Lekko zawiedziona doświadczeniami z ubiegłorocznym Tour Salonem wpadłam na pomysł wyjazdu na Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu. I choć byłam mocno ograniczona czasowo, to jednak nazwisko Rohrscheidt sprawiło, że do Wrocławia wyruszyłam niczym na skrzydłach (wtajemniczeni znają historię poszukiwania książki autorstwa tego Pana).

Targi – dzień pierwszy (piątek)

W piątek do Hali Stulecia, w której odbywały się targi, wpadłam raptem na 2 godziny. Dwie ostatnie należy dodać, gdyż zapewne fakt ten znacząco wpłynął na to, co zastałam. Na start odbiór wejściówek (zdobyte dzięki Bałkany i podróże według Rudej – dziękujemy!) oraz akredytacji prasowej. Prawie zero formalności, wystarczyło podać nazwisko i gotowe – mogłam zacząć odkrywać Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu.

Punkt pierwszy – dla mnie najważniejszy – wystąpienie wspomnianego już prof. Armina Mikosa v. Rohrscheidta. Kim jest ów człowiek? To specjalista w dziedzinie turystyki kulturowej, autor fenomenalnego podręcznika akademickiego „Turystyka kulturowa. Fenomen, potencjał, perspektywy”, który to poznałam pisząc pracę licencjacką. Człowiek o ogromnej wiedzy, naukowiec, przewodnik, założyciel biura KulTour.pl specjalizującego się w turystyce kulturowej właśnie. Genialny mówca. Spotkanie z nim było częścią Festiwalu Podróżników. O czym była mowa? O dziedzictwie, szlakach kulturowych i o tym, jak przekazywać wiedzę potomnym. Tych 50 minut spotkania minęło nie wiem kiedy i najlepsze podsumowanie to: ogromna dawka wiedzy podanej w przystępny sposób, na luzie i z humorem (konkretnym!). Czyli jednym słowem coś, co kocham. Aż szkoda, że tak szybko się skończyło…

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu

Pozostały do końca otwarcia targów czas poświęciłam na „rozpoznanie w terenie” – spacer między stoiskami. Jak wiadomo, pierwsze wrażenie jest najważniejsze i już po jakiejś godzinie miałam wstępny obraz targów i wiedziałam już, gdzie chcę wrócić następnego dnia. Bardzo dobrze wiedziałam też, gdzie na pewno nie zaglądać…

Wyobraźcie sobie sytuację – spacerujecie między stoiskami. Targi trwają do 17.00. Już o 16.00 wiele punktów jest zupełnie pustych, nie widać żadnych materiałów promocyjnych, po wystawcach nie ma śladu – no chyba że pozostawione w nieładzie śmieci. Niektórzy z tych, którzy zostali, patrzą na Ciebie z miną mówiącą „oby tu nie podeszli”, ci wyznający filozofię yebiemnieto chowają się gdzieś ze wzrokiem wbitym w ekrany telefonów. Hitem jednak były GŁOŚNE komentarze tych „wystawców”, którzy ewidentnie nie wiedzieli, po co sami są na targach. Szanowni Państwo, komentarze o wieśniakach i określanie odwiedzających targi mianem bydła są nie tylko niestosowne, świadczą wyłącznie o Was samych. Co więcej, stanowią wspaniałą, ale ANTYpromocję tego czegoś, co rzekomo promujecie. Miło, że bez skrępowania rozmawiacie między sobą, nie zwracając uwagi na to, że „wieśniaki” przechodząc obok Waszych jarmarków słyszą każde Wasze słowo. Brawo Wy!

Komentarz, Drodzy Czytelnicy pozostawiam już Wam… Fakt faktem jest, że jakaś lampka w głowie mi się zaświeciła, a niesmak pozostał…

Targi – dzień drugi (sobota)

Bardzo ubolewam nad tym, że nie udało mi się dotrzeć na spotkanie z Olą z Bałkany i podróże według Rudej. Jeszcze bardziej nad tym, że już o 15.22 miałam pociąg do Warszawy i nie miałam już możliwości przybicia piątki Szymonowi Podróżnikowi. Ale jak to mówią, „co się odwlecze, to nie uciecze”. Odpuściłam Festiwal Podróżników i wyruszyłam w świat wielokolorowych stoisk.

Mam dwóch faworytów, o których powiem kilka słów. Pierwszy to JuraPark Krasiejów (dziwne, co nie?). Bardzo miły Pan, który okazał się być tamtejszym przewodnikiem. Ucięliśmy sobie dość długą pogawędkę na temat atrakcji, jakie oferuje Krasiejów oraz dowiedziałam się co nieco o Parku Nauki i Ewolucji Człowieka. Porównywaliśmy też obiekt z siostrzanym JuraParkiem w Bałtowie. Subiektywnie śmiem twierdzić, że Krasiejów zdaje się być bardziej przemyślanym miejscem i wnosić w życie odwiedzających więcej niż tylko samą rozrywkę. Co więcej, przy pierwszej możliwej okazji chętnie sprawdzę, ile tam autentyzmu, a ile kiczu.

