczają Cię procedury i czujne oko „góry”. Zresztą… i tak na szkoleniach uczyli czegoś innego.

Najpierw przeżywasz szok. Potem kryzys. Potem zaczynasz się przyzwyczajać i pracować jak robot, dopóki znów nie zadziała jakiś bodziec. I tak sobie działasz, w sinusoidzie emocji, nerwów i stresu. Nierzadko wbrew swoim przekonaniom. No bo turystyka ma dawać radość, nie? Okazało się, że swoje wzniosłe idee, przekonania i ubóstwianie turystyki mogę sobie wsadzić… To je korpo, to nie turystyka, tu się robi biznes!

korpo

Turystyczne korpo to zło

Lubię mieć kontakt z turystą. Tak, turystą. Nie klientem, który przyszedł, zostawił pieniądze i poszedł. Dotychczasowe doświadczenie nauczyło mnie, że w turystyce trzeba iść na kompromisy, być elastycznym, umieć negocjować, ale przede wszystkim umieć rozpoznawać potrzeby turystów i umiejętnie je realizować.

Urlop to ten czas w roku, na który wiele osób czeka z utęsknieniem. Kiedy wszystko jest zaplanowane i (wydawać by się mogło) dopięte na ostatni guzik, w naszych głowach mamy już wizję beztroskiego wypoczynku, leżenia na hamaku w cieniu palm z drinkiem z palemką. Tydzień bądź dwa tygodnie „nicnierobienia”. Po prostu urlop. I nagle… Twoje plany urlopowe szlag trafia, bo coś się zmieniło. Terminu urlopu zmienić nie możesz, ale Twój wyjazd uległ modyfikacji bez twojej wiedzy i zgody. I możesz robić co chcesz. Najlepiej pojechać w zaplanowane miejsce. Palcem po mapie…

Praca w mniejszych biurach ma swój urok. Do turystów podchodzi się indywidualnie, z każdym z nich utrzymuje się kontakt zarówno przed, w trakcie, jak i po wyjeździe. Turysta to nie maszynka do zarabiania pieniędzy. To partner, któremu oferujemy swoje usługi. A obu stronom powinno zależeć na tym, żeby były one na możliwie jak najwyższym poziomie.

Korpo to fabryka. Wszystko idzie taśmowo, zgodnie z procedurami. Odstępstw od reguły się nie toleruje. Choćby się waliło i paliło. Kijem Wisły nie zawrócisz, więc albo chowasz swoje przekonania do kieszeni i dopasowujesz się do roli korposzczura, albo po prostu odpuszczasz.

Z tej „walki” wyszłam z tarczą. Nie żałuję, po nocach nie śnią mi się już rezerwacje (tak, przez 2 miesiące śniła mi się tylko praca), trochę odpoczęłam od tego wszystkiego. A co jest najważniejsze? Że mogę spojrzeć na siebie w lustrze i powiedzieć – kurde, nie ugięłam się. Turystyka to świętość i nie chcę brać udziału w jej profanacji.

Turystyczne korpo? Nie, dziękuję.

 

Podobne Posty

  • Martyna Czekajło

    Wow, naprawdę? Czytam Cię od pewnego czasu i wiem, ile dla Ciebie znaczy turystyka. I wiem też, że na pewno podjęłaś słuszną decyzję. Trzymam zatem kciuki za Twój dalszy rozwój i życzę powodzenia i przede wszystkim wykonywania satysfakcjonującej Ciebie pracy! 🙂

  • Nic nie dzieje sie bez powodu, czasami wlasnie warto zwyczajnie podjac decyzje, bo zycie czasem wtedy prowadzi do jeszcze ciekawszych destynacji. Pozdrawiam, Daria x

  • jesli praca śni ci sie po nocach, to zły znak! turystyka czy nie, korpo wysysa z człowieka pasje, uśmiech i radość. Może ktos ma inne zdanie, lecz ja wiem swoje. Korpo to zło. Tam wszystko robisz jak robot, wszystko oko prezesa widzi, „kolezanki” na ciebie donoszą o wszystko przy porannej kawie. Korpo to nie praca.

