Kiedy podczas świąt pojawiłam się w domu rodzinnym, w moje ręce wpadła dawno nie widziana i nigdy nie czytana (!) książka z serii „Krakowskie baśnie i legendy” pt.  O Kraku, kneziu Łakocie i skarbach Jakuszka. Książka, która w naszym domu jest już od… niech policzę… prawie 13 lat! Wiecie, taka z pożółkłymi kartkami, lekko pogniecioną okładką i nosząca ślady twórczości najmłodszych domowników. Taka… prawdziwa, przynosząca mi na myśl dzieciństwo, kiedy czytanie było moją największą (jeśli nie jedyną) pasją.

Nie od dzisiaj i nie od wczoraj wiadomo każdemu, kto potrafi myśleć, iż nadmiar bogactwa wypacza charaktery, niszczy w ludziach to, co jest w nich najcenniejsze: szlachetne serca, rozsądek i człowiecze sumienie.

Kiedy tylko ją zobaczyłam, w mojej głowie zaświeciło się światełko… i już wiedziałam, że pojedzie ze mną do Krakowa właśnie. Wiedziałam też, że jej wiek będzie tylko sprzymierzeńcem w mych niecnych planach.

Trochę historii

Książka O Kraku, kneziu Łakocie i skarbach Jakuszka jest tak naprawdę zbiorem baśni i legend z okresu średniowiecza. Opisywane historie rozgrywają się głównie w okolicach Krakowa i Jury Krakowsko-Częstochowskiej, ale mowa jest również o Gnieźnie czy Poznaniu.

W tekście wspominane są postaci historyczne, m.in. Bolesław Wstydliwy, Leszek Czarny, Władysław Łokietek, książę Krak, Dobrawa i Mieszko. Jestem przekonana, że czytelnik nie będzie miał większych problemów ze skojarzeniem i ulokowaniem w czasoprzestrzeni postaci oraz miejsc. Tło historyczne jest bardzo dobrze przedstawione, dla młodszych czytelników z pewnością będzie to przyjemna lekcja historii, dla nieco starszych, nawet tych, którzy są z historią „na bakier” – bardzo łatwe przypomnienie.

O roku 1259 gadać można rozmaicie. Wszystko zależy jednak od tego, kto mówi i gdzie mówi. Jedno wszakże jest pewne: w księstwie krakowsko-sandomierskim rok ów rozpoczął się źle, bardzo źle, kończył zaś stokroć gorzej, niźli zaczął.

Jak to z baśniami i legendami jest – można wierzyć lub nie. Jedni stwierdzą, że to prawda objawiona na równi z kronikami Kadłubka, inni – że to wyssane z palca bzdury. Przyznaję się bez bicia, że zawsze miałam słabość do baśni i legend. Nawet, jeśli opisana w nich rzeczywistość lekko mija się z prawdą,  to jest to ciekawa alternatywa dla „nudnych” historycznych wywodów. A i można zaskoczyć grupę podczas wyjazdów!

O Kraku, kneziu Łakocie i skarbach Jakuszka

I trochę refleksji

Przyznam się Wam, że język opisywanych legend sprawił, że musiałam mocniej  skupić się na czytaniu. Na początku łatwo nie było, ale z każdą kolejną stroną szło lepiej. I pomyśleć, że ładnych parę lat temu język, nie będący bądź co bądź współczesną polszczyzną, nie sprawiał mi najmniejszych problemów… Być może dlatego, że miałam z nim więcej do czynienia?

Domyślacie się już, skąd nagle lampka w mojej głowie na widok tej książki? Miałam w domu skarb. Wspaniały, bezcenny skarb, do którego, nie wiedzieć czemu, nigdy mnie nie ciągnęło. Po kilku latach od rozpoczęcia turystycznej przygody, odwiedzeniu wielu różnych miejsc, pilotowaniu różnych grup, uświadomiłam sobie, że… zapominamy o tym, co mamy najcenniejsze. Wszelkie baśnie, podania, legendy nie powstawały bez powodu. Miały nieść przekaz. Oprócz historii przekazywały wskazówki dotyczące życia, funkcjonowania w społeczeństwie, szczęścia… A my o nich nie pamiętamy!

Niestety, tak to już bywa na tym nie najlepiej urządzonym świecie, że szczęście człowiecze nie zawsze zależy od czyichś dobrych życzeń.

No dobra, na etapie szkoły podstawowej tego typu rzeczy się omawiało na lekcjach, a  później…? Później uważamy, że to nikomu nie potrzebne bzdury i mamy wszystko gdzieś. Niesłusznie! Myślę, że mocno się nie pomylę ze stwierdzeniem, że baśnie i legendy pomagają nam odkryć przeszłość, odkryć siebie poprzez… przedstawienie naszych przodków, ludzi, którzy żyli kilkaset lat temu, ich codziennego życia, trosk i zmartwień. Wszystko to podane w łatwy i przyjemny sposób.

O Kraku, kneziu Łakocie i skarbach Jakuszka

O Kraku, kneziu Łakocie i skarbach Jakuszka technicznie

Jak wspomniałam wcześniej, książka O Kraku, kneziu Łakocie i skarbach Jakuszka to zbiór dwunastu legend i baśni krakowskich. Są to:

1. Jak zacna pani majstrowa poradziła sobie z wawelskim smokiem

2. Niezwykłe dzieje knezia Łakoty, Dziewony i zmyślonego Glana

3. O tym, jak piękna Golankówna przywróciła życie Czarnej Nodze

4. Komu czarci oddadzą to, co raz zabrali

5. Grota króla Łokietka

6. Piętka króla Kazimierza

7. Kiedy zmartwychwstanie sprawiedliwość w Osieku?

8. Zasłużona nagroda Krzycha Szafrańca

9. Jakuszek, strzegący skarbów alchemika Krzysztofa

10. O Mućku i Bućku, dwóch wołach kleparskich

11. Kosztowna pomyłka rajcy Kwasigrocha

12. O tajemniczej księdze mistrza nad mistrzami

Czcionka nieco większa (wszak to książka dla dzieci, ekhm…), każdą legendę rozpoczyna ozdobna litera. Ilustracje Włodzimierza Lewińskiego. Czarno-białe – proste, a jednocześnie bardzo ładne. Przyszło mi do głowy, że dla maluchów mogą służyć za kolorowanki, jeśli ktoś nie uzna tego za profanację książki. Ilość stron: 160. Rok wydania: 1993, wydawnictwo Panda. Autorem tego dzieła jest Zdzisław Nowak.

Sprawiedliwość działa na podobieństwo październikowego słońca: kiedy jest, grzeje nawet przy wczesnych mrozach, a kiedy jej nie ma, ziębi człeka nawet pośród najgorętszego popołudnia.

Reasumując, walory edukacyjne są, związki z turystyką są, miła i przyjemna forma jest, daję zatem rekomendację. I ze szczerego serca polecam!

O Kraku, kneziu Łakocie i skarbach Jakuszka

Apel na koniec

Nie bójcie się sięgać po baśnie i legendy, jakieś książki czy filmy dla dzieci. Sami będziecie zaskoczeni tym, jak wiele prawd o życiu i o nas samych zapomnieliśmy.
Nie chowaj się przed innymi – to nie wstyd zgłębiać wiedzę, a czytanie legend to taki sam sposób, jak każdy inny. Tylko że zapominany.

Żartowałam, że po przeczytaniu jednej z legend cały mój światopogląd runął w gruzach. To nie Szewczyk Dratewka zabił smoka wawelskiego! Kto zatem? Sprawdźcie sami!

  • Robiąc na jesieni remont strychu i wrzucając z niego zbędne graty, złom i makulaturę znalazłem coś, co w jednej chwili przypomniało mi dzieciństwo. Był to stary komiks narysowany przez Janusza Christa – Kajko i Kokosz Wielki Turniej. Już bez okładki, bo gdzieś zaginęła, strony także żółte, a rocznik bardzo soczysty bo 1976. Pamiętam jak będąc w okolicach „zerówki” podbierałem je starszemu bratu by je tylko oglądać, bo czytać się najzwyczajniej nie chciało. Chyba dopiero kilka tygodni temu nie tylko go obejrzałem, ale i dokładnie przeczytałem. 🙂

    Fabuła to klasyczny motyw drogi z charakterystycznym dla baśni moralizatorskim
    motywem nagrody za dobre uczynki i kary za te złe. Jednak uważny czytelnik odkryje także kilka smaczków odnoszących się do współczesności. Mimo iż sam komiks ma ponad 40 lat, to w wielu miejscach pokazuje obecną rzeczywistość w prześmiewczy sposób niczym Ucho Prezesa. Bo „Czasem człowiek zbaranieje, czasem baran ludzką twarz pokaże”. Więcej nie zdradzę. 😉

    Muszę poszperać po starych szafach i zakamarkach w domu, może jeszcze coś ciekawego znajdę. Dzięki za inspirację. 😉

  • Niedawno przed moim ośmiolatkiem odkryłem drzwi do komiksowego świata – mam mnóstwo starych, bardzo starych „Kajków i Kokoszów”, „Tytusów” czy „Jonków” i widzę, że sam mam z ich ponownego czytania wielką frajdę, choć rzeczywiście na początku wydawały mi się za mało dorosłe (tak, jakby Avengersi byli bardziej 🙂
    Trochę od innej strony gryzę temat, ale takie wspólne czytanie wykopalisk mocno integruje rodzinnie 🙂

    • „Tytus, Romek i Atomek”! <3
      Może niekoniecznie związany z turystyką, ale genialny!