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu

Drugi faworyt to Park Gier i Zabawy Leonardia. Może nie byłoby w nim nic wyjątkowego, gdyby nie to, że wszystko, co się tam znajduje zostało stworzone od podstaw na podstawie notatek i rysunków mistrza Leonarda da Vinci. Nie znajdziemy tam konsoli ani xboxów, zamiast tego pogramy w średniowieczne piłkarzyki, pobawimy się drewnianym  dźwigiem czy zbudujemy koło. Te zajęcia wyzwalają kreatywność, uspokajają i poprawiają humor (mówię z doświadczenia, dowód poniżej). Miło było wysłuchać historii powstania Leonardii, opowieści o znajdujących się tam „zabawkach” oraz… o odwiedzających i ich reakcji na zastaną nań rzeczywistość. Wiem też że jest to miejsce, które z pewnością muszę zobaczyć. I szczerze? Rzadko spotyka się pasję taką, jaką ma jeden z twórców tego miejsca!

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu to nie tylko te dwa stoiska, co to, to nie! Organizatorzy i wystawcy przygotowali mnóstwo atrakcji, trwał wszak Festiwal Kulinarny, była tez wydzielona Strefa Produktów Regionalnych. Och, było smacznie, kolorowo i pachniało cudownie. Zewsząd uśmiechały się baklawy, pajdy chleba ze smalcem, krakowskie obwarzanki, przeróżne ciasta, na spragnionych czekały świeżo wyciskane soki, cydr oraz piwa rzemieślnicze. Tak, było pysznie (ale niekoniecznie tanio, ekhm…).

Co na stoiskach? Można było wziąć lekcję gry w golfa, pograć w bilarda, poleżeć na leżakach, zagrać w planszówki, pobawić się ciuchcią. Poczuć się niczym archeolog, posłuchać koncertu pieśniarza z Soliny lub zrelaksować się na fotelu masującym. Kto chciał, mógł kupić wycieczkę albo turystyczne wydawnictwa po cenach targowych. Było tego naprawdę całkiem sporo.

Oprócz tego w piątek odbywały się spotkania i wykłady dla pracowników branży turystycznej, w sobotę zaś Go Blog!, czyli spotkania blogerów podróżniczych (ekhm…) z wystawcami i branżowcami. Tu już nie brałam udziału. Niekoniecznie żałuję, ale czuję pewien niedosyt. Z drugiej jednak strony, jak na tak duże ograniczenie czasowe naprawdę zobaczyłam sporo.

Pora na pocisk

Nie byłabym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła – taka już moja natura. Zacznę od wypunktowania pewnych niuansów:

– Festiwal Podróżników odbywał się w Sali Cesarskiej, co brzmi naprawdę dumnie. Szkoda tylko, że akustyka była beznadziejna, okna nieszczelne i to, co było najlepiej słychać to hulający na zewnątrz wiatr. Były momenty, że siedząc bodajże w czwartym rzędzie nie słyszałam prelegenta, który mówił przez mikrofon. Do tego chłód…

– zachowanie pewnych wystawców, o czym była mowa wcześniej – brak szacunku do osób odwiedzających w moich oczach całkowicie przekreśla tego pseudowystawcę, a jeszcze bardziej oferowany przez niego produkt

– w strefie kulinarnej i regionalnych produktów było zdecydowanie za mało miejsca do tego, żeby na spokojnie usiąść i coś zjeść. Przepraszam, usiąść w ogóle nie było gdzie

– niektórzy wystawcy naprawdę poszaleli z cenami – 15 zł za chleb ze smalcem i ogórkiem to trochę dużo jak na cenę targową

– szatnia w końcu nie wiem, czy była płatna, czy nie – w piątek nikt nie pobrał ode mnie opłaty mimo że wyjęłam pieniądze, w sobotę zaś od razu zostałam skasowana. Samowolka czy chaos? Nie mnie oceniać, kwestia organizacji

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu

Koniec końców…

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu uważam za udane. Mimo tego, że byłam tam dosyć krótko, absolutnie nie żałuję, że wzięłam w nich udział! Organizatorom należą się pochwały za organizację – sala konferencyjna i Sala Cesarska były oznaczone, a program przy nich opisany; ochrona pilnowała porządku i dbała o to, żeby przypadkiem nikt nie wyszedł poza strefę kulinarną z alkoholem, odbiór wejściówek i akredytacji całkiem sprawny. Hala Stulecia dodatkowo nadawała charakteru targom, wszak to też część naszego dziedzictwa i całkiem niezła atrakcja turystyczna.

