W jednym z majowych numerów „Wiadomości Turystycznych” zamieszczony był dodatek Szkoły wyższe – ranking 2017. Przeczytałam go z ogromnym zainteresowaniem… Studia turystyczne w Polsce to temat – rzeka. Temat niezwykle mi bliski. Taki, który zawsze wzbudza we mnie emocje. Niestety, głównie te negatywne.

Pisałam już o tym, jak wyglądają studia polsko-greckie i jak zostałam potraktowana po powrocie z Erasmusa. Była też mowa o tym, że studia nie zmieniają niczego w życiu i było też ostateczne rozliczenie z tym etapem życia. I mimo że studia wyższe już za mną (choć nie mówię że definitywnie), to interesuję się tym, co w trawie piszczy. Zwłaszcza na kierunkach turystycznych.

Jest źle proszę Państwa

Studiowanie na dwóch uczelniach w Polsce (Zamość i Biała Podlaska, pardon, „Warszawa”) i jednej w Grecji (Saloniki) uświadomiło mi wiele rzeczy. Jeszcze więcej dało mi rozpoczęcie pracy w branży turystycznej jeszcze na etapie studiów. Zobaczyłam, że uczelniane wywody to jedna wielka iluzja. Kandydaci na studia omamiani są kolorowymi folderami, obrazami beztroskich wakacji i wieloma obietnicami. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna.

Osobiście zauważyłam wiele niedociągnięć, zaniedbań i zwykłych zaniechań na uczelniach wyższych, na których dane mi było zdobywać wiedzę. Z pełną świadomością twierdzę, że wiele z nich było efektem najzwyklejszego lenistwa i niechcenia. Większość zajęć zajmowało bezmyślne przepisywanie slajdów, nauka funkcjonowała w trybie 3Z (zakuj, zdaj, zapomnij), zewsząd otaczała nas teoria nie do końca adekwatna do szybko przeobrażającej się branży turystycznej, a pseudopraktyka nijak się miała do rzeczywistości i była zwykłym mydleniem oczu. Co jak co, ale wielu wykładowcom wmawianie nam, ile to my potrafimy i jakie kariery zrobimy dzięki studiom wychodziło najlepiej. No kurde, zawiodłam się. Gdybym miała wybierać jeszcze raz… wybrałabym inaczej. Ale, jak to mówią, pobite gary.

Turystyka to kierunek dla debili

 To tylko jedno z delikatniejszych stwierdzeń określających studentów turystyki. W Polsce jest taki stereotyp, że na turystykę idą tylko ci, którzy nie dostali się na inny kierunek albo tacy, którzy chcą zdobyć papierek niskim kosztem. No i że na turystyce nic się nie robi (to mój ulubiony tekst).

Zbieg różnych wydarzeń na przestrzeni lat zaczął doprowadzać do tego, że na turystykę zaczęto przyjmować każdego, kto zdał maturę. Coraz więcej uczelni zaczęło uruchamiać kierunki turystyczne i turystycznopodobne, a mimo to ilość studentów ciągle się zwiększała. Więcej studentów = większe grupy = niższa efektywność = gorsza jakość kształcenia.

Jeśli do tego mamy samą teorię (do tego mocno przestarzałą), jakość zajęć wzbudzającą wątpliwości, prowadzących niemających do czynienia z branżą, a przekazujących o niej „wiedzę” oraz brak odpowiedniego zaplecza (oprogramowanie, sprzęt) to voilà! Mamy przepis na to, jak spieprzyć każdy, nawet najbardziej atrakcyjny kierunek studiów. Efekt? Uczelnie wypuszczają stada magistrów z papierkiem nie mającym pokrycia ani w wiedzy, ani w umiejętnościach osób go posiadających.

Dlaczego turystyka jest passé?

We wspomnianym już dodatku do „Wiadomości Turystycznych” jest genialny artykuł Marzeny German pt. „Młodzi już nie chcą studiować turystyki”. Przeczytałam go kilka razy. Dlaczego na turystyce ilość studentów się zmniejsza? Czemu tak popularny dotąd kierunek nagle odchodzi do lamusa…?

