Lubicie kabarety? Powiem Wam szczerze, że do pewnego czasu ich nienawidziłam. Drażnił mnie cosobotni rodzinny rytuał oglądania kabareciarzy w tv, dla mnie nie było to ani zabawne, ani przyjemne. Ale pewnego dnia coś się zmieniło. O ile dobrze pamiętam zaczęło się od „Świętokrzyskie style”. Potem pokochałam Kabaret Skeczów Męczących. Inne kabarety? Czasem obejrzę, ale raczej bez większego zaangażowania.

Kabaret Skeczów Męczących (w skrócie KSM) powstał w 2003 r. w Kielcach. Tworzą go Karol Golonka, Jarosław Sadza, Michał Tercz i Marcin Szczurkiewicz. Ta czwórka wykreowała wiele charakterystycznych i wyjątkowych postaci, m.in. pana Adamczyka, Zęba, Bunię, Śrubę, Buźkę, fenomenalnego Adasia z „Chrzcin” czy Jadwigę Paździerz.

W ich skeczach często mowa jest o różnych miejscach województwa świętokrzyskiego. Może dlatego zwróciłam  na nich uwagę? Sama nie wiem, ale jakiś bodziec na mnie zadziałał. I to zadziałał do tego stopnia, że nie ma dnia, w którym nie obejrzałabym czy posłuchała chociaż jednego ich skeczu. Dziś chcę podzielić się z Wami refleksjami na temat „Piosenki turystycznej”, kabaretowej przeróbki „Skrzydlate ręce” zespołu Enej.

Piosenka opowiada o dylematach turysty (postać wspaniale stworzona przez Karola Golonkę) w różnych miejscach na świecie. Część pierwsza  – Egipt: gorąco, dziecko nie chce jeść, o wszystko trzeba się prosić i ciągle ktoś czegoś chce. Czegoś, mianowicie pieniędzy „chcesz ręcznik, leżak lub czaj [herbatę, dla niewtajemniczonych], dalej dalej proszę, dolara daj”.

Rok później nasz turysta wyrusza w polskie góry. A tam co? Standardowo niekończący się korek na Zakopiance! Brak kolejek na wyciągu na Kasprowym okazuje się być tylko snem. Nastrój pogarsza dodatkowo góralska muzyka mówiąca wprost o tym, że „dopiero gdy psyjedzies ty, zostawis u nas syckie dutki, wrócisz boso, wrócisz boso, wrócisz boso…”. Ot, i wizja spokojnego wypoczynku pęka niczym bańka mydlana.

Nasz bohater jest jednak twardy. Kolejnym razem postanowił wybrać polskie morze… co okazało się totalną porażką, ze względu na specyficzną pogodę tam panującą „zobaczyłbyś plaże, zobaczyłbyś keje, ale nie zobaczysz, bo tu ciągle leje”.

Nauczony doświadczeniem, dochodzi do wniosku, że za wydane w Polsce pieniądze mógł spędzić tydzień w raju – z pewną pogodą, szwedzkim stołem i opcją all inclusive. Niestety, po raz kolejny raj zamienia się w piekło, w którym do naszego turysty ciągle  ktoś wyciąga ręce po pieniądze. Przerażony ucieka.

Cała prawda o podróżowaniu ukazana w jednej krótkiej piosence. Moim zdaniem mistrzostwo. Pamiętam zeszłoroczny pobyt nad Bałtykiem – tylko raz było wystarczająco ciepło, żeby dało się przebywać na plaży bez kurtki czy bluzy. A spędziłam tam 10 dni… W lipcu, żeby nie było. Do tego Janusze wypoczynku znaczący „swój” teren ogrodzeniami, okopami i prawie że murem kolczastym. Biegające i szczekające psy. Goście przebrani za pingwiny z Madagaskaru oferujący wyjątkową fotografię tylko za 15 zł. Wszechotaczająca drożyzna. Wspaniałe warunki do wypoczynku.

Tatry w sezonie. Tłumy. Na szlakach, na Krupówkach, w barach i restauracjach. Z dnia na dzień rosnące ceny. Żywe posągi, misie, minionki i wszystko, na czym tylko można zbić kasę. Chińskie pamiątki imitujące oryginały. Panienki spacerujące po górach w butach na obcasach i sukienkach. Inteligencja level hard.  Szum, krzyk, biegające dzieci. Tak, rewelacyjny wypoczynek na łonie natury.

Zagraniczne kurorty. Czy trzeba komentować? Wszystko kręci się wokół kasy i robienia biznesu na bogu ducha winnym turyście – fakt faktem, często najzwyczajniej w świecie dającym się łatwo zrobić w konia przez swoja głupotę czy brak świadomości. Ale dopóki turyści będą się na to łapać, dopóty takie „urozmaicenia” wczasów będą.

