Sezon wakacyjny w pełni. Trwająca właśnie fala upałów sprawia, że jeszcze chętniej odbywamy mniejsze i większe podróże – nawet te bliskie, szczególnie w okolice zbiorników wodnych. Każdy odczuwa potrzebę schłodzenia się, a jeśli przy okazji można się dobrze zabawić…  Zabrać grilla, kilka czteropaków, do tego wielką dmuchaną kaczkę, materac i inne gadżety. Czemu nie? Turysto, bądź gościem! Bo czy kiedykolwiek przemyślałeś co i w jaki sposób robisz?

Bądź gościem… Przykład pierwszy.

Wyobraź sobie, że Twoje miejsce parkingowe jest notorycznie zajmowane. Osiedle zastawione jest maksymalnie, mimo tego, że obowiązuje zakaz wjazdu – nikt nie robi sobie nic z tego, że zakaz nie dotyczy wyłącznie mieszkańców, a każde miejsce jest numerowane i ma swojego właściciela.

Bądź gościem… Przykład drugi.

Wyobraź sobie, że 24 godziny na dobę słyszysz krzyki. Nawet w nocy impreza trwa w najlepsze, bo młodzież przecież ma wakacje i się relaksuje. Alkohol leje się strumieniami, skutkiem czego jest to, że nie możesz zasnąć, bo mimo zamkniętych okien słyszysz śpiewy, wrzaski i śmiechy. Cisza nocna? Phi.

Bądź gościem… Przykład trzeci.

Wyobraź sobie, że przyjeżdża do Ciebie rodzina z dziećmi. Maluchy znudzone siedzeniem w mieszkaniu chcą wyjść na dwór i pograć w piłkę (w końcu masz przed domem boisko). No i sorry Winnetou, nici z grania, bo całe boisko przypomina pole grillowe. Grille na przemian z rozłożonymi kocami i stolikami uniemożliwiają korzystanie z boiska zgodnie z jego przeznaczeniem (taki paradoks).

Bądź gościem… Przykład czwarty.

Wyobraź sobie, że przygotowujesz posiłek i skończył Ci się np. chleb. Biegniesz do sklepu, standardowo zajmuje Ci to jakieś 3 minuty. W domu czeka głodna rodzina. Ale rodzina musi poczekać, bo sklep okupuje cały tabun roznegliżowanych plażowiczów. Plażowiczów, którzy przyszli w strojach kąpielowych, bez butów, nierzadko z dmuchanym kółkiem, psem na smyczy i przewieszonym przez ramię ręcznikiem. To nic, że na drzwiach sklepu wisi wyraźna kartka o zakazie wprowadzania zwierząt oraz informacja, że nie obsługuje się osób bez butów czy w strojach kąpielowych. Nie, oni uparcie robią zakupy, stoją w kolejce (nierzadko w kilka osób do jednego „czteropaku”), by potem przy kasie kłócić się ze sprzedawcą, że „co to za wymysły że nie obsługujecie osób bez koszulki czy bez butów”. I tak, żeby kupić chleb musisz najpierw dostać się do działu z pieczywem, potem przepchać się przez okupujący lodówki z piwem tłum, po czym odstać w kolejce minimum kilkanaście minut. W końcu po upływie pół godziny wychodzisz ze sklepu z bochenkiem chleba…

Bonus: zaczepiają Cię dwaj podchmieleni panowie w kąpielówkach mówiąc „pani nam zapłaci za zakupy, nie chcą nas tu obsłużyć, bo nie mamy koszulek, my tu będziemy za panią” i niczym cień idą za Tobą krok w krok. Kiedy odchodzisz od kasy wbijają w Ciebie wzrok niczym kot ze Shreka i  błagają „pani nas nie zostawia, nie sprzedadzą nam!”. Kasjerka kręci tylko głową i głośno wzdychając mówi „dobra panowie, dajcie to”…

Bądź gościem… Przykład piąty.

Lubisz chodzić na spacery. Patrzeć na wodę, obserwować kaczki. Usiąść i w ciszy i spokoju kontemplować otoczenie. Celebrować samotność. Zapomnij! Żeby znaleźć kawałek miejsca musisz obejść dookoła pół jeziora. O ciszy nie ma mowy. W końcu przestajesz wychodzić, bo to i tak przestało mieć sens.

bądź gościem

O co w tym wszystkim chodzi?