Na pewno nie żałuję też tego, że zrezygnowałam z Tour Salonu na rzecz wrocławskich targów. Gdybym miała porównać ubiegłoroczny Tour Salon z tegorocznym MTT Wrocław to… cóż, Poznań wypadł blado (głównie organizacyjnie). Jedyna jego przewaga to Festiwal Podróżników, na którym sala pękała w szwach, we Wrocławiu natomiast, jakby to delikatnie powiedzieć… szału nie było, frekwencja nie powalała.

Zawsze jest coś, co można poprawić, ale Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu będę wspominać miło!

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu

Międzynarodowe Targi Turystyczne we Wrocławiu

A Wy? Byliście, słyszeliście, podzielicie się opinią?

  • Rafał Solarek

    Pomimo wypunktowania małych minusów wpis bardzo zachęcił mnie do wyjazdu na kolejne Targi Turystyczne! Fajna impreza, a w szczególności – zgodnie z Twoim osądem – moim must-see również byłaby Leonardia 🙂

    • Warto, nawet jeżeli nie jesteś wielkim pasjonatem turystyki. Na każdych targach czeka naprawdę mnóstwo atrakcji 🙂

  • Tour Salon 2017 cóż faktycznie był bez szału, zwłaszcza jeśli chodzi o część zagraniczną. Natomiast Festiwal Podróżniczy petarda. Zróżnicowane prelekcje i to na szóstkę. 🙂 We Wrocławiu na targach turystycznych jeszcze nie byłam, ale może kiedyś się skuszę.

  • Pamiętam Tour Salon z poprzedniego roku i tak jak wspomniałaś w wielu miejscach organizacyjnie to była porażka. Jedynym plusem był festiwal podróżniczy.

    Może za rok Wrocław i porównanie obu imprez będzie u mnie, o ile grafik pozwoli gdzieś je wcisnąć. 😉

  • Bardzo ciekawe takie targi. Sama z chęcią bym się wybrała 🙂

  • malgorzata.rej

    Wowo, nawet nie wiedziałam, że takie targi istnieją

  • Niestety często na takie imprezy firmy do obsługi swoich stoisk zatrudniają hostessy z agencji. Takim osobom często dobro reprezentowanej przez nich firmy (dla nich n-tej) nie leży na sercu. Liczą na gadżety i jak najszybsze zakończenie pracy. Nie jest to profesjonalne, a często wręcz psuje wizerunek firmy. Oczywiście nie chcę generalizować, bo nie zawsze tak jest, ale często widziałam takie sytuacje, kiedy organizowałam konferencje.

    • Prawda! Też wielokrotnie się z tym spotkałam. Przykre to, bo taka „promocja” może przynieść zupełnie odwrotny skutek…

  • Zachowanie wystawców poniżej krytyki. Zastanawia mnie, czegovpotem oczekują. Dobrze, że całość wyjazdu oceniasz na plus:) takie imprezy sa interesujące.

  • Reni Blog

    Chętnie odwiedziłabym takie targi:)

  • Takie targi to jeden z powodow dla ktorych tesknie za Polska 😉

    • A wiesz, że nie tylko w Polsce odbywają się tego rodzaju targi? 🙂

      • Haha wiem ale u mnie ich nie ma 😉 Poza tym ja tesknie za polska kultura, jedzeniem i wszystkim co polskie 😉

  • Bardzo fajny pomysł. Podobała mi się Twoja relacja 🙂

  • Andrzej Wosiek

    Nie miałem okazji być na targach turystycznych, niemniej jednak, jeżeli będę w Polsce w czasie kolejnych targów, zdecydowanie muszę odwiedzić 🙂

  • Świetne te targi, kącik kulinarny mnie interesowałby najbardziej. 🙂 Może za rok pojadę. 🙂

  • Sabina Pietraszek

    Nigdy nie byłam na takich targach ale może kiedyś będzie okazja 🙂

  • Marek Głowski

    Byłem jeśli nie na pierwszych to na jednych z pierwszych targach i byłem zniesmaczony.Przede wszystkim bałaganem – przyjechałem specjalnie na prezentację dotyczącą regionu , dokąd się wybierałem , a tymczasem organizatorzy wstawili w to miejsce, bez słowa wyjaśnienia, jakiegoś łebka , który dukając opowiadał o swoich przeżyciach na spływie Dunajcem :/ Szkoda , bo to blisko ale i w tym roku odpuściłem , widzę , że niewiele się zmienia.
    pozdr
    bm
    ……………………………………………
    https://bigmarkk.wordpress.com/

  • Sylwia

    Z sentymentem przeczytalam Twoj artykul. Po pierwsze targi odbywaly sie w moim rodzinnym miescie, a po drugie…te zdjecie z chlebem (na obczyznie tego mi najbardziej brakuje). W tym roku nie udalo mi sie dojechac do Wroclawia, ale w przyszlym roku bede obowiazkowo. Pozdrawiam