Koniec roku. Czas, kiedy każdy, chcąc nie chcąc robi mniejsze lub większe podsumowania. Jakiś czas temu refleksje dopadły również mnie. A były to głębsze refleksje, bo i rok był wyjątkowy. Dziś, ostatniego dnia tego szczęśliwego roku 2015 mogę powiedzieć, że jak dotąd był to najlepszy rok w moim życiu.

Był to rok wielu wyzwań i moich osobistych debiutów, nie tylko zawodowych. Był to rok, w którym poczułam, co to znaczy robić, co się kocha i prowadzić szczęśliwe życie. Był to rok, w którym poczułam satysfakcję i spełnienie. Dlaczego?

Przygotowałam w formie podsumowania małe zestawienie najważniejszych wydarzeń minionego roku. Tym, którzy nie znają mnie osobiście z pewnością przybliży to moją sylwetkę. Zaczynamy!

     Najważniejsze wydarzenia roku 2015:

  • Pierwsze starty w zawodach nordic walking. Tak, ta, która przez wszystkich wuefistów była spisywana na straty jako totalne beztalencie sportowe, znalazła się na AWFie na specjalizacji instruktorskiej z nordic walkingu. W tym roku kilkakrotnie wystartowałam w zawodach. Dla zabawy, sprawdzenia siebie, poczucia tej atmosfery i poznania super pozytywnie zakręconych ludzi.
  • Udział w dwóch ciekawych szkoleniach „Questy i gry terenowe – kreatywne narzędzia pracy dla turystyki dziedzictwa” (Kielce, Edu Tour) oraz „Animacja bez tajemnic” (Biała Podlaska, Studenckie Koło Naukowe AWF). Notabene, miałam swój udział w organizacji tego drugiego i prowadziłam na nim niektóre bloki zajęciowe.
  • Organizacja AWF Kayak Days, z której to imprezy jestem dumna. Pracowałam z cudownymi ludźmi, poznałam od kuchni chyba wszystkie aspekty organizacji, sponsoringu, public relations, marketingu, promocji i… problemów stwarzanych przez ludzi z zewnątrz. Mimo wszystko daliśmy radę, a impreza okazała się przełomowym wydarzeniem w moim życiu, które pociągnęło za sobą nowe wyzwania i możliwości.
  • Zapoznanie z Aleksandrem Dobą. Tak, tym, który dwukrotnie samotnie przepłynął kajakiem Atlantyk i zdobył tytuł „Adventurer of the Year” magazynu National Geographic. Mimo tego, że spotkałam go już wcześniej,  AWF Kayak Days okazało się świetną okazją do lepszego poznania tego niesamowitego człowieka i spędzenia z nim czