Od razu mówię, że tym razem będzie inaczej niż zwykle. Bardziej o uczuciach i emocjach niż o odwiedzonych miejscach, bo tych raczej wiele nie było.

Kurczę, miałam już gotowy tekst. Taki w stylu „Budapeszt mnie nie uwiódł, chemii nie było, na dłuższą metę nic z tego nie będzie. Pogoda do kitu, zimno, mgła i widoczność zerowa”. No ale nie wyszło. Kiedy zrobiłam drugie podejście to tego, jakże ciekawego miasta, o dziwo wyszło słońce, mgła chwilami odsłaniała przecudowne miejsca i Budapeszt przez chwilę ze mną poflirtował.

bud4

Ten wyjazd był taki raczej bez emocji. Nie do końca docierało do mnie jeszcze to, że szykuje się najcięższe pół roku w moim życiu, że to koniec wielkiej greckiej przygody i że tak naprawdę nie wiem, co zrobić ze sobą i swoim życiem. Budapeszt miał być tylko krótkim przystankiem, na który w pewnym momencie przestałam mieć ochotę. Ale dobra, za późno na odwołanie hotelu, zwrotu za bilet też nie dostanę, to niech w końcu będzie ten Budapeszt…

Przylot, popołudnie. Głowa boli mnie jak cholera, moje oczy pomyślały sobie, że dawno nie zrobiły mi takiego psikusa, zatem Budapeszt będzie najlepszym miejscem na tortury. Poszłam na miasto, twarda jestem, a co! Jak nigdy mapę wsadziłam w plecak, olałam wszystko i zaczęłam łazić tu i tam bez większego sensu. Zaczęłam być  zła, bo było potwornie zimo, a mgła uniemożliwiała wszystko, nawet robienie zdjęć. Zobaczyłam ten super mega sławny Parlament – moje lodowe serce zaczęło topnieć. Ale ból głowy wygrał – po dwóch godzinach łażenia wróciłam do hotelu, zażyłam odpowiednie środki i zdrzemnęłam się trochę. Przecież jutro też jest dzień.

Budapeszt

Rano szybkie śniadanie, kawa, check-out i z zegarkiem w ręku wyruszyłam – Budapeszt miał drugą i zarazem ostatnią szansę. Już miałam ochotę wracać – co prawda było cieplej niż dzień wcześniej, ale mgła była przeokrutna. Spacerowałam bulwarem wzdłuż Dunaju, a drugiego brzegu nie było widać. Stałam kilkadziesiąt metrów od Cytadeli i jej nie widziałam. Ale… miała ona wtedy swój klimat, mgła stworzyła nastrój grozy wręcz.

Wciągnęłam się w te mroczne klimaty, spacerując niespiesznie wytyczonymi ścieżkami, nawet jakiś szlak turystyczny znalazłam. Z każdą minutą odkrywałam coraz więcej przepięknych miejsc. A kiedy ujrzałam Wzgórze Zamkowe i Stare Miasto musiałam przyznać – dałam się porwać. Budapeszt mnie uwiódł. Stałam obok pomnika Andrasa Hadika i tak jak on – patrzyłam z góry na wyłaniające się spod mgły zatłoczone i głośne miasto. A potem spotkałam ulicznego muzyka, który wspaniale grał na skrzypcach. Do tej pory pamiętam jego „oczko” i uśmiech, jakim mnie obdarzył. I wiecie? Wyszło słońce! Pomyślałam, że co ma być, to będzie,  przecież jestem twarda i wiem, że nie ma problemów, których nie da się nie rozwiązać. Jak to było? „Rzeczy trudne załatwiam od ręki, niemożliwe w terminie 14 dni roboczych”.

Budapeszt

Teraz siedzę na lotnisku. Piszę, bo mam ochotę. Po prostu. Jakieś dzieci biegają wokół mnie i krzyczą, ich rodzice nie reagują, zajęci przytulaniem się i patrzeniem sobie w oczy. Lotnisko to specyficzne miejsce, może kiedyś o tym napiszę coś więcej. A Budapeszt? Do mojej listy „TOP 5” by się nie załapał, ale byłby niewiele dalej.

Warto bo…

  • przejażdżka metrem to prawdziwa podróż w czasie – sami sprawdźcie dlaczego
  • można przeżyć niesamowitą przygodę będąc wielokrotnie kontrolowanym w metrze – jak zdążyłam zauważyć kontrolerzy upodobali sobie turystów. Jeśli zatem podróżujesz z walizką bądź trzymasz w dłoni mapę miasta, możesz być bardziej niż pewny, że ktoś zapyta o Twój bilet. I to nie raz…
  • są miejsca, które mnie zaintrygowały i które to koniecznie muszę „dokładnie” odwiedzić, m.in. Zamek w Budzie (niektórzy pewnie już wyczuli, że w końcu i ja uległam fascynacji „Wspaniałym stuleciem” i zaczęłam kojarzyć ze sobą pewne fakty i postaci historyczne, co mówiąc szczerze dobrze wpływa na „przeżywanie” odwiedzanych przeze mnie miejsc), Szpital w Skale czy Kościół Macieja
  • nie spotkałam żadnych naciągaczy wciskających kit (chociaż może miałam po prostu szczęście)
  • ceny są naprawdę przystępne – taka miła odmiana po horrendalnie wysokich cenach w Grecji
  • Budapeszt jest szanującym się miastem – nie zdradza od razu swoich sekretów… Słyszałam opinie kilku osób zawiedzonych tym miastem i twierdzących, że „tam nic nie ma”. Tam jest bardzo wiele intrygujących miejsc tylko… trzeba dać szansę miastu i przede wszystkim sobie.