Powyższe przykłady to nie wyssane z palca bajki. To rzeczywiste sytuacje, z którymi stykam się codziennie z racji swojego miejsca zamieszkania. Już widzę wszystkie komentarze w stylu „co Ci to przeszkadza, że ludzie się bawią” albo „trzeba było gdzie indziej się przeprowadzić” lub „sama taka wielka turystka, a innych krytykuje” – jeśli masz zdanie takie jak tu przytoczone – zamknij stronę i nie kontynuuj lektury. Jeśli jednak chcesz wiedzieć, po to ten, zdawać by się mogło, pełen żalu tekst – zostań.

Każdy ma prawo do wypoczynku. Nie chodzi o to, żeby ograniczać czy zabraniać korzystania z kąpielisk, basenów, teatrów, muzeów, sklepów czy innych, mniej lub bardziej podobnych obiektów. W turystyce mówimy o infrastrukturze turystycznej (stworzonej specjalnie pod turystów), jak i paraturystycznej (stworzonej głównie dla mieszkańców, z której korzystają również turyści). I tak: nikt nie wyprosi turysty z osiedlowego sklepiku, tak samo jak nikt nie zabroni mieszkańcowi miasta skorzystać z usług hotelowych w tym samym mieście.    

Pamiętajmy, że turystyka to przede wszystkim ludzie. Nie „paxy”, jak określa się turystów w korpobiurach, nie „sztuki”. To żywi luzie, mający uczucia i swoje potrzeby. I są to zarówno sami turyści, są to pracownicy obsługi ruchu turystycznego, ale są też ci, o których rzadko się mówi i myśli. Mieszkańcy.

Zrozumienie

Tak niewiele, a jednocześnie tak trudno to osiągnąć. Wielu turystów podczas swoich wyjazdów uważa, że są sami, że wszystko im się należy, bo to w końcu ich wakacje i mają prawo do relaksu. Każdy ma prawo do wypoczynku i zabawy. Ale nigdy i nigdzie nie jesteśmy sami. Zawsze jesteśmy tylko (albo aż) gośćmi, z tym tylko, że swoich gospodarzy niemal nie spotykamy. Trochę smutne, ale prawdziwe.

Nie bądźmy jak szarańcza, która robi wiele hałasu, sieje spustoszenie i znika. Ty przyjedziesz i wyjedziesz za kilka dni. Mieszkańcy zostaną. To Twoje zachowanie zostanie zapamiętane. To, jakie wrażenie po sobie zostawisz, będzie miało wpływ na kolejne osoby, które przyjadą w to samo miejsce. I z czasem każda kolejna może być traktowana przez mieszkańców gorzej, być może nawet za Twoją przyczyną.

Nie walcz o teren. Nie właź z butami do świata osób, których nawet nie znasz. Uszanuj panujące zasady. Dostosuj się do zastanego otoczenia. Przestrzegaj reguł i stosuj się do zakazów. I nie tłumacz się głupim „bo ja nie wiedziałem”. Wiecie, jak mówią? Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem jego przekroczenia. I nie chodzi tylko o normy prawne, ale też o te niepisane, będące elementem tradycji i kultury.

Pamiętajmy, że niechęć mieszkańców do turystów nie bierze się znikąd. Weźmy na przykład mieszkańców Wenecji czy wybrzeża Barcelony. Oburzenie mieszkańców nie wzięło się z samej obecności turystów, tylko z ich zachowania, utrudniającego bądź wręcz uniemożliwiającego codzienne funkcjonowanie…

Turysto, bądź gościem, nie intruzem…! Bo następnym razem nie będziesz mile widziany.

 

  • Sama prawda. W zupełności się zgadzam. Często bywam w nadmorskich miejscowościach i szczerze mówiąc, rozumiem mieszkańców. Czasem nawet nam turystom ciężko o wytchnienie w takich warunkach.

  • Nie chciałabym mieszkać w miejscowości turystycznej 🙂

  • Kasia Goch

    Po prostu- nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe 🙂

  • Świat Toli

    Faktycznie wieczne imprezy na całego to i święty miałby dosyć. Nie dziwię się.

  • Niestety wszędzie tak jest. Pora wakacyjna mocno ludzi rozluźnia i nie przestrzegają podstawowych zasad.

  • ile w tym prawdy! 🙂 Sama na szczęście nie mieszkam w atrakcyjnym turystycznie mieście (a nawet wręcz przeciwnie), ale czasami w takich miejscach bywam.. Chociaż w ostatnim czasie na szczęście nie w szczycie sezonu, ale niestety taka prawda. Zresztą poza tym, że nie bardzo przepadam za tłumami ludzi w takich miejscach (co niestety jest nieuniknione), to takie zachowanie o którym pisałaś denerwuje mnie tym bardziej. Poza tym skoro już na wakacje wywozimy pół szafy (to nic, że sporo z tych rzeczy nam się nie przyda) to używajmy tych ubrań, które zabraliśmy, tam gdzie odzienie jest konieczne. 😀 Pozdrawiam! 😉

  • Bebe Talent

    No niestety, nie są to bajki. Dlatego przykro się robi (aczkolwiek nietrudno to zrozumieć), że władze takich miast jak Barcelona czy Wenecja rozważają opcje ograniczenia ruchu turystycznego. Wakacje, urlop to jedno, ale szkoda, że wiele osób wyjeżdżając, zostawia w domu kulturę.