  • Informowałaś mnie na bieżąco co się działo, tak więc wiem jak to wyglądało. Z perspektywy czasu i tego tekstu to samo mogę powiedzieć o pracy w szkole. Działa jak korporacja, bo wszystko jest zhierarchizowane, wpadasz dość szybko w określone schematy, w wielu przypadkach wyjście poza szereg traktowane jest jako największe zło. Młody nauczyciel, z zapałem, chęcią do pracy z drugim człowiekiem już po niespełna roku walki z systemem potrafi być wypalonym człowiekiem.

    • Tak naprawdę to wiesz tylko ułamek tego, co się działo. Byłam wystarczająco zniechęcona do wsystkiego, łącznie z pisaniem, stąd długa prerwa na blogu. Czy szkoła ma coś wspólnego z korpo? Po Twoich opiwieściach chyba jestem skłonna się zgodzić, że i w korpo, i w szkole obowiązują podobne zasady.

      • Mam świadomość, że nie wszystko mi powiedziałaś.

        A wracając do tematu korpo. Pracując z grupą i nad grupą mam wrażenie (między innymi po dzisiejszym dniu), że mógłbym wybrać nawet to „więzienie”, w którym Ty byłaś, niż moje. To co potrafi zrobić młody człowiek publicznie przed grupą, rzucając w Ciebie serkiem kłamstw, których ma pełną świadomość sprawia, że 5 lat studiów i jeszcze więcej lat pracy w zawodzie zaczyna się mieć „gdzieś”. Dosłownie masz chęć pier….. wszystko i nie przychodzić następnego dnia do pracy, wręcz nie wstawać z łóżka!

  • Gratuluję decyzji, nie było tobie z tą korpo po turystycznej drodze.

  • Na szczęście ja sobie sama organizuje wakacje 😉 Nie korzystam ani z małych biur, ani z korpo-biur.

    A ogólnie praca w każdym korpo tak wygląda 😉

  • Evi

    Zastanawiam się gdzie trafiłaś, na call center/help desk czy za ladę? Bo chyba to są najgorsze miejsca, chociaż wszystko zależy od podejścia…
    Sama pracuję w turystycznej korpo już ponad 7 lat i nie mogłam lepiej trafić, również pod kątem wyjazdów. Należę bowiem do tego durnego pokolenia, które jeśli chciało zwiedzać świat zdecydowało się na studia turystyczne i pracę w tej branży. Jednak wracając do meritum, pracuje sobie w centrali tur-korpo w Warszawie, części międzynarodowego touroperatora, najpierw organizowałam wyjazdy grupowe, teraz robię w marketingu. Ile świata przez ten czas zwiedziłam to moje (i kierunków, o których sama bym nie pomyślała, a zachwyciły), z resztą dalej zwiedzam. Mając 26 dni urlopu podróżuje prawie dwa razy tyle…
    Piszę to nie dlatego, by podkopywać Twój post i pogląd, ale po to by pokazać, że nie każda turystyczna korpo jest taka sama, a ktoś może przeczytać Twój post i się zniechęcić zupełnie. A warto znać obie strony medalu.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja podobnie zderzyłam się z…samorządem terytorialnym 😉 Chciałam robić coś ważnego dla lokalnej społeczności, działać, porywać za sobą tłumy (albo chociaż sadzić dla nich drzewa i kłaść równe, niedziurawe chodniki 😉 ) – a już po roku stażu w urzędzie miasta stwierdziłam, że większego parcia na stołki to chyba tylko w Warszawie na Wiejskiej można doświadczyć – i że tak naprawdę tą lokalną społecznością nikt się tam nie interesuje. Mam dyplom, leży sobie w szufladzie. Jestem teraz na wychowawczym i robię kolejne studia – a po ich zakończeniu zaczynam swoją „karierę” zupełnie od zera.

  • Czarna Skrzynka

    Ja właśnie siedzę w korpo…i ukradkiem podczytuję blogi 🙂

  • Zuza- www.niedomowakura.pl

    nie sądziłam, że tak to wygląda z drugiej strony. Dobrze, że już tam nie pracujesz. Szkoda życia a taka praca skutecznie zabija pasję!