  • Łukasz | Kartka z Podróży

    Pamiętam z wczesnego dzieciństwa książkę pt. „Jak Krak zbudował Kraków”. Najprawdopodobniej zainspirowana podaniami średniowiecznymi. W opowiadaniu Krak był silnym mężczyzną, który przenosił całe drzewa przy użyciu wyłącznie siły własnych mięśni.

    • I tu też była mowa o Kraku. Ech, ci bohaterowie sprzed setek lat… mieli tak magiczne moce, że teraz mało kto wierzy w ich istnienie 😉

  • Basia || Podróże Hani

    O jaaa, uwielbiam takie perełki z dzieciństwa! Moje dzieciaki mają kilka moich książek, z którymi się nie rozstają, przede wszystkim zbiory baśni (prawdziwych, czasem strasznych, ale mądrych, a nie to co teraz w biedronce się kupuje) i wierszyków

    • We mnie właśnie odrodził się jakiś taki instynkt… Przecież baśnie i legendy też są ściśle związane z turystyką, więc może tak uda się zarazić miłościa do turystyki chociaż pare osób?

  • Evi

    Teraz to mnie zaintrygowałaś, jak nie Szewczyk Dratewka to kto? 🙂 A tak w ogóle to jak patrzę na współczesne bajki dla dzieci to mnie odrzuca. Świnka Pepa? Jak można dzieciom serwować coś tak brzydkiego i durnego? Kiedy mamy własnie w domowych zakamarkach takie perełki jak legendy i polskie bajki. Ze współczesnych bajek dla dzieci wyeliminowano wszystko co negatywne, a przecież to naturalne elementy życia. Rosną potem takie niemoty, co się wszystkiego boją, bo nie czytały o Smoku Wawelskim 😀 Ja w dzieciństwie lubiłam komiksy o Panu Filutku i jego psie, do dziś mnie bawią 🙂

    • Nie powiem kto, przeczytaj 🙂
      Zgadzam się, mamy takie perełki (i to często w domu, na najniższej półce, na strychu albo w piwnicy), a ekscytujemy się jakimiś bzdetami. Czasem może warto wrócić do dzieciństwa 🙂

  • Dominika Rygiel

    Takie niepozorne a tak na swój sposób piekne. Zauroczyły mnie ilustracje. Lubię czerń i biel w książkach dla dzieci. To historie mają ubarwiać wyobraźnię dziecka, a nie krzykliwe obrazki. Jestem zdecydowanie na tak!

    • Zuważyłaś 🙂 Mnie też te obrazki bardzo przypadły do gustu. Świetnie uzupełniają treść, ale niczego nie podają na talerzu – trzeba jednak pobudzić wyobraźnię 🙂

  • Cudowny wpis <3 do tej pory pamiętam masę komiksów ze smerfami, tytusem, mógłbym tak wymieniać bez końca. 😀

  • Uwielbiam bajki, legendy, mity. Są nie tylko bardzo inspirujące ale czasami też bardzo zaskakujace 🙂

  • Jakże chętnie wraca się do baśni i legend, zawsze z przyjemnością się w nich zasłuchiwałam, a miłość do ich klimatu podszytego niesamowitością i magicznością przekazałam dzieciom. 🙂
    Bookendorfina

  • Ja miałam mnóstwo książek, jak z nich wyroslam to przekazalam kuzynce, głównie dlatego, że nie mialam w domu miejsca. Niestety wszystkie się rozplynely 😞

    • U mnie też niestety sporo książek dawno temu się rozeszło, a szkoda, bo teraz od nowa trzeba je kolekcjonować.

  • Mogę się założyć, że u mnie w domu też gdzieś leży schowana taka książka (i przy okazji cała masa innych skarbów). Trochę tak jest, że za młodu czytamy to bo musimy, odbębniamy żeby dostać dobrą ocenę, a potem zapominamy… I na „starość” (no dobra, na „dorosłość”) wracamy do legend i baśni z dzieciństwa.

  • Emilia Wójcik

    Wow, super! Ja też trzymam, tzn. rodzice trzymają moje moje książki z dzieciństwa. Uwielbiam piękne wydanie baśni Puszkina. Pamiętam, że kiedy byłam mała, chciałam wyglądać jak te wszystkie słowiańskie panny.
    Super jest móc wrócić do źródeł tego, co nas jako dzieci fascynowało i inspirowało:)

  • Nadrabiam ostatnio baśnie i legendy czytając córce na dobranoc. Codzienna wieczorna lektura – obowiązkowa! 🙂