Ano dlatego że…:

  • „turystyka jako dziedzina gospodarki jest mało widoczna w mediach, a Polacy bardzo mocno wierzą w to, co się w nich pojawia” (prof. Ewa Dziedzic, SGH) – true story, nic dodać, nic ująć (weźmy na przykład kwietniowy Międzynarodowy Kongres Etyki w Turystyce, który to media totalnie przemilczały)
  •  politycy (zwłaszcza ci na najwyższych stołkach) nie postrzegają turystyki jako ważnego elementu rozwoju gospodarki krajowej – znów jest pomijana w „głośnych” rozmowach
  • praca w branży utożsamiana jest z pracą w biurze podróży, a możliwości przecież są setki (hotele, samorządy lokalne, organizacje, instytucje itp.)
  • turystyka pokazywana jest jako banalny wypoczynek, a nie biznes – po co zatem profesjonalnie się kształcić…?
  • niemal wszędzie krążą negatywne opinie dotyczące samego kierunku i poziomu kształcenia (sam kierunek moim zdaniem jest bardzo w porządku, z jakością jednak bywa już różnie – w zależności od uczelni)
  • na wielu uczelniach warunki rekrutacji są po prostu żenujące – często wystarczy tylko zdać maturę i złożyć dokumenty, a o przyjęciu decyduje kolejność zgłoszeń… Tak, z pewnością turystyki nie można zaliczyć do prestiżowych kierunków, takich jak np. prawo czy medycyna
  • dla niektórych przedsiębiorców dyplom ukończenia studiów na kierunku turystyka (bądź turystyka i rekreacja, ile uczelni, tyle nazw) nie przedstawia żadnej wartości

A dla bardziej ambitnych przeszkoda jest jeszcze inna. Jeżeli turystykę traktujesz poważnie i chcesz dalej kształcić się w tym kierunku to… masz problem. Turystyka nie jest bowiem uznana za dziedzinę nauki i w Polsce nie można podjąć studiów doktoranckich z tego obszaru. To znaczy można, ale na zupełnie inny temat, gdzie turystyka będzie stanowiła jakąś jego minimalną część.

To ja dziękuję w takim razie, skoro mam odejść na cztery lata od turystyki sensu stricto. Bo nie ukrywam, chciałabym być doktorem nauk turystycznych (tak by to chyba brzmiało), ale nie doktorem nauk ekonomicznych czy nauk o kulturze fizycznej. I taka to historia – skoro turystyka nie jest dziedziną nauki, to jest nic nie warta.

Szkoły wyższe – ranking 2017

Jest nadzieja

Na szczęście ktoś zaczyna zauważać, że coś jest nie halo. Reforma wicepremiera Jarosława Gowina ma doprowadzić do odejścia od masowego przyjmowania absolwentów szkół średnich na studia oraz zmniejszenia ilości studentów przypadających na jednego wykładowcę. To z kolei ma prowadzić do podniesienia jakości kształcenia. Jak będzie, okaże się w praktyce…

Moim zdaniem to jednak nie wszystko. O ile panujących przekonań i stereotypów nie zmieni żadna ustawa ani reforma, to jednak sam program studiów już tak. Nie wyobrażam sobie dalszego kształcenia przyszłych pracowników branży turystycznej w formie teoretycznej. Nie wiem, jak niektóre uczelnie mogą chwalić się wysoką jakością kształcenia, skoro ich studenci nie potrafią nawet wymienić nazwy żadnego z systemów rezerwacyjnych, nie mówiąc już o ich znajomości i obsłudze (przykład z jednej z moich uczelni, ostatni rok studiów magisterskich!). Specjalizacyjne wycieczki z pilotażu organizowane przez biuro podróży, a nie przez samych studentów to kpina. Przyszli menadżerowie robiący wielkie projekty i biznesplany na danych wziętych z powietrza to kolejna żenada.

I potem ci ludzie wychodzą z uczelni z przekonaniem, że potrafią wszystko i że cały świat należy do nich. Tak im przynajmniej wmawiano na studiach. Nikt jednak nie powiedział, że życie to nie bajka i że rzeczywistość pracy w branży nijak się ma do tego wszystkiego, co uczono na studiach. O ile ktoś w ogóle wie, czego go uczono… Tu resztę dopowiedzcie sobie sami.

Szkoły wyższe – ranking 2017

„Wiadomości Turystyczne” od kilku już lat przygotowują ranking uczelni wyższych kształcących na kierunkach turystycznych. Ranking ten ma być wskazówką zarówno dla absolwentów szkół średnich, jak i przedsiębiorców z branży turystycznej. Zestawienie wyróżnia uczelnie, które najlepiej kształcą na kierunkach turystycznych.

Szkoły wyższe – ranking 2017 dzieli uczelnie na trzy kategorie, zależne od profilu kształcenia: ogólnoakademicki, praktyczny i mieszany. Uczelnie otrzymują punkty za kryteria przyjęć, przygotowanie zawodowe, potencjał naukowy, warunki studiowania, dodatkowo przyznawane są punkty za publikacje (zgodnie z punktacją Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego).

Laureaci zestawienia Szkoły wyższe – ranking 2017 (top 5)

Profil ogólnoakademicki (do zdobycia 175 punktów plus punkty za publikacje)

  1. Uniwersytet Szczeciński – 178 pkt.
  2. Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie – 177 pkt.
  3. Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie – 171 pkt.
  4. Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu – 160 pkt.
  5. Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa w Katowicach – 155 pkt.