  • AnetaNieZajac

    Ja się w ogóle nie nadaje do takiego typowego korpo 🙂 Faktem jest, że pracuję w dużej firmie, ale z korpo mamy niewiele wspólnego i bardzo mnie to cieszy. Nie ma openspace’ów, których nienawidzę, nie ma tych chorych procedur, a nawet jeśli są to można je ominąć, kiedy jest powód. Oczywiście to ma też wiele wad, ale przynajmniej nie muszę chodzić na crossfit, żeby mieć o czym gadać z innymi pracownikami 🙂

  • Firma gdzie pracuję powoli zmienia się w korpo, ale jeszcze jesteśmy na tym etapie, co można ze sobą rozmawiać i nawet się przyjaźnić, bez wbijania noży w plecy. Aaa i nie czuję się jakbym oszukiwała klientów, bo dbamy o nich jak możemy.

    PS: Dobrze, że nie musisz tam dłużej siedzieć, bo byś oszalała!

  • Jeśli pojawiały się jakieś negatywne syndromy, jak śnicie o pracy i to w negatywnych barwach, wiedziałam już, że trzeba się z niej ewakuować. Ciężko było podjąć decyzję, ale później wychodziło mi to na dobre. 🙂
    Bookendorfina

  • Rozumiem Cie doskonale. Z takich miejsc trzeba uciekać jak najdalej!

  • Współczuję, dobrze że już tam nie pracujesz. Korpo jest fajne do zrobienia szybkiej kariery i wraku z człowieka. Do niczego innego się nie nadaje.

  • janielka

    oj korporacje to masakra.Ciesze się ze nie musze tam pracować

  • Bardzo nie lubię wyuczonych na pamięć regułek i ich klepania mimo wszystko, dlatego korpo raczej mnie swoją magiczną mocą nie przyciągnie 🙂

  • Najśmieszniejsze jest to, że głównym celem procedury ma być człowiek – podmiot a na ogół staje się obrabianym przedmiotem. I w ten sposób procedura zastępuje myślenie. Smutne ale prawdziwe w korpo.

  • Korpo kusi… Obietnice rozwoju, stawianie na człowieka i jego potrzeby, profesjonalizm, świetne kontakty. Wszystko brzmi bajkowo, szczególnie pracując w małej firmie. Dobrze przeczytać jak to faktycznie wygląda od kuchni, choć nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Smutno mi kiedy widzę jak biznes zabija pasję. Przykro słuchać o wynikach, o pieniądzach a nie widzieć za tym wszystkim dobrego pracownika i zadowolonego klienta. Skarbem jest praca w której można realizować siebie i swoje „po co” 🙂 Podjęłaś ważną decyzję, myślę że w bardzo mądry sposób! Pozdrawiam

  • Zawsze stroniłam od wielkich korporacji, znanych i “szanowanych” marek. W takich miejscach człowiek często zatraca swoją osobowość i oryginalność. Mam nadzieje, że uda Ci się znaleźć miejsce, w którym będziesz realizować się zawodowo, a noce będą przebiegać bez koszmarów 🙂

  • Sebastian Wójcik

    Opowiem Ci historię.

    Ja też po studiach szukałem pracy – i też w korpo – i to dość długo, ponad 2 miesiące, mimo, że skończyłem sensowny kierunek i dziś nie mam problemów z pracą (anglistyka).

    I nagle dostałem dwie oferty – jedna w firmie transportowej, druga w szkole językowej. Przyjąłem obie, szkoła na popołudnia. Po tygodniu czy dwóch okresu próbnego przyszedłem i powiedziałem: nie będę przedłużać umowy. Nie potrafię pracować za biurkiem. Szlag mnie trafia. Za mało ruchu, kontaktu z żywym człowiekiem, patrzenia przez ramię. Kupiłem czekoladki dla pracowników i drugie dla szefowej. Pożegnała mnie bardzo ozięble. Było to tak stresujące, że po wyjściu siadłem na schodach, zapaliłem papierosa i rozpłakałem się.

