Christopher Johnson McCandless vel Alex Supertramp. Spotkałam się z nim dotąd trzy razy. Każde kolejne spotkanie coraz wyraźniej odciskało ślad w mojej głowie, a jego historia stała się swego rodzaju drogowskazem. Ale po kolei. „Wszystko za życie” to skomplikowana historia, zaś ten wpis nie do końca ma charakter recenzji.

Spotkanie pierwsze

Grecja. Jeden z tych wieczorów, kiedy owinięta w koc i popijająca gorącą herbatę szukałam filmu do obejrzenia. Ale nie byle jakiego, takiego wiecie, łał! Znalazłam „Wszystko za życie” i tak się zaczęło.

Cóż można rzec… Wspomniany na początku Chris po odebraniu dyplomu po prostu zniknął. Wszyscy myśleli, że tylko wakacyjnie włóczy się swoim datsunem i wkrótce wróci. Nie wrócił. Miał plan. Pieniądze na dalsze studia przekazał organizacji charytatywnej, zniszczył wszystkie dokumenty, karty kredytowe, legitymacje, a resztę pieniędzy wkrótce spalił. Tak rozpoczął swoją czteroletnią tułaczkę po kraju.

Bywały chwile wzlotów i upadków. Na swojej drodze spotkał wielu ludzi – dał się im poznać jako inteligentny, choć może nieco żyjący w swoim świecie chłopak. Nie rozstawał się z książkami swoich idoli – Jacka Londona i Lwa Tołstoja. Unikał tematu rodziny. Przyjął przydomek Alex Supertramp, by pod nowym imieniem rozpocząć od zera nowy rozdział w życiu. Przeżywał świat, kontemplował przyrodę, odrzucił dobra materialne. Czasem głodował, spał w namiocie, jeździł na stopa, często nie mając centa przy duszy. A przecież nie musiał tego robić.

Pochodził z zamożnej rodziny. Wymagano od niego, by swoimi studiami i życiem pokazał, że jest z dobrego domu. Ale czy to rzeczywiście był dobry dom? Przemoc, presja, życie w kłamstwach, ciągłe wymagania, pogoń za pieniądzem, luksusem, życie w maskach tak naprawdę… Dla tego chłopaka, który potrafił zobaczyć więcej, który dowiedział się tak pieczołowicie skrywanej prawdy, miarka się przebrała.

Bo wiecie, czego nie rozumiem? Dlaczego ludzie, dlaczego każda pieprzona osoba zachowuje się tak podle wobec innych, tak cholernie często! To bez sensu! Osądzanie, kontrola, cały wachlarz zjawisk…

Wyruszył, by odnaleźć siebie. Zwieńczeniem podróży życia miała być Wielka Alaskańska Odyseja, o której to opowiadał wszystkim, których spotkał podczas swojej tułaczki. Wielu uważało go za wariata, a jego pomysł przetrwania w dziczy za co najmniej szalony, mimo wszystko otrzymał dużą pomoc w realizacji wyprawy na Alaskę.

Był sam. Tylko on i dzika natura. I magiczny autobus. Nauczył się polować, przygotowywać mięso, rozpoznawać rośliny, zorganizował życie, stworzył mapę okolicy, wiódł spokojne życie z dala od cywilizacji, rodziny, przyjaciół, sam na sam z alaskańską dziczą i książkami swoich idoli.

Kiedy już zrozumiał sens życia i osiągnął zamierzony cel, postanowił wrócić. Okazało się to jednak trudniejsze niż myślał. Z jego punktu widzenia wręcz niemożliwe. Popełnił kilka błędów, za które przyszło mu słono zapłacić…

Ryczałam jak małe dziecko. Przez pół nocy nie mogłam się uspokoić. McCandless utkwił mi w pamięci, a jego historia, nie wiedzieć czemu bardzo mną wstrząsnęła. Nie mogłam przestać o niej myśleć.

Spotkanie drugie

Książka. Dosłownie ją pochłaniałam. Co ciekawe pomimo tego, że widziałam już film i wiedziałam, jak potoczą się losy Superwłóczęgi, czytałam ją z zaciekawieniem. Ale nie dlatego, że była super-mega-wciągająca (ogólnie dałabym jej może 6/10). Pomimo tego, że film jest ekranizacją książki, to w moich oczach zdawała się ona opowiadać nieco inną historię. Możemy się z niej dowiedzieć więcej o życiu Chrisa, o ludziach, którym dane było go poznać, możemy też przeczytać cytaty z jego ulubionych książek czy fragmenty jego listów. Muszę przyznać, że niektóre nawet sobie zapisałam.

Chodzi mi o to, że nie potrzebujesz mnie ani nikogo innego, aby wnieść nowe światło w swoje życie. Ono czeka, żebyś je wziął, a ty musisz tylko po nie sięgnąć. Jedyną osobą, z którą musisz walczyć, jesteś ty i twój opór przed angażowaniem się w coś nowego.