Budapeszt

A Wy? Pozwolicie sobie na mały flirt z Budapesztem?

Podobne Posty

  • Budapeszt jest moim marzeniem 🙂 a zaraziła mnie do tego moja siostra. Zawsze powtarzała, że to miasta do którego z chęcią wróciła jeszcze raz, poczytałam trochę o nim i zapragnęłam tego samego co ona 🙂

    • W takim razie życzę powodzenia w realizacji tego marzenia 😉 Naprawdę warto!

  • Widzę, że jest coraz lepiej zwłaszcza w pewnej ważnej kwestii. 😉

    • Cieszę się że tak mówisz, nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze długa droga i wiele pracy przede mną.

  • Budapeszt ostatnio króluje na wszystkich blogach, muszę w koncu sama się przekonać czy z nim poflirtuję 🙂

    • Spróbuj, jestem ciekawa Twojej opinii na ten temat 🙂

  • Budapeszt jest całkiem fajnym miejscem! Byłem co prawda tylko jeden dzień, ale bardzo mi się podobało 😉

  • Waldemar Kugler

    Kościół Macieja, nie św.Macieja 🙂 On taki święty nie był, ale proszę się nie martwić, nie Pani pierwsza popełnia ten błąd….Gratulacje za fajne zdjęcia.

    • Aj… Faktycznie. Już poprawiam i dziękuję serdecznie za zwrócenie uwagi.
      Pozdrawiam i zapraszam do ponownych odwiedzin 🙂

  • Marzena

    Zdjęcia z Twojego artykułu powodują, że naprawdę można zakochać się w tym mieście. Jeśli kiedykolwiek będę miała okazję, to na pewno wybiorę się i tam 🙂

    Pozdrawiam.
    http://www.marzena-janik.blogspot.com

  • To miałam sporą tą mgłę….:) czasem lubię jak miasto przypomina mi jakieś sceny z horroru 😉

    • Na początku ta mgła bardzo mnie drażniła, ale potem stwierdziłam, że miasto ma dzięki niej jakiś taki wyjątkowy urok. Co prawda zdjęcia niekoniecznie wychodziły, ale widoki w pamięci zostały 🙂

  • NotatkiNiki

    Miałam farta, bo będąc studentka spędziiłam tam rok i do tej pory mam słabość do Budapesztu. Rok temu urzadzalam sobie „pielgrzymkę” z kolezanka ze studiów i niesamowite było odwiedzanie starych kątów. W sumie miasto to niewiele sie zmieniło, przybyła nowa linia metra, ale to z lotniska jest w opłakanym stanie. Nie radzę w nim tupać, bo wam noga pod podłogę wpadnie 🙂 za to kuchnia nadal ukochana. Jesli ktoś sie wybiera do Budapesztu, to warto zajrzeć do mniej turystycznych dzielnic i popróbować tamtejszych specjałów. Ńo i hale targowe… Jesli pojedziecie do Lehel Csarnok, to zobaczycie normalne życie, a nie towary dla turystów ….
    Ach, mogłabym długo o Budapeszcie… Kombinuje jak tam wrócić i znów moc pogadać po madziarsku, ale grafik mam do października zbyt napięty…. Moze potem?

    • Pewnie że tak, jeśli się czegoś bardzo chce, to nic nie stoi na przeszkodzie!
      Dziękuję za wskazówki, z pewnością skorzystam przy następnej okazji – oby się przydarzyła jak najszybciej 😉

  • Jestem pod ogromnym wrażeniem zdjęć, wspaniale oddają nastrój Budapesztu, jaki mam we wspomnieniach. Z przyjemnością cofnęłam się w czasie. 🙂

  • Ja uwielbiam te miasto. Też nie sądziłam, że mnie uwiedzie, ale uwiodło. Tyle że ja byłam późną wiosną, pogoda była letnia, nocą 32 stopnie… dużo ludzi w parkach, zwariowana Szimpla, paprykowa kuchnia, lawendowe lody, lepszy Tokaj… 🙂 Będę tam wracać. Zimą też chcę, bo idealnie wyglądają niektóre miejsca pod pierzynką, np. Baszta Rybacka… Jak w Harrym Potterze można się poczuć wtedy.