Profil praktyczny (do zdobycia 170 punktów plus punkty za publikacje)

  1. Wyższa Szkoła Turystyki i Języków Obcych w Warszawie – 177 pkt.
  2. Wyższa Szkoła Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej – 175 pkt.
  3. Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy – 174 pkt.
  4. Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu – 168 pkt.
  5. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. St. Pigonia w Krośnie – 165 pkt.

Profil mieszany (do zdobycia 185 punktów plus punkty za publikacje)

  1. Akademia Wychowania Fizycznego w Poznaniu – 169 pkt.
  2. Szkoła Główna Turystyki i Rekreacji w Warszawie – 157 pkt.
  3. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie – 154 pkt.
  4. Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim – 123 pkt.
  5. Państwowa Szkoła Wyższa im. Papieża Jana Pawła II w Białej Podlaskiej – 120 pkt.

 

Sporo tego, co nie? A i tak to tylko część uczelni ujętych w rankingu. Nie wspomnę już o tych uczelniach, które w zestawieniu nie były w ogóle uwzględnione. Szkoły wyższe – ranking 2017, jak i poprzednie mają jedną wadę. Uczelnie oceniane są na podstawie informacji przesłanych przez nie same.

Pamiętam jak jakiś czas temu (Szkoły wyższe – ranking 2013 czy 2014) moja była zamojska uczelnia chwaliła się zajęciami na systemach rezerwacyjnych, co oczywiście dało jej dodatkowe punkty i wyższą pozycję w rankingu. Nikt jednak nie wpadł na to, że była to tylko fikcja, bo my na zajęciach nie korzystaliśmy z żadnych systemów (a może systemy były, ale nie miał kto poprowadzić zajęć – ha, to by dopiero było!). Ale papier przyjmie wszystko i (jak mniemam), nadesłane przez uczelnie ankiety nie są weryfikowane.

Hejted: AWF

W zestawieniu Szkoły wyższe – ranking 2017 po raz kolejny znalazła się ta uczelnia, która uczyniła mnie magistrem. Wypadła przeciętnie. Moim zdaniem chyba jednak i tak została oceniona za wysoko.

Przez tworzenie uczelni i ich filii dochodzimy do sytuacji, gdzie studiując w mieście X otrzymujesz dyplom uczelni z miasta Y, mimo tego, że fizycznie nigdy tam nie byłeś. Ranking ocenia uczelnię Y, a uczelnia X, jako jej filia ma przypisane wszystkie jej „zasługi”. Mimo tego, że między uczelnią „główną”, a jej filią jest wielka przepaść. A absolwenci szkół średnich… cóż, nie wiedzą o tej subtelnej różnicy. Zresztą sami studenci nie zawsze zdają sobie z tego sprawę.

Z własnego doświadczenia po zetknięciu się z rzeczywistością powiem, że AWF Biała Podlaska (filia) z będącą w rankingu uczelnią „główną” AWF Warszawa niewiele ma wspólnego – przynajmniej jeżeli o turystyce mowa. No chyba że przez rok, odkąd zakończyłam swoją edukację stał się cud, w co nie wierzę. Bo byłam, zobaczyłam i… nie chcę wrócić. Bo kilku naprawdę świetnych wykładowców ze swoja pasją i zaangażowaniem to za mało…

Szkoły wyższe – ranking 2017 był świetnym pretekstem do powrotu myślami do czasu studiów. Do wzlotów i upadków, gorszych i lepszych dni, kwestii osobistych i naukowych. Turystyka to naprawdę wspaniały kierunek kształcenia ale tylko wtedy, gdy jest prowadzony z głową, zaangażowaniem i pasją. Kiedy studenci są tam z powołania, a nie z przypadku. Kiedy wykładowców i studentów łączy wspólna miłość do poznawania świata (tak było na uczelni w Grecji). Kiedy nie ma nudy i wszyscy nawzajem motywują siebie do działania. Siedzenie w kącie z założonymi rękami odpada.

Swoją drogą w ciągu tych pięciu lat studiów kilka razy zastanawiałam się, kto bardziej olewa turystykę – studenci, czy niektórzy wykładowcy.

Myślę, że każdy, kto chce myśleć o tym kierunku powinien sobie zadać pytanie – co to jest turystyka i dlaczego akurat ją chcę wybrać? Jeśli każdy odpowie na to pytanie szczerze… to będzie to pierwszy krok do uczynienia studiów lepszymi.

Szkoły wyższe – ranking 2017

_____

A Wy co sądzicie o studiach na kierunku turystyka i rekreacja? Podzielcie się opinią, a jesli uważacie tekst za wartościowy, przekażcie go dalej. Zajrzyjcie też na homoturisticusowego fanpejdża.   