Wielkim minusem dla mnie jest zajmujące dwa rozdziały nieco samolubne wtrącenie autora. Krakauer chyba za bardzo wczuł się w zadanie, które mu powierzono. Fakt, może i miał jakieś tam osiągnięcia (choć nigdy o nich nie słyszałam), ale porównywanie swojej jednej wspinaczki do historii McCandless’a odebrałam jako próbę lansowania się i chęć zaistnienia przy wykorzystaniu cudzej tragedii.

Dzięki książce McCandless jeszcze wyraźniej zapisał się w mojej głowie. Był surowo krytykowany. Że był nieprzygotowany, że popełnił banalne błędy,  że pomylił rośliny. Hejtowano go wręcz, mówiono, że nie był nikim wyjątkowym, tylko kolejnym świrem, któremu zachciało się przygód.

McCandless nie był wyjątkowy; kręci się po tym stanie sporo facetów tak podobnych, że tworzą właściwie zespołowy banalny portret. Jedyna różnica jest taka, że McCandless skończył śmiercią, a historię jego głupoty rozgłosiły media…

Coś mnie tknęło. Poczułam pewną niesprawiedliwość, a w mojej głowie zamajaczyło światełko w tunelu. Zaczęłam rozumieć…? Musiałam spotkać się z Chrisem po raz kolejny.

Spotkanie trzecie

Tym razem byłam przygotowana, uzbrojona w solidną dawkę wiedzy.

Cisza, spokój, tylko ja i Chris vel Alex. Wsłuchiwałam się w każde słowo, chłonęłam obrazy, każdy dźwięk, a soundtrack zdawał się jeszcze bardziej podkręcać emocje. Chyba wreszcie zrozumiałam.

Nie zmienia to jednak faktu, że i tak na końcu popłynęły łzy. Znowu.

Wszystko za życie – ale jakie?

Każdy nas wychowywany jest według zasad, nie ukrywajmy, nierzadko bezsensownych. Od życia pieluchowego młotkiem do głowy wbijają nam „nie ruszaj”, „nie wolno”, „nie przeszkadzaj”, „bądź cicho”, „bądź grzeczny”. Wraz z wiekiem komunikaty się zaostrzają: „musisz iść do kościoła”, „musisz skończyć studia”, „musisz założyć rodzinę”…

McCandless

ŹRÓDŁO: http://www.filmweb.pl/Wszystko.Za.Zycie/posters

I w tym momencie budzi się we mnie frustracja. Jeżeli ktoś nie czuje się dobrze w jakimkolwiek związku, to założenie rodziny „bo tak trzeba” skończy się sytuacjami patologicznymi. Jeżeli ktoś ma problem z nauką, ma fach w ręku czy bez problemu znajduje pracę, a studia mu nie są do niczego potrzebne, to po cholerę ma włazić do jakiegoś totalnie odjechanego świata? „Bo tak trzeba”? Jeśli czyjeś przekonania są sprzeczne z jakąś religią, to nagle nie zacznie codziennie biegać do kościoła/meczetu/synagogi, bo ktoś mu powiedział „że tak trzeba”, albo „bo co ludzie powiedzą” (top tekst na wsi, +50 dla siły przebicia).

Pozytywnego wpływu na naszą osobowość nie ma również z pewnością otaczająca nas sztuczność i życie na pokaz. Ile razy zakładamy maskę, ukrywając swoje prawdziwe ja? Ile razy za obrazkiem dobrobytu i „dobrego domu” stoi przemoc fizyczna i psychiczna? Ile razy widzimy sąsiedzkie wojny, kłamstwa i obłudę, a w niedzielę te same osoby odgrywają w kościele przykładne i kochające się rodziny szturmem idące do komunii tak, żeby na pewno wszyscy widzieli? Ile razy widzimy ludzi żyjących w hermetycznym świecie zabitej dechami wiochy, których jedynym zajęciem jest uprzykrzanie innym życia? Takich przykładów można wymieniać w nieskończoność.

Prawie każdy ma jakieś marzenia i pragnienia. O niektórych z nich mówimy, inne snujemy gdzieś w głębi duszy. Niestety większość z nich nigdy nie dochodzi do skutku. Bo zbyt szalone, bo tak nie przystoi, bo wpajano nam inne priorytety. Zmuszani do realizowania wizji innych ludzi, co lepsze – niekoniecznie rodziny, zaczynamy w końcu czuć się stłamszeni. Rozdźwięk pomiędzy tym, czego pragniemy, a tym, do czego jesteśmy przymuszani z roku na rok jest coraz większy. Efektem tego jest pogłębiający się marazm, rezygnacja z marzeń, praca w korporacji, nadgodziny, rodzina i życie od pierwszego do pierwszego. Czy tego pragniemy? Czy urodziliśmy się po to, żeby być pionkami? Trybikami w maszynie botaktrzebatyzmu? Czy musimy być tacy jak wszyscy? Czyżbyśmy nie mieli prawa do doświadczenia czegoś więcej, do przeżycia naszego własnego życia według naszego planu?