  • A co się ostatnio we Włoszech wyrabia, to już pojęcie ludzkie przechodzi. Turystom spodobało się kąpanie nago… w miejskich fontannach.

  • Przez chwilę zastanowiłam się na ile wpisuję się w obraz takiego turysty, co to urwany jak ze smyczy nie potrafi się zachować 🙂 Ale chyba nie jest źle 🙂 Tak jak napisała wcześniej Kasia Goch – nie czyń drugiemu co, Tobie niemiłe. A swoją drogą to chyba lekarstwem dla osób mieszkających w miejscowościach turystycznych jest je opuścić na czas wakacji 🙂

  • W punkt napisane 🙂 Czasem się pańszczymy gdzieś, gdzie powinniśmy czuć się gośćmi 🙂 staram się o tym pamiętać w Estonii, gdzie nie narzucam polskich zwyczajów, a jedynie oferuję. Natomiast estońską mentalność przyjmuję za pewnik, z którym nie mogę walczyć, a który muszę zaakceptować i się przyzwyczaić 😉

  • damian211289

    Prawdziwe i niestety niezbyt fajne. Pomijam, że podróżuję głównie po Polsce i siłą rzeczy nie odczuwam jakiegoś dysonansu kulturowego, ale wystarczy wziąć za przykład Zakopane (jedna wielka cepeliada, nie trawię, tfu!). Współczuję mieszkańcom przebijającym się przez tłumu ludzików z ciupagami i innym badziewiem ze straganów, którzy szturmem biorą każde z możliwych miejsc – od przejść dla pieszych po małe spożywczaki.

  • Łodyżka Blog

    Może to śmieszne, ale zawsze czuję respekt do miejsca i ludzi do którego się wybieram. Tak mam i już.

  • Turyści – z jednej strony szarańcza tworząca zniszczenie, a z drugiej dochodowe źródełko interesu. Jestem przekonana, że podczas rajdów bezkoszulkowych panów na sklep Pani robi tygodniowe obroty w jeden dzień. Tego czego najbardziej jednak znieść nie mogę to nieodpowiedzialności turystów śmiecących gdzie popadnie, robiących wiochę na maksa i niekiedy uprzyjemnianie czasu innym swoją ekstra muzyką z telefonów oraz „śmiesznych” konwersacjach opisujących jaka ta Irenka poje**na że pojechała w tym roku do Egiptu a nie tutaj z nimi, nad prawilne jeziorko przy mieście/wiosce…. Ehhh

  • Mam znajomego w nadmorskich miejscowosciach i wlasnie najbardziej narzeka na te kolejki w sklepach podczas sezonu.

  • Niektórzy turyści to prawdziwa zmora, zachowują się jakby im się wszystko należało nic nie robiąc sobie z faktu, że w danej miejscowości mieszkają ludzie na co dzień!

  • Niestety spora część osób wyraz wakacje/urlop stawia na równi z brakiem zasad, bo w końcu „cały rok pracowałem – należy mi się”… Przykre, ale prawdziwe…

  • sekulada.com

    Ah, jakież to prawdziwe! Miałem przyjemność albo i nie, mieszkać w Barri Gótic w Barcelonie. Często nawet zatyczki do uszu nie pomagały, a rano do pracusi przemykałem się między wymiotującymi lub szczającymi wrakami ludzi. Nie wyobrażam sobie tego, co muszą czuć barcelończycy widząc jak turyści rujnują ich miasto. Na wakacjach, jak i w toaletach publicznych zresztą wychodzą z ludzi najgorsze instynkty.

  • Bardzo słuszny i ważny tekst, powinien go przeczytać każdy – nie ważne czy wybiera się nad polskie morze, na Mazury czy wakacje za granicą. Szkoda, że ludzie (szczególnie w czasie urlopu) zapominają o podstawowych zasadach dobrego wychowania i zwyczajnej kultury osobistej…

  • Bardzo dobry i potrzebny tekst! Musimy promować świadomą turystykę, ponieważ w wielu miejscach pojawia się już jawna wrogość w stosunku do podróżujących. Pozdrawiam!