Czy wiecie, że właśnie m.in. takie rzeczy (podróbki, zawyżanie cen, wyciąganie pieniędzy, pseudoatrakcje w stylu pingwinów z Madagaskaru na plaży) nazywane są pułapkami turystycznymi? I jest to bardzo skomplikowane zjawisko, które od pewnego czasu mnie interesuje. O atrakcjach turystycznych i pułapkach na turystów piszę pracę magisterską. Cytaty z „Piosenki turystycznej” KSM-u otwierają i zamykają całą pracę. Ale o pułapkach napiszę innym razem…

Skąd pomysł na wpis o skeczu KSM? Już w najbliższą sobotę w końcu zobaczę ich występ na żywo. Nie mogę się doczekać!

KSM

Źródło: www.kabaretowebilety.pl

A Wy? Jak odnosicie „Piosenkę turystyczną” do realiów podróżowania? Zgadzacie się z KSM-em czy uważacie opisywaną przez nich rzeczywistość za zbyt przerysowaną?

  • Na różnego rodzaju wyjazdach jestem kilka razy w roku – czy to za granicę, czy w Polsce. Zawsze wybieramy okres poza sezonem, dlatego niezbyt potrafię się wczuć w to o czym piszesz 😉 Oczywiście chińskie „pamiątki” są wszędzie i zawsze, ale np. nad Polskim morzem, w sezonie byłem może z pięć lat temu, więc walki o miejsca na plaży są mi znane, ale nie są moim koszmarem. Jak pisałem – sezon spędzamy na własnym ogrodzie lub w miejscach mało popularnych. Np. góry w Rumuni. 🙂 Polecam – mniej nerwów i portfel mniej ucierpi.

    • Dziękuję za komentarz 🙂 Powiem Ci szczerze, że osobiście też wybieram na wyjazdy czas poza sezonem albo miejsca spokojne, omijane przez turystów. Ale to prywatnie. Służbowo wyjeżdżam głównie w szczycie sezonu w miejsca oblegane przez turystów, stąd niekończące się kolejki, naciąganie turystów i bezmyślność są mi bardzo dobrze znane.
      Pocieszające jest jednak to, że pojawiają się już osoby, które uciekają od tłumów i nawet niektóre biura podróży szukają alternatyw. Z dnia na dzień nic się nie zmieni, ale może chociaż trochę i środowisko, i część turystów odpocznie 😉

  • Świetna inspiracja!!! Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak można nazwać wypoczynkiem smażenie się na plaży, gdzie trudno zrobić krok, nie depcząc komuś po stopach, oganiając się od os i dzieciaków sypiacych piaskiem, potem na paraświeżą rybkę wydać krocie. Taaaak i te dzieci, które koniecznie chcą tatuaż z henny, a potem OIOM bo marker mało sterylny. Brawo ty za wypunktowanie!

    • Brawo ja!
      Dzięki serdeczne za miłe słowa. Co do wakacji… Hmmm. Trend? Wygoda? Nawet nie wiem, jak takie zachowania określić. Trochę to przykre.

  • Nie znoszę kabaretów, chociaż wiele osób w moim najbliższym towarzystwie je uwielbia. A ja ich po prostu nie toleruję. I owszem, śmieję się z głupich memów i sucharów… shame on me.
    Podróżować też nie podróżuję, niestety ciągle przeszkadza brak czasu albo wymienne terminy urlopowe albo pieniądze. Nad morzem za to jestem często, mam niedaleko, a czasami to jedyna możliwość wybycia gdzieś na kilka godzin – oczywiście fajnie jest gdzieś się poopalać, chyba, że Janusz z Grażyną obstawili się setką parawanów i nie ma miejsca, żeby się rozłożyć. Chińskich pamiątek jest multum, ale przyznam się, że kilka razy coś kupiłam. Lubię takie pierdółki, które mogę gdzieś postawić i się kurzą. Oczywiście pierdółek, a nie konserw z prezerwatywami albo śliniaków z imionami, które dwa lata temu były na każdym straganie na promenadzie w Trójmieście.
    I bardzo żałuję, że nie miałam okazji wybrać się do Zakopanego. Wiem, że tłumy są tam straszne zawsze, ale to moje małe urlopowe marzenie (mam nadzieję, że nie zamienni się w koszmarek).
    Pozdrawiam, T.

    • Dziękuję za opinię!
      Wiesz, z kabaretami jest śliski temat, bo albo się je kocha, albo nienawidzi. Miałam trochę obaw przed publikacją tekstu, ale jak dotąd okazuje się, że niepotrzebnie.
      Z wakacjami też trudny temat, jedni lubią ścisk i ogrodzenia z parawanów na plaży, inni spokojny spacer w Bieszczadach, a jeszcze inni safari w Kenii – o preferencjach turystów można książki pisać. Jeśli nie byłaś jeszcze w Zakopanem to polecam wybrać się w kwietniu lub wrześniu/październiku – jest chociaż trochę spokojniej.
      Pozdrawiam serdecznie!