McCandless – mój bohater!

Gdzie w tym wszystkim miejsce Chrisa? I dlaczego śmiem nazywać tego świra bohaterem? Za to, czego dokonał! Przeciwstawił się kłamstwu, obłudzie, wszystkim maskom, konsumpcjonizmowi i pogoni za sławą i pieniędzmi. Porzucił życie w sztucznym świecie i rozpoczął nowe – w zgodzie z naturą, w zgodzie z samym sobą.

Pieniądze? Władza? To tylko iluzja.         

Zamiast pieniędzy, wiary, sławy czy sprawiedliwości – dajcie mi prawdę…

Dlaczego McCandless stał się sławny? Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że zmiana, której dokonał w życiu była drastyczna, nie przyjmował półśrodków – było czarne albo białe, system zero-jedynkowy. A po drugie dlatego, że za chęć bycia innym, za wyrwanie się ze szponów fałszu i przymusu zapłacił najwyższą możliwą cenę. Piękna akcja, taka widowiskowa, dobry materiał na książkę czy film.

Tylko że oglądając film wydaje nam się, że to kolejna bajka napisana z chęci czerpania zysku. A przecież McCandless żył, był, miał uczucia, ale po prostu nie mógł pogodzić się z chorymi zasadami tego świata i inspirował (i wciąż inspiruje) wielu ludzi. Sam mówił:

Jeśli czegoś w życiu pragniesz  – sięgnij po to.

McCandless

ŹRÓDŁO: http://www.theguardian.com/world/2014/jan/18/alaska-into-the-wild-chris-mccandless-bus-mystic-hiker

A teraz popatrz temu chłopakowi w oczy i powiedz, że był świrem, a jego historia nic dla nikogo nie znaczy…

 

Postscriptum

Na „Into the wild” Krakauera historia Christophera się nie kończy. Wydano jeszcze „Back to the wild” będący zbiorem listów i fotografii McCandlessa oraz „The wild truth” napisaną przez siostrę Chrisa, Carine McCandless. Ciekawa jest z pewnością ta druga pozycja – co takiego Carine odważyła się powiedzieć po ponad dwudziestu latach? Co dodała do historii spisanej przez Krakauera? Czy na światło dzienne wypływają ściśle tajne powody, dla których nasz bohater zdecydował się porzucić normalne życie? Aż mnie skręca z ciekawości, powiem szczerze. Obie pozycje dostępne są tylko w języku angielskim, można je kupić np. w serwisie Amazon, cena – kilkanaście dolarów. Jak się dorobię, to sobie kupię.

Co więcej, powstał również film dokumentalny „Return to the wild” wypełniony wywiadami, opowieściami m.in. Carine, materiałem filmowym z odwiedzin miejsc, w których był McCandless. Ten można obejrzeć np. tutaj (wersja z angielskimi napisami). Jeszcze tego nie zrobiłam, ale jak zrobię – z pewnością napiszę o tym.

*główne zdjęcie nie jest moją własnością, pochodzi ze strony: http://www.panoramio.com/photo/37651490.

 

  • Super książka i świetny film, a do tego ścieżka dźwiękowa Eddie’go Vedder’a!

    • Zgadza się! Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek jakiś film wywarł na mnie takie wrażenie… I coś czuję, że na tym nie koniec.

  • Teraz nie wiem czy przeczytać najpierw książkę czy obejrzeć film…powiem Ci, że nigdy o nich nie słyszałam. Może historie nie są lekkie, ale lubię czytać takie książki i oglądać takie filmy, które dadzą mi do myślenia.

    • Szczerze? Nie potrafię Ci odpowiedzieć… Ja zaczęłam od filmu, ale wcale nie przeszkodziło mi to w czytaniu książki z zainteresowaniem. Zresztą fabuła i tak daje do myślenia. Jeśli masz możliwość – jak najbardziej polecam 😉

  • Julka

    Swietna ksiązka i film 🙂

  • Akurat zostaję w Cieszynie na weekend. Już wiem, co będę robił w wolnym czasie 😀

    • Będziesz czytał czy oglądał? 😉

      • Będę oglądał 😀

        • Polecam, jak dla mnie film o wiele lepszy niż książka. Książka może być jego świetnym uzupełnieniem 🙂

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    To zachęcające;)))

  • Niezwykle wciągający tekst. Kolejna pozycja do obejrzenia i przeczytania 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa! Oczywiście z czystym sumieniem polecam! 🙂

  • Zdecydowanie muszę nadrobić.. Film mam na dysku, ale nigdy się jakoś nie zabrałam za oglądanie…

    • To myślę, że już najwyższa pora! Film jest naprawdę rewelacyjny i wbija w fotel 🙂

  • Miałem takie same odczucia po pierwszym obejrzeniu filmu! Czad!