    Dzisiaj jestem lektorem z paroma latami doświadczenia, 6 wysłanych CV otrzymałem 5 odpowiedzi. Pracuję niemal kiedy chcę – tylko, że gdy nie pracuję, to nie zarabiam. 2 miesiące wakacji odpuszczam sobie, i tak bym się nie nachapał pieniędzy w tym okresie.

    Ale czuję, że uratowałem siebie.

  • No niestety korporacje wszystko i wszystkich wtłaczają w ramy, nie ma tam miejsca na odstępstwa

  • Zostaję, zostaję, zostaję! Będę Twoja stałą turystyką 😃 i z przyjemnością będę tu wracać.

  • „A co jest najważniejsze? Że mogę spojrzeć na siebie w lustrze i powiedzieć – kurde, nie ugięłam się. Turystyka to świętość i nie chcę brać udziału w jej profanacji.” – to jest piękna kwintesencja Ciebie. Wiary w to, co lubisz i w to, jak powinno coś wyglądać. Ja np zrezygnowałam z pracy w szkole. Kocham pracę z dziećmi, kocham uczyć, ale czasem się nie da bez zabijania pasji, szczerości i potencjału w Tobie, bądź w odbiorcy. To również nie zgadzało się z moim wewnętrznym poczuciem tego, jak powinno być.

  • Jak to mówią – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla jednego taka praca może być szczytem marzeń, a dla innych zwykłą katorgą 🙂 Turyści biur podróży z turystami mają niewiele wspólnego, nie oszukujmy się. Oni jeżdżą na Wyspy Kanaryjskie nie wiedząc, że leżą w Hiszpanii, a ulubioną potrawą jest olekskjuzmi 😉 Znam ten świat ciut, na szczęście pracuję w bardzo małym turystycznym korpo 😉

  • mam to szczęście, że praca jest moją pasją,a drugie, że nigdy nie musiałam pracować w korpo. Twój tekst tylko potwierdza stereotypy i baśnie o kroposzczurach, nadszczurach i mordorze 🙂 Gratulację decyzji i powodzenia w turystycznym świecie 🙂

  • Łukasz | Kartka z Podróży

    Przychodzą mi do głowy dwa slogany: „Płacę, więc wymagam” i „Jestem robotem, zapierdalam w sobotę”. Nie będę tego więcej komentował.

  • Ech, smutno, że tak to wygląda, że człowiek staje się tylko małym trybikiem, który nie ma znaczenia…

  • Ciekawe, jak zderzamy nasze wyobrażenia z rzeczywistością i zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze jest tak różowo, jak sobie to wyobrażaliśmy. Mam nadzieję, że mimo wszystko wiele się nauczyłaś, a to nie do końca pozytywne przeżycie uda Ci się przekłuć w kolejne, wartościowe doświadczenia!

  • Ela

    Będąc na studiach miałam możliwośc odbyć praktyki zarówno w ogromnym biurze podróży i w malutkim – 5 osobowym biurze podróży (biznes rodzinny) i powiem Ci, ze zależy na kogo trafisz i z kim przyjdzie Ci pracowac. Myslalam, ze w tym dużym będę tylko parzyć kawe i robic ksero, ale miło mnie czas spędzony tam zaskoczył – byłam wdrażana w system itd za to w tym małym tylko pilnowali mnie, abym czasem nie doszła do komputera i sie czegoś nauczyła – właściciel tyran – dla niego nie miało znaczenia, ze jedt po sezonie – wymagał obrotów jak gorącym okresie itd

  • Od dłuższego czasu kusi mnie praca w korpo, ale jak tak sobie o tym czytam i czytam… to chyba też nie byłoby dla mnie. Mam nadzieję, że znajdziesz coś co będzie Ci dawało zarówno satysfakcję jak i pieniądze. 🙂
    Pozdrawiam, carolangue.blogspot.com

  • Wiele złego słyszałam o korporacjach, sama nigdy nie miałam okazji zweryfikować tych opinii. Ale nie zazdroszczę przeżyć! Oby twoja dalsza kariera układała się po twojej myśli!

