Przeglądając moje wpisy lub posty w społecznościówkach z pewnością zauważyliście, że aktualnie związana jestem z Białą Podlaską. Ale musicie wiedzieć, że jestem typowym słoikiem – tak, pochodzę ze wsi i wcale się tego nie wstydzę.

Gdzie są moje korzenie? Wierzchowiska położone są ok. 60 km od Lublina. Nie tak dawno temu zrobiło się o nich dosyć głośno za sprawą powstania tutaj czterogwiazdkowego hotelu oraz uruchomienia winnicy. Ale po kolei.

W skrócie o historii

Osadnictwo na terenie dzisiejszych Wierzchowisk istniało już we wczesnym średniowieczu, z pewnością niemałe znaczenie w jego rozwoju miała mająca tu swoje źródła rzeka Sanna (prawy dopływ Wisły, więc to nie byłe jaka rzeczka). Pierwsza wzmianka źródłowa o Wierzchowiskach pochodzi z 1418 r. i jest zapisana w jednym z dzieł Jana Długosza.

Wieś, mimo że niewielka, ma bogatą, ale i burzliwą historię. W większości opracowań Wierzchowiska szczegółowo opisywane są dopiero od 1900 r. Rok ten okazał się przełomowy, ponieważ właśnie wtedy, wraz z zakupem przez rodzinę Świdów dóbr wierzchowskich nastąpił gwałtowny rozwój wsi – technologiczny, edukacyjny, cywilizacyjny. Dobrzy gospodarze doprowadzili wieś do świetności, powstały zaczątki szkoły, wybudowany został kościół parafialny, przez pewien czas funkcjonował tu nawet browar!

Wierzchowiska

Krzyż powstańców styczniowych z 1863 r.

Dworską, rzec można, sielankę przerwała pierwsza, potem znów druga wojna światowa. Niestety, zawierucha wojenna dała się we znaki, zaś powojenne porządki poskutkowały parcelacją majątku Świdów, a dworek zaczął przyjmować co chwilę nowych lokatorów. Mimo wszystko, głównie za sprawą mieszkańców, wieś podniosła się z upadku i ponownie zaczęła rozwijać. Z czasem zelektryfikowano wieś, skomunikowano ją dzięki połączeniom PKS, powstał nowy budynek szkoły, ośrodek zdrowia, nowy, murowany kościół w miejscu drewnianego. Tylko opuszczony dworek popadał w ruinę, jak zabawka przechodząc z rak do rąk.

Wierzchowiska

Dzwonnica pamiętająca jeszcze pierwszy, drewniany kościółek w stylu zakopiańskim

W końcu znalazł się dobry właściciel. Po kilku latach, bliski sercom mieszkańców „pałacyk”, już jako „Dwór Sanna” rozpoczął drugie życie. Dzieje się coraz więcej, przy hotelu zaczęła funkcjonować winnica, która już odnosi pierwsze sukcesy w różnego rodzaju konkursach. Jest też stadnina koni, SPA, sauna fińska i mnóstwo innych atrakcji, o których zapewne nie mam pojęcia. Cieszy fakt, że ktoś zadbał o nasze wspólne dobro, zainwestował spore pieniądze, włożył mnóstwo czasu, pracy, ale przede wszystkim serca, by ta część naszej historii nie odeszła w zapomnienie. Sam hotel to już inna historia. Mogę tylko zdradzić, że po kilku wizytach w „nowym” dworze i otaczającym go parku nasuwają się ciekawe wnioski. Ale o tym już innym razem.

Wierzchowiska

Dwór Sanna

Nowe Wierzchowiska

Wierzchowiska się zmieniają. Bywam tu coraz rzadziej, ale z każdą wizytą widzę coraz większe zmiany. Znajomych twarzy coraz mniej, wszyscy wyruszają w wielki świat. Na darmo szukać klimatu, który był tu kilka-kilkanaście lat temu. Już nie ma beztroskich powrotów ze szkoły, kiedy w towarzystwie koleżanek i kolegów wracało się po lekcjach do domu. Dwa, trzy kilometry – nieważne, szło się na piechotę. Teraz? Autobusy szkolne albo podwózka przez rodziców. Na ulicy pusto.

Znajome miejsca otrzymały nowe oblicze, jest punkt apteczny, odremontowana remiza OSP, jest Orlik, wspomniana stadnina koni. Ale to wszystko jest jakieś… inne. Takie… obce. Zginął klimat, duch tego miejsca.

Wierzchowiska

„Nowa” remiza OSP.

Pojawili się turyści. I o ile (odpukać!) nie zjeżdżają się tłumy, bo hotel oferuje tylko 13 pokoi, to jednak coś się zmienia – wszystko, tylko nie mentalność mieszkańców… Na szczęście są miejsca, w które turyści (a nawet i mieszkańcy) rzadko zaglądają. Są jeszcze takie miejsca, gdzie mogę w spokoju pospacerować z kijkami (i mieć pewność, że nikt nie będzie pokazywał mnie palcem) albo po prostu posiedzieć, w spokoju napawając się przyrodą. Czyż to nie piękne?