 

  • Paulina R-w

    na innych kierunkach jest podobnie…w kwestii słabego programu na slajdach 🙁 pamietam kiedyś jak zapytałam uczestnika jednego z moich szkoleń…dlaczego podjął sie kierunku turystyka i rekreacja…on na to łatwiejszego nie było…ach…jak tacy ludzie będą promować sama widzisz

    • Niestety doskonale wiem, o czym mówisz. Zrobiło nam się zamknięte koło – stereotypy zaczęły stawać się rzeczywistością przez to, że młodzi uwierzyli, że rzeczywiście na turystyce nic się nie robi. Masowo wyruszyli na nicnierobienie, po czym zaczęli powtarzać innym, że faktycznie to lajtowy kierunek, skoro sami nic nie robią. Na moich uczelniach też większość osób była z przypadku i było dokładnie tak samo… A ci, którzy wykazywali jakąś większą ambicję, od razu byli skutecznie gaszeni przez resztę studenckiej braci.

  • Uważam, że turystyka jest (była) traktowana po macoszemu, a przecież to kierunek z potencjałem. Ale, jak do wszystkiego, trzeba i tutaj podchodzić z głową i pomysłem. Jak jednak podchodzić z pomysłem do czegoś, co potrafią obrzydzić sami wykładowcy?
    P.S. Sama miałam w planach turystykę, ale data egzaminu wstępnego pokryła się z datą tego na germanistykę i ostatecznie wybrałam niemiecki. 🙂

    • Prawda! Dobry wykładowca potrafi zarazić pasją nawet, jaśli na początku nie do końca coś nas interesowało. Niestety, takich prawdziwych, „z powołania” jest niewielu…

  • Och Wychowanie

    Ciekawy artykuł szczególnie dla potencjalnych studentów 🙂

  • Rzeczywiście o turystyce panuje nieciekawa opinia, jaką zresztą przytoczyłaś w poście. Chyba i studenci i wykładowcy i systemowe postrzeganie turystyki jako kierunku studiów przyczynia się do jego niskiej renomy. A szkoda, bo w wielu krajach turystyka to potężny biznes, z którego zarówno państwo jak i jednostki mają i radość i pieniądze.

    • Studiując w Polsce, mimo że nie byłam do końca zadowolona z tego, co na turystyce zastałam, jakoś to akceptowałam, choć z bólem serca. Studia w Grecji zmieniły jednak wszystko – po tym, jak zobaczyłam zupełnie inny wymiar studiowania i to, że mimo złych warunków materialnych i braku środków finansowych można robić naprawdę dobrą robotę, zaczęłąm mówić głośno o tym, jaką fuszerkę odwala się w Polsce. Mamy piękne, nowoczesne, błyszczące i pachnące nowością budynki, ale nie ma w nich ducha pasji i zaangażowania. Mamy cudowne wygrawerowane tabliczki na drzwiach sal wykładowych, ale nie mamy sprzętu do nauki. Ktoś całkiem pogubił priorytety…
      Nie mówię, że wszędzie tak jest. Są lepsze i gorsze uczelnie. Niestety, o tych złych się głośno nie mówi. Pora to zmienić.

  • Natalie

    Jako już (prawie) obroniona absolwentka turystyki i rekreacji, przyznam, że sama miałam inny pomysł na siebie, ale skończyło się na turystyce. Bardzo się z tego cieszę, oczywiście jak z każdym kierunkiem, tak i w tym trzeba mieć pomysł na siebie i iść w tym kierunku. Sama wybrałam pwsz więc nie mogę narzekać na nadmiar teorii. Okazało się, że na studiach też można nauczyć się czegoś przydatnego 😉 np. działanie platformy Amadeus. Więc szczerze polecam kierunek turystykę i rekreację, warunek jest tylko jeden: pomysł, pomysł i jeszcze raz pomysł 😀

    • O, pieknie to ujęłaś! Wiele osób zapomina o tym warunku. Trochę Ci zazdroszczę, bo ja systemy zobaczyłam dopiero w Grecji, ale przynajmniej miałam z nimi do czynienia. Niestety, wiele osób wciąż nie wie o ich istnieniu i funkcjonowaniu. Taka to turystyka… :/

  • Z turystyką chyba jest podobnie, jak z socjologią, czy stosunkami międzynarodowymi, z tym że te są uznawane za studia naukowe, więc można być doktorem „nikomu nie potrzebnego kierunku”, co oczywiście jest przeze mnie nazwane sarkastycznie.

    Moim zdaniem, jeśli ma się zapędy do turystyki, to niech się ją studiuje. Dziś są takie możliwości samorozwoju, że uczelnia może być jedynie absolutną podstawą do zdobycia wiedzy. Ale co prawda to prawda: mentalności nie zmienimy.

    • Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości! Można przesiedzieć całe studia i nie wynieść z nich nic poza dyplomem albo można działać na wlasną rękę i wyjść poza schematy. Ja tak zrobiłam i wcale nie ukrywam, że nauczyło mnie to więcej niż uczelniane zajęcia 🙂

      • Kulinarna Strona Mocy

        Tylko nie taki jest cel studiów chyba – sam dyplom, a o wiedzę walcz sama… To pięc lat naszego życia, na samo siedzenie i zdobywanie tylko dyplomu szkoda ich…

  • Pamiętam z geografii na UJocie, że nawet tam specjalizacja z geografii turystyki jest traktowana jak jakiś „podkierunek dla podludzi”. Że tam trafiają ci, którym się nie udało dostać na inne specjalizacje. A właśnie geografia turystyki mogłaby być tą materią przejmującą trochę turystykę w sensie naukowym. 🙂
    Też chciałem studiować kiedyś turystykę, tak btw. 😉

    • Zdecydowanie mogłaby! Ale nie ukrywajmy, turystyka to turystyka, a geografia to geografia. Cóż, chyba jeszcze trochę poczekam na to, aż turystyka zostanie uznana za naukę. I tak, w wieku 70 lat zacznę się doktoryzować 😀

  • Studia na turystyce i rekreacji na UAM w Poznaniu wspominam tak… średnio. Nie chcę pisać, że to była kpina, bo trochę jednak te studia mi dały (trochę podstaw i świetnego Erasmusa), ale program to był zlepek przypadkowych przedmiotów, niektóre to były „zapchaj dziury” z prawdziwego zdarzenia. Niby uczyliśmy się o systemach rezerwacyjnych, ale na oczy żadnego nie zobaczyliśmy (true story). Niby były dwa tygodnie praktyk w hotelu i w biurze podróże, ale niewielka ilość osób odbyła je tak jak powinno się je odbyć. Jak przyszłam na praktyki do biura podróży to pani mnie zapytała „Ty naprawdę chcesz przychodzić na te praktyki?”. Super podejście. Na Erasmusie we Francji dowiedziałam się, że moi znajomi z Niemiec czy z Anglii musieli robić przynajmniej miesięczne staże, które są integralną częścią programu. Miesiąc praktyk można już nawet wpisać sobie do CV (co jest na wagę złota na 1 czy 2 roku studiów), a dwutygodniowe lamerskie praktyki? Raczej średnio to wygląda…
    Z kolei magisterka w Danii (International Tourism and Leisure Management) dała mi więcej niż 3 lata na polskiej uczelni. Mała grupa, wszyscy byli tam bo chcieli, a nie bo ich przyjęli. Projekty, prace grupowe, wychodzenie do ludzi ze swoimi pomysłami i ich weryfikacja. W programie studiów były przedmioty z różnych dziedzin, ale przeważały te o charakterze turystycznym. I nie było 30 zajęć na semestr, tylko 6, co dawało możliwość konkretnego zagłębienia się w interesujący temat. Dania niby turystyczną potęgą nie jest, ale dowiedziałam się tam o wiele więcej niż w Polsce. Tam też nie do końca wiedzą jak turystykę ugryźć, ale przynajmniej próbują i kształcą „kadrę zarządzającą”, która może się do rozwoju turystyki przyczynić. W Polsce na studiach słyszałam tylko, że po TIR można być pilotem wycieczek. Żadnej „wyższej” motywacji…
    Teraz pracuję w lokalnej organizacji turystycznej i rozwijam turystykę 😉 Gdyby nie studia w Danii to bym nie uwierzyła, że mogę w takim miejscu wylądować 🙂

    • Ekstra! Widzę, że fajnie pokierowałaś swoją edukacją i karierą. Ważne jest to, żeby mieć większe ambicje niżte uczelniane zajęcia. Też sumiennie odbyłam swoje praktyki i dzięki temu w późniejszym czasie rozpoczęłam pracę w branży.
      Rzeczywiście studia w Polsce dają podstawy (m.in. dlatego zdecydowałam się właśnie na studia, a nie kursy), ale jest wciąż zbyt wiele niedociągnięć. Jakjesteś na studiach „bo tak”, to może i tego nie zauważasz, ale jak wiesz, dlaczego akurat turystyka, to można się frustrować. Erasmus w Grecji wiele dał, być może dlatego teraz mówięgłośno o pewnych sprawach. Może chociaż jedna osoba się zastanowi przed podjęciem decyzji o tym kierunku studiów…

  • Zdecydowanie części praktycznej na studiach zabrakło. Też niejednokrotnie spotkałam się z opinią, że studiowanie turystyki polega na „wakacjach”. Szkoda właśnie tych, którzy, jak ja świadomie wybrali ten kierunek, licząc, że zrealizuje się swoje marzenia i plany zawodowe w przyszłości. Poziom nauczania teoretyczny był przystępny na UAM, reszta, czyli część praktyczna…nie do końca dopracowana. O niektóre rzeczy musiałam zadbać niestety sama.