  • Zdecydowanie najlepiej uczestniczyć w takich kabaretach na żywo, zupełnie inny klimat niż oglądając je w telewizji. 🙂

  • Ja jednak nie lubię kabaretów. Nie wiem dlaczego, ale raczej nie śmieszą mnie one.

    • Też tak kiedyś miałam, ale z czasem jakoś mi się odmieniło. Sama nie wiem za bardzo dlaczego. Może i Tobie się kiedyś odmieni? 😉

  • No a jak, jest Egipt, jest ŁAN DOLAR, ŁAN DOLAR!!! 😀
    Kabarety kabaretami, a ja najprawdopodobniej mam jakieś skrzywienie, ale jestem szalenie zainteresowana Twoją pracą magisterską! Świetny temat!

    • A to się przypomnij, podzielę się z Tobą tym, co mi tam wyjdzie 😉

  • Lubię ich! Skecz „Chrzciny” jest mega 🙂 A z przedstawioną w piosence rzeczywistością niestety się zgadzam. W takie wakacje człowiek bardziej się umęczy niż wypocznie.
    pozdrawiam serdecznie!

    • Aaa, „Chrzciny” to już inna kategoria, zwłaszcza wersja z wpadką 🙂
      A kabaret… cóż, niestety przedstawia smutną rzeczywistość. Tylko obawiam się, że nic się nie zmieni. Długo by mówić, ale nie ta mentalność, nie te warunki. Nie w Polsce…
      Dzięki za opinię, pozdrawiam serdecznie 🙂

  • „Ale dopóki turyści będą się na to łapać, dopóty takie „urozmaicenia” wczasów będą.”

    A mi się wydaje, wręcz przeciwnie, że dopóty takie urozmaicenia wczasów będą, dopóki znajdzie się WIELU chętnych, by z nich korzystać. Ludziom się daje to, za co płacą, niestety.
    Na szczęście, mamy wybór, który region Polski/Europy/świata wybierać, komu zostawić pieniądze, kogo tym wesprzeć, bo na przykład region biedny, a jednak piękny i warto tam podróżować. Czy siedzimy w jednym miejscu i narzekamy na pogodę i turystów, czy uciekamy w mniej znane miejsca, żeby uniknąć tych wszystkich Minionków, pingwinów i wat cukrowych.
    Na szczęście ciągle mamy wybór :))

    • Punkt dla Ciebie! Teraz myślę, że za bardzo wszystko spłyciłam w tym zdaniu. Powiedziałabym, że obie mamy rację. To takie błędne koło: sprzedawcy oferują – ludzie kupują, ale skoro ludzie kupują, to sprzedawcy dalej oferują. Ale tak działa biznes…
      Fakt, cieszę się, że wciąż mamy wybór. Moje podróże prywatne wyglądają zupełnie inaczej niż zawodowe. Szczerze mówiąc to właśnie będąc w pracy widzę jakieś dziwne cuda, komercję, kicz i oszustwa. Wiadomo, biznes is biznes, i każdy chce zarobić. Tak samo, jak każdy (albo prawie) chce przywieźć pamiątkę z podróży – jeden kupi coś z rękodzieła, inny pocztówkę lub magnes,a jeszcze inny miecz z wygrawerowaną nazwą miejscowości.
      Tematyki pułapek turystycznych podjęłam się trochę „z premedytacją”, bo wiem, jak duże kontrowersje ona wywołuje. A to dlatego, że rozpatrywane jest subiektywnie, o obiektywizmie ciężko tu mówić 😉
      Dziękuję za komentarz, zapraszam ponownie 🙂

      • My jako piloci mamy ogromną odpowiedzialność, by ludziom mówić i pokazywać coś więcej niż to, co chcą usłyszeć i zachęcać do kupowania i przeżywania podróży w taki sposób, by ich ubogacala zamiast utwierdzac w stereotypach. Wiem, że podróże kształcą tylko tych, którzy chcą się kształcić, ale my musimy im stworzyć okoliczności 🙂

        • O,to to, trudne zadanie przed nami, ale przecież – pilot potrafi wszystko 🙂
          Zawsze próbuję wyjść poza schemat i zrobić coś więcej, co prawda z różnym skutkiem, ale chociaż próbuję. Nawet jeśli tylko jedna osoba zmieni myślenie choć w małym stopniu, to i tak uważam to za sukces.

  • Po rodzicach odziedziczyłam zamiłowanie do zwiedzania pustkowi, więc z autopsji nie znam problemu. Ale niewątpliwie on istnieje i wydaje się, że szybko nie zniknie.

    • To należysz do grona szczęśliwców 🙂 I masz rację, problem nie zniknie. Niestety…

  • Miri | Be Creative & DIY

    nie znałam tego kabaretu:) a piosenka wpada w ucho, dzięki!

  • Wiesz, że nie lubię kabaretów 😛

    • Tak Wojtek, wiem, ciągle mi to powtarzasz,kiedy mówię o KSM-ie:)