Wierzchowiska

Takie widoki mam 3 minuty od domu

Wierzchowiska

To nie Białowieża… To Wierzchowiska

A Wy? Może też macie swoje korzenie w pięknych miejscach, tylko nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy? Muszę przyznać, że odkąd rzadziej bywam w rodzinnych stronach, to zaczęłam patrzeć na znane mi miejsca zupełnie inaczej… 

Więcej zdjęć znajdziecie na homoturiticusowym facebooku.

PS. Na temat Wierzchowisk powstało sporo książek i innych opracowań. Miałam zaprezentować Wam tytuły, ale przeglądając niektóre publikacje zaczęłam mieć poważne zastrzeżenia co do ich jakości i wartości merytorycznej – a lipy przecież Wam nie mogę zarekomendować. Na razie osoby zainteresowane tematem wierzchowskiej wsi muszę odesłać do wujka google 🙂

  • Magdalena Bodnari

    Natura wygląda błogo pięknie. Zazdroszczę takiego niebetonowego miejsca na świecie!

    • Dziękuję serdecznie. Dopiero mieszkając w mieście zaczęłam doceniać to moje małe miejsce na ziemi.

  • Piękne miejsce 🙂

  • Dee Lukasik

    Rozumiem doskonale o czym piszesz, jestem z Krakowa i niestety rzadko wracam do mojego miasta, ale jak wracam szokuje mnie ilośc zmian. Muszę przyznać, że miasto wyglada lepiej. Jednym z moich ukochanych miejsc na ziemi są góry świetokrzyskie, a zwłaszcza Św. Krzyż i już teraz nie poznaje miejsca, a co będzie za pare lat. Pięknie i wzruszająco napisałaś o Wierzchowiskach. Muszę tam kiedyś pojechać

    • Naprawdę, też lubisz Góry Świętokrzyskie? Ja od lat jestem zakochana w całym regionie świętokrzyskim i aż mi się serce raduje, kiedy tylko przejeżdżam tamtędy.
      A do Wierzchowisk oczywiście zapraszam!

      • Naprawdę. Prawie się tam wychowałam, w Nowej Słupi, a na piechotę chodziłam przez las na św Krzyż. Zawsze wracam z przyspieszonym biciem serca

  • „Cudze chwalicie” idealnie pasuje. Tam jest po prostu pięknie! Jeśli tylko będę miała możliwość, to odwiedzę.

    • Zapraszam serdecznie! Blisko Lasy Janowskie i park rekreacji Zoom Natury. Wspaniały region do poczucia bliskości z naturą!

  • Aleksander

    Świetne miejsce, spokój i cisza, ah rozmarzyłem się 😉

  • Urokliwe miejsce, pełne ciszy i spokoju, którego tak brak w wielkim mieście.

  • Mam podobnie – dopiero jak wyprowadziłam się ze swojego miasta, zaczęłam dostrzegać jego zalety, bardziej zainteresowałam się historią i tym, co tam się dzieje. A warto pokazywać ludziom przecież nie tylko znane miejsca!

  • 3 minuty od domu i taka sielanka… Ja też chcę. Mieszkanka Krakowa.

  • O Hotelu i winnicy nie wiedziałem, nie wiedziałem właściwie o istneniu Wierzchowisk 😉 A teraz już wiem 😀

  • Ale tam pięknie, aż chce się jechać. Może je odwiedzę będąc w Lublinie. Ostatnio coraz chętniej wolę małe miejscowości, uciekając z dużego miasta.

  • Fajnie, że podjęłaś temat małej ojczyzny. Miejsca z których pochodzimy, albo w których mieszkamy są szalenie często przez nas – blogerów podróżniczych – zaniedbywane. A potem się dziwimy, że inni o nich tak ładnie piszą.

    • Tak jest, aż się ciśnie na usta „cudze chwalicie…”.

  • Piękne te Twoje rodzinne strony. Natura robi swoje i każde miejsce zaczaruje. Osobiście bardzo lubię takie sielskie i puste zakątki, do których można uciec przed codziennym zgiełkiem.

  • SzaroKolorowa

    cudowne miejsce

  • ciekawe miejsce. Znajomość historii swoich małych ojczyzn jest bardzo ważna 😉

  • Wspaniała ta polana! Idealna na piknik 🙂

  • Ja pochodzę z samego środka Puszczy Kozienickiej, więc też mam tak zielono 🙂

  • Cudowne miejsce! Te widoki cieszą moje oczy nawet patrząc na zdjecie. Chcę tam być! Pozdrawiam

    • Wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Cię w moje rodzinne strony 🙂

  • Uwielbiam takie miejsca, piękne i tajemnicze.