    • O to, to! Zgadzam się – jesli ktoś jest na turystyce „bo tak”, to jakoś to leci, ale jeśli ma wieksze ambicje… to już sytuacja wygląda inaczej. Najgorzej jak sama brać studencka Cię gasi, bo akurat chciałaś o coś dopytać, albo za bardzo pochwaliłaś się tym, że wiesz to, czego oni nie wiedza, choć powinni. Czasem jest jak w przedszkolu 🙂

  • Piszesz o turystyce, a mnie mimowolnie napada pewien niesmak co do ogólnego klimatu akademickiego w kraju, a nie jest to klimat pozytywny i korzystny – z punktu widzenia studenta, przyszłego absolwenta i specjalisty. Otóż niestety – może wyłączywszy placówki o profilu ścisłym – większość uczelni humanistycznych ma wielki problem, którym jest zbyt duża przepaść między przekazywaną wiedzą a rzeczywistością. Na wielu kierunkach wciąż obowiązują standardy sprzed iluś tam lat. Chcąc nie chcąc uczelnie będą musiały się przeprofilować i to niebawem. Problemem jest zamknięciu wielu wykładowców w panteonie akademickim, bez realnych, namacalnych kontaktów z rzeczywistością. Niestety. Etat na kilku uczelniach wyklucza w zasadzie z funkcjonowania w normalnym środowisku zawodowym, bo środowisko uczelniane (niestety) jest czymś z goła odmiennym.

    • Masz rację. Piszę konkretnie o turystyce, bo tym od kilku lat się zajmuję i na ten temat posiadam wiedzę i doświadczenie zawodowe. Oczywiście aktualna sytuacja na uczelniach nie tyczy się tylko kierunku turystyka i rekreacja. Studia już dawno temu przestały być „prestiżowe”, a to dlatego, że zaczęto przyjmować niemal każdego. Teraz praktycznie każdy ma dyplom magistra i nie jest to niczym wyjątkowym. Niestety, uczelnie idąc w ilość studentów odeszły od jakości kształcenia. I mamy teraz teorię sprzed „dziestu” lat, nie mówiąc już o praktyce, a w zasadzie jej braku. Jest wiele do zrobienia tylko… kto się tego podejmie…? Lepiej dalej kisić się w tej iluzji, że jest dobrze.

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Ja uważam że turystyka to kierunek jak każdy inny. Wszystko zależy od poziomu uczelni, znam uczelnie na których wystarczy matura zdana żeby się dostać i są tam różne kierunki nie tylko turystyka.

    • Traktowanie turystyki jako „kierunku jak każdy inny” to już duży krok do przodu. Turystyka przeważnie zaliczana jest do tych „gorszych” kierunków.

    • Też tak uważam, kierunek jak każdy inny. Moim zdaniem nie ma w ogóle gorszych kierunków. Wszystko zalezy od poziomu uczelni, od wykładowców i przede wszystkim od studenta. Same studia pracy czy jakiegokolwiek zajęcia nie znajdą 😉

  • Kulinarna Strona Mocy

    Smutny to obraz, i co gorsza, dotyczy nie tylko tego kierunku.

  • Fajny post, jednak mnie bardzo niepokoi fakt, że nie ważne co skończysz – aby dostać sensowną pracę to jakiś dramat

    • To już zupełnie inna kwestia. Studia w Polsce, nieważne na jakim kierunku, pozostawiają wiele do życzenia.

  • Typowa Anna

    Przecież turystyka jest bardzo potrzebnym kierunkiem, nie rozumiem tych wywodów, dlaczego spadła do tak niskiego poziomu wg. Polaków. 😮

    • Zgadza się, turystyka jest bardzo potrzebnym kierunkiem, ale na przestrzeni lat coś poszło nie tak, jak trzeba. Stworzyło się jakieś błędne koło i odnosze wrażenie, że zamiast lepiej, jest gorzej… :/

  • W każdym razie reforma szkolnictwa wyższego obejmująca zmniejszenie ilości studentów przyda się zdecydowanie na każdym kierunku. Ja studiuję prawo i choć to teoretycznie jeden z tych „elitarnych” kierunków, to bardzo widać to, że uczelnie nie są nastawione na kształcenie, a na produkcję kolejnych absolwentów.