    • Dokładnie! Szkoda tylko, że od „Wszystko za życie” rozpoczęłam swoją przygodę z filmami z motywem drogi i podróżowaniem – poprzeczka została podniesiona bardzo wysoko i teraz te filmy wydają mi się jakieś takie słabe. Ale genialny był jeszcze „127 godzin” – o nim też tu kiedyś napiszę 😉

      • Oglądałem 127 godzin, ale zdecydowanie polecam „The Straight Story” z 1998. Bajeczka!!! Nie zdradzam fabuły, chociaż to nie o nią w niej chodzi:-)

  • jej, nie słyszałem o tej książce siostry – muszę ją mieć! 🙂

    • Właśnie ja też nie słyszałam, trafiłam na nią zbierając materiały do tego wpisu. Może być ciekawa 🙂

  • Jak mogłam coś takiego przegapić? Na pewno nadrobię.

  • Znam tę historię dzięki filmowi. Pamiętam, że z książką był u nas problem, ale widzę, że teraz jest bardziej dostępna – i dobrze, bo chętnie nadrobię i przeczytam, w końcu jest ona związana z jednym z moich ulubionych filmów.

    Nie miałam pojęcia o książce siostry czy o filmie dokumentalnym, o którym wspominasz. Już teraz myślę sobie, że będzie to dla mnie pozycja obowiązkowa. Nawet niech będzie po angielsku, byle tylko udało się zdobyć trochę taniej 😉

    Cieszę się, że opowiedziałaś o postaci Christophera. Myślę, że ani film, ani książka nie zyskały u nas należytej popularności, więc jeśli o całej historii dowie się dzięki Tobie chociaż kilka osób więcej, będzie to już coś 🙂

  • nigdy nie słyszałam! Czas nadrobić zaległości 😉

  • Ewa Sroka

    Bardzo rzetelny i ciekawy wpis. Widać, że naprawdę wkładasz w to całe serce. Nie słyszałam nigdy o tej książce, ani tym bardziej o filmie. Dzięki Tobie- sięgnę 🙂

  • Hmm, nie znam kompletnie tej historii, ale nie wiem czy też jest to tematyka któą bym polubiła, niemniej jednak może spróbuję 😉 fantastycznie napisany post

  • A właśnie szukałam inspiracji filmowej na wieczór… 🙂

  • Bardzo interesujący wpis. Niestety nie znam tych pozycji, ale koniecznie muszę nadrobić zaległości 🙂

  • Przyznam, że jakoś do tej pory nie udało mi się obejrzeć filmu, chociaż trochę o nim słyszałam. Twój post zachęcił mnie do zgłębienia tej historii, wydaje się być fascynująca 🙂

  • Ja też nie znam tej historii, ale wciąga, więc chętnie ją poznam.

  • Dużo słyszałam o Supertrampie w ostatnim czasie i przyznam szczerze, że jest dla mnie obcą postacią, ale im więcej o nim słyszę, tym bardziej zaczyna mnie interesować 😉 Książka raczej nie jest z gatunku tych, które by mnie interesowały, za to film chętnie obejrzę 🙂 Dzięki!

  • Urszula Dębska

    Musze kiedys obejrzec film.

  • Darek Olejniczak

    Ale tym wtrąconkiem w nawiasie (top tekst na wsi) autorka dała świadectwo, jakim stereotypom ulega, jak nie rozumie innych zasad i jaj bardzo potrafi pogardzać ludźmi żyjącymi wedle reguł jej nieznanych.

    • Dziękuję za wizytę na mojej stronie! Pragnę jednak zauwayć, że niezwykle ciekawym jest ocenianie kogoś przez pryzmat kilku słów ujętych w nawiasie. Po pierwsze zapraszam do lektury innych, może nieco łatwiejszych wpisów, jeśli ten okazał się dla Ciebie niezrozumiały. A po drugie pragnę poinformować o tym, że autorka wychowała się na wsi i bardzo dobrze zna panujące tam realia, mentalność lokalnych społeczności i zasady, w jakich wychowuje się młodych ludzi. Co więcej, autorka miała możliwość skonfrontowania wiedzy i doświadczeń w innych miejscach, w których do tej pory miała możliwość mieszkać (również za granicą). Przed hejtowaniem polecam dokładnie zapoznać się z tematem, a na głebszą dyskusję zapraszam przy kawie 🙂