  • Ja też pracuję w korpo – u jednego z największych touroperatorów, ale na pierwszej linii, z turystami „na froncie” 🙂 I powiem szczerze, że nie mogę narzekać – owszem, są zasady i standardy ale wiele też zależy od szefów. Miałam takich, którzy zadowolenie turystów mieli w nosie, a liczył się dla nich tylko zysk z fakultetów, miałam takich, którzy potrafili wiele zrobić, by tylko zadowolić gości. I tak, często mówimy na turystów „goście”, a nie „klienci” 😉 Korpo nie zawsze jest takie złe 😉

  • Ja tam twierdzę, że każde korpo to zło. Ale rozumiem, że są ludzie, którym bardzo odpowiada taki system 😛 Wszystko dla ludzi! Fajnie, że ostatecznie jesteś zadowolona z porzucenia tej drogi – ważne, że jesteś zadowolona z wyboru 🙂

  • A mnie najlepiej się pracuje przy własnym biurku, we własnym mieszkaniu. 🙂 Chociaż, jak każda praca, ma to swoje wady. Ale zawsze buntowałam się przed bezsensowną pracą i miejscami, o jakich piszesz.

  • Tak, spojrzeć na siebie w lustrze bez wyrzutów to dobra idea, oby więcej takich „przebudzonych” 🙂

  • Brzmi to dość przygnębiająco, ale wydaje mi się, że wspomnienia ludzi pracujących w różnych kopro brzmią podobnie, niestety. W Twoim przypadku jest to o tyle dołujące, że spodziewałaś się czegoś innego i na coś innego się nastawiałaś po szkoleniach. Nienawidzę takich zagrywek.

    Ja do takiej roboty bym się nie nadawała, absolutnie. Bardzo sobie cenię to, że mogę pracować w domu 🙂

  • Prace w roli i korposzczura znam doskonale i nie trzeba mieć żadnego wyższego wyksztalcenia, by dołączyc do gromady biurowych gryzoni 🙂 pracowałam jako telemarketer moze jako specjalista do spraw sprzedazy – niby ładniej brzmi i rozumiem Cie doskonale 🙂

  • Qursantka

    Nigdy nie pracowałam w korpo, i aż mi się włos jeży na głowie jak czytam co się tam dzieje. Zastanawiam się czy istnieje coś takiego jak „fajne korpo” ?

    • Ja pracuję w całkiem fajnym korpo;) Wiadomo, że czasem „ścieżka decyzyjna” jest nie do zniesienia ale tego nie przeskoczysz…

  • Mam ostatnio bardzo kiepski stosunek do korpo. Małe firmy mają serce do tego co robią. I nie tylko w branży turystycznej ale i w innych. W korpo jesteś numerem kadrowym, a wszystko opiera się na jakiejś niezrozumiałej dla pracowników logice.

  • Monika Kulesza

    Rzeczywiście kiepsko trafiłaś, a szkoda….korporacje są różne. Ja w swojej jestem już czwarty rok i nie narzekam, co prawda z turystyką mam tyle wspólnego co pójście do kuchni po kawę i minięcie 10 narodowości, które pracują na tym samym piętrze…..swojego własnego urlopu nie licząc :P, jednakże jestem przekonana, że korporacje to także ludzie. Dopiero po jakimś czasie uczysz się nie zwracać uwagi na pewne zachowania, docierasz się z teamem i potrafisz funkcjonować, złotem jest manager, który widzi potencjał i stawia na swojego pracownika, a nie próbuje wybić się kosztem jego pracy….
    Różnie bywa, mam tak wspaniałych ludzi wokół z którymi spotykam się nawet po pracy, a co rano wstaje i idę do roboty z uśmiechem. Baa……tęsknię za nimi gdy jestem w podróży, jednocześnie wiem, że nie jest to praca dla każdego 😉
    Oczywiście wypowiadam się z perspektywy zupelnie nie-turystycznego korpo [choć jeśli wliczymy podróże służbowe do Zurychu…..] 😉