  • Klaudia

    Też byłam przekonana, że turystyka to kierunek dla debili. _.
    Jakby sie tak zastanowić to na innych kierunkach także spada jakość kształcenia. Irytują mnie niepotrzebne wypełniacze które z przedmiotem nie maja nic wspólnego, a trzeba je zaliczyć metoda 3Z, zajęć jest niewiele, czasami mam wrażenie ze dostajemy grubo okrojony materiał co z jednej strony zmniejsza nam ilość nauki, ale z drugiej…

  • Uważam, że człowiek powinien wybierać studia nie z nazwy, ale zanim poszuka studiów powinien pomyśleć co chce robić w pracy. Często wybieramy kierunek, ponieważ jest nowoczesny, modny, fajnie brzmi, mówią w radiu, że przyszłościowy itp. itd… a potem po zakończeniu nie wiadomo co ze sobą zrobić.
    Nie wierzę w rankingi uczelni, a ze studiów w życiu przydało mi się bardzo mało. W zawodowej rzeczywistości wszystkiego trzeba uczyć się od nowa…

  • Jak juz pisałam na Twoim FP, nie wiem, czy turystyka to studia dla głupków, nigdy nie interesował mnie ten kierunek ani nic, co z nim związane. Nie wiem, czego się tam uczy. Czy to przygotowania do pracy w biurach podróży, hotelach, nastanowisku pilota wycieczek? Nie mam pojęcia. A w rankingi nie wierzę. Moja uczelnia podobno też jest jedną z najlepszych w Niemczech, a nie raz ręce mi opadły. 🙂

  • Studia to jedno, zainteresowania i zdolności to drugie. Wiele osób aktualnie zajmuje się zupełnie czymś innym niż wskazywałby na to kierunek. I dobrze. Bo być może poszli za głosem serca, bądź wymusił to rynek. Uważamy, że w Polsce studia powinny by pewien sposób „reglamentowane”. Może to dość niefortunne sformułowanie, natomiast chodzi o to, że przykładowo: w jednym roku otwieramy turystykę na np. 30 osób (czyli idą na nią wyłącznie pasjonaci), a w kolejnym roku sprawdzamy, ile rynek wchłonął absolwentów i czy nadal jest zapotrzebowanie. Jeśli nie, to nie otwieramy w sztuczny sposób naboru skazując tak naprawdę ludzi na brak pracy w „zawodzie”. Poza tym, studia utraciły na prestiżu, bo dostępne są dla każdego. Nie są już żadnym wyróżnikiem. Kolejna kwestia, to zbyt dużo teorii. To bolączka większości kierunków….

  • Myślę, że reforma jest konieczna. Trzeba wrócić do kształcenia studentów, a nie przepychania ich dla pieniędzy, która otrzymuje uczelnia za każdą osobę.

  • Nie kojarzę nikogo z moich znajomych kto poszedłby na taki kierunek, sama też się nim nigdy nie interesowałam, ale widzę że tego rodzaju problemy ma nie tylko turystyka 🙂

    • Niestety każdy kierunek boryka się z podobnymi problemami. Coś, gdzieś, kiedyś poszło nie tak…

  • Agata Oleśniewicz

    Ranking bardzo przydatny, niby zostały mi jeszcze 3 lata liceum, ale decydować trzeba się już

    • Myślę że zdanie jeszcze i tak zmienisz. Ja ostateczną decyzję co do kierunku studiów podjęłam pod koniec drugiej klasy liceum 🙂

  • Danuta Brzezińska

    Córka studiowała, ale zrezygnowała. Stwierdziła, że szkoda czasu i poszła na Iberystykę.

    • Mimo wszystko nigdy nie uważałam, że to strata czasu. Każdy jednak do wielu kwestii podchodzi w inny sposób…

  • Wielopokoleniowo 3

    Kiedyś ciekawił mnie właśnie ten kierunek, nie wiedziałam, że jednak tak to wszystko wygląda…

    • Wygląda różnie. Bywa lepiej, bywa też gorzej, jak na każdym kierunku i każdej uczelni. Szkoda tylko że o tym gorszym nikt nie mówi głośno, bo śmieci lepiej zamieść pod dywan…

  • To jest świetne! Może patrzę na inne uczelnie, colleg’e i university ale niezły!

    • Czy możesz sprecyzować, co masz na myśli @perzofka:disqus ?

      • Że nie patrzę na takie uczelnie, tylko na inne! Ale wpis i ranking… dobry, a raczej bardzo dobry!

  • Skończyłam najlepszą uczelnię w kraju (wg rankingów), mało tego zrobiłam tam doktorat. Nie chce wiedzieć jak źle może być na innych uczelniach, skoro na tej najlepszej bywało najgorzej.

