Wiecie? Nigdy nie pomyślałabym, że dojdzie do takiej sytuacji, w której kupię bilet, pójdę na występ kabaretu i będę jarać się tym jak dziecko. Ani tym bardziej, że będę o tym pisać na blogu (Blog? Gdzież ja i blog?). A jednak. Życie zaskakuje. Moje przez rok zmieniło się o 180 stopni.

POD PRĄDEM to najnowszy program Kabaretu Skeczów Męczących (KSM) z Kielc. O KSM-ie mogliście poczytać trochę we wcześniejszym wpisie, więc nie będę się na ten temat rozwodzić. Ten wpis z założenia ma być krótki, więc nie będzie niepotrzebnych szczegółów.

Wreszcie nadarzyła się okazja, żeby z KSM-em spotkać się twarzą w twarz. Wolny termin, występ tak bliziutko, chwilowo nawet byłam przy kasie. Szybka decyzja – jadę do Międzyrzeca, bo tam jeszcze były miejsca w pierwszym rzędzie. Odliczałam dni i wreszcie… Tak, doczekałam się. Te dwie godziny minęły, nie wiem nawet kiedy. Uśmiałam się za wszystkie czasy. I nareszcie zapomniałam o wszystkim, co się dzieje naokoło. POD PRĄDEM okazało się być świetną odskocznią od codzienności.

KSM nie zawiódł (a oczekiwania miałam spore). Zaczęli z pompą, a „niespodziewana” awaria od razu rozluźniła atmosferę. Cieszę się, że oprócz skeczy już mi znanych pojawiły się te premierowe: było o motylkach i kwiatach (i to po dobrej imprezie dzień wcześniej), był Śruba z cieknącym prysznicem, szukający silikonu w klinice chirurgii plastycznej, była scena z kręcenia reaktywacji „Potopu” dla naszej narodowej telewizji z przedstawicielem Ministerstwa Kultury i DzieWictwa Narodowego. Oczywiście nie zabrakło Jadwigi Paździerz, pana Adamczyka, zespołu Puerto Rico czy Adasia. Było posiedzenie sztabu kryzysowego po wyborach, był szpital psychiatryczny, trzy premierowe skecze, a na bis… oczywiście „Chrzciny” – nie mogło być inaczej! Wpadka ze świątecznego programu spodobała się do tego stopnia, ze znalazła miejsce w skeczu, a człowiek pająk doprowadził publiczność do łez.

O czym było między wierszami? O całym zamieszaniu, które nas otacza. O dobrej zmianie, telewizji, ojcu dyrektorze, służbie zdrowia, rodzinie 500+. Z humorem, ale i kulturą. Bez chamstwa i prostactwa. Za to właśnie pokochałam KSM.

                     POD PRĄDEM              POD PRĄDEM

Bawiłam się cudownie. I przyznaję rację osobie, która jakiś czas temu powiedziała mi, że kabaret na żywo to zupełnie coś innego niż ten w tv. Podpisuje się pod tym obiema rękami i nogami! To, co tworzy KSM to majstersztyk. Interakcje z widzem, reakcja na to, co dzieje się na sali, dowcipne przerywniki to coś, co naprawdę wywarło na mnie wielkie wrażenie. Pominę ponętne ruchy Marcina, bo to już inna, osobna kategoria, ale popłakałam się. Kurczę, japa cieszyła mi się przez bite dwie godziny występu i nadal nie przestaje, mimo że już dawno po. A szkoda, bo ten występ mogłabym oglądać, i oglądać, i oglądać i wcale by mi się nie nudził. I piosenka na rozpoczynająca występ nie kłamała – POD PRĄDEM naładowało mnie taką ilością energii, że mogę góry przenosić (ale spokojnie, zacznę od uczelni)!

Co mnie zdziwiło, a wręcz wbiło nóż w moje kamienne serce? Publiczność! Jeszcze nie zamilkły ostatnie dźwięki muzyki, ostatni członek ekipy nie zdążył zejść ze sceny, a tabuny zaczęły wychodzić. Ewakuacja trwała na moje oko jakąś minutę i sala opustoszała. Stałam jak jakaś zbłąkana dusza w oczekiwaniu na spotkanie z chłopakami.
Po dłuższej chwili (podejrzewam, że co niektórzy musieli się namyśleć albo dojrzeć do decyzji o spotkaniu face to face z KSM-em) pojawiło się kilka osób. Szybkie zdjęcie, „no chłopaki, fajnie było” i wszyscy zniknęli.

Tak, też mam zdjęcie z chłopakami (jak widać poniżej). Tak, mam ich autografy. Ale udało mi się jeszcze przez chwilę z nimi porozmawiać, zanim pojechali na kolejny występ (oczywiście do Białej, żeby było śmieszniej). Wyrazili zgodę na wykorzystanie ich tekstu, więc motyw przewodni mojej pracy magisterskiej pewnie niektórych zdziwi. Ale stereotypy są po to, żeby je łamać! Wyszłam z sali ostatnia.

POD PRĄDEM

Reasumując, POD PRĄDEM polecam, spotkanie z KSM-em jeszcze bardziej polecam. Bo pamiętajcie, że to człowiek tworzy atmosferę, relacje tworzymy właśnie z ludźmi. Takie spotkania mogą nas naprawdę ubogacić, a już na pewno poprawić humor. KSM jest blisko? Kup bilet i idź. Po prostu. Warto. Skoro dzięki nim polubiłam kabarety, to mają w sobie jakąś magiczną moc. Dziś to potwierdzili.

Jakość zdjęć niestety słaba. Zresztą one i tak nawet w małym stopniu nie oddadzą tego, co tam się działo. Na występie trzeba być i to poczuć!

  • Nic nie pobije kabaretu jakim jest polska polityka. 😉

    • I m.in. o tym też była mowa 🙂

      • Aż przypomniało mi się słynne starcie na mównicy sejmowej Giertych vs Kurski 😛

        • Proszę Cię, nie tutaj… Znasz moje zdanie nt. polskiej „polityki”.

  • Julka

    Świetny kabaret! 😀

  • Podpisuję się rękami i nogami, kabaret na żywo to zupełnie inna bajka! Coraz mniej wysyblimowanych żartów i sarkastycznego, nielitearalnego poczucia humoru w naszych rodzimych kabaretach.

    • Tak jest! KSM to jedyny kabaret, który mnie bawi, naprawdę. Ale jak bawi 😉

  • Takie widowiska kabaretowe, to na pewno mnóstwo humoru i świetnej rozrywki.

    • Zdecydowanie! KSM był moim kabaretowym debiutem, zabawa była przednia.
      Wczoraj miałam okazję gościć na występie kabaretu Neo-nówka. Co ciekawe, oglądając w internecie ich skecze stwierdziłam, że są bez sensu i szkoda w ogóle iśc na występ. Ale poszłam tylko z czystej ciekawości. Efekt – popłakałam się ze śmiechu, skecze na żywo były na zupełnie innym poziomie!

  • Lubię oglądać kabarety jednak nie byłam jeszcze na żadnym na żywo więc chyba trzeba to zmienić. Jeśli KSM będzie w pobliżu to kupuję bilet 😉