    • Rankingi to zawsze rankingi… Odkąd naczytałam się jakichś bajek o swojej uczelni, patrzę na nie z przymrużeniem oka. A nawet obu oczu…

  • Skończyliśmy tę samą uczelnię z tym, że ja na wychowaniu fizycznym. W pełni podpisuję się pod Twoimi słowami. Uczelnia to nie tylko sama nazwa, ale i ludzie, który ją tworzą. Wielokrotnie było tak, że część wykładowców olewała niemal wszystko, nie była przygotowana do zajęć, a dostać się do takiego w ramach konsultacji graniczyło z cudem. Niestety nieliczne pozytywne wyjątki nie zmieniają ogólnego wizerunku uczelni, bo nie są w stanie przebić się przez ten „beton”, któremu nie na rękę są zmiany.
    By jeszcze dobić sytuację dodam, że praktyki na wychowaniu fizycznym także mocno zostały okrojone w przeciwieństwie do tego, co ja miałem (3 miesiące – czyli prawie cały semestr). Tak więc potencjalni nauczyciele WF wyruszają na rynek pracy może z wiedzą teoretyczną, ale już z minimalną praktyką. Przy obecnej koncepcji lansowanej przez MEN by nauczyciele odbywali staż przez dwa lata obawiam się, że szkoły przy coraz mniejszej liczbie uczniów (chcąc zachować posiadane etaty) będą odmawiały przyjmowania takich absolwentów do pracy. I nie będzie tu miała znaczenia specjalizacja WF, polonistyka, matematyka, itp. To znacząco utrudni start o ile nie ma się przewidzianej alternatywnej ścieżki zawodowej.

  • Anita Skowera

    Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy studiowali turystykę.Twój kierunek wydawał mi się taki ciekawy i przyjemny w porównaniu z moją weterynarią, na której dziobało się dniami i nocami. Żywcem nie było czasu na nic! Tylko nauka i nauka. A i perspektywy, po wydawać by się mogło takich „ciekawych” studiach, też nie były zachwycające. Wiem, że moje wyobrażenie o turystyce jest zapewne zgoła inne od Twoich doświadczeń. Mi nie będzie już dane doświadczyć ich na własnej skórze. Ale nigdy nie zgodzę się z tym, że studenci turystyki mają przypietą łatkę debili. To bardzo nie fair!

    • Miło, że tak mówisz! Ile ja już się nasłuchałam, to aż uszy więdły. Nic się nie zmieniło. Dalej o turystyce nikt niczego nie wie. Dalej branża i wiedza kierunkowa uznawane są za błahostkę. Dopóki nie zmieni się nasza mentalność, turystyka się nie zmieni…
      Szkoda tylko, że Polska, mimo wspaniałych przykładów krajów zagranicznych dalej uparcie brnie w ślepy zaułek…

  • Mam sporo znajomych po turystyce i każdy z nich pracuje zupełnie w innej branży…

    • Pytanie tylko, dlaczego? Znaleźli się tam z przypadku czy studia nie dały im żadnej wiedzy kierunkowej…?

  • Mo Tresvodka

    Bardzo ciekawy tekst. Pewnie o wielu kierunkach możnaby napisać równie wiele gorzkich słów, ja na przykład dorzuciłabym swoje trzy grosze o dziennikarstwie. Mi udaje się pracować w zawodzie od 15 lat, ale może dlatego, że zaczęłam jeszcze zanim poszłam na studia 🙂

  • W turystyce można pracować nie kończąc studiów w tym zakresie, sama jestem przykładem, mam też znajomych po studiach na turystyce, którzy mówią, że była to strata czasu. Może więc coś w tym jest?

    • Owszem, można pracować w turystyce bez studiów kierunkowych, ale wtedy brak jest elementarnych podstaw. Tak, można pracować w jakimś korpo, gdzie praca z turystyką niewiele ma wspólnego (ale to wielki turoperator), można, znając języki obce, pracować w hotelu, można zrobić certyfikat i być wychowawcą czy instruktorem. Żaden problem.
      Mimo wszystkiego, co nie podobało mi się na studiach, to za jedną rzecz jestem wdzięczna moim uczelniom (choć może bardziej niektórym wykładowcom) – za szacunek i rozumienie turystyki. Odkąd zaczęłam zgłebiać temat, nic już nie jest takie samo, nawet na zwykłą grupę, którą czasem mijam patrzę zupełnie inaczej. Wszystko jest teraz inne niż było przed turystyką. Bo mimo wszystko pięć lat studiów to wystarczająco dużo czasu by dowiedzieć się rzeczy, o których zwykli, „aturystyczni” śmiertelnicy nie mają pojęcia.
      Skończyłam turystykę. Nie uważam, że to była strata czasu i absolutnie nie żałuję tej decyzji. Jedyne, co bym zmieniła, to najprawdopodobniej uczelnie.

  • Dee Lukasik

    Smutne to jest, bo jesli juz stworzono kierunek, to czemu nie zrobic tego dobrze. Mam porównanie studiów w Polsce i w Anglii, gdzie studiowałam i choć to nie była turystyka, a tylko historia to jednak Polska, nie umywała sie do angielskiego podejścia. Minęło wiele wiele lat i myślałam, ze to sie zmieniło na lepsze.

  • Łodyżka Blog

    Studiowałam turystykę więc temat jest mi bliski. Dobrze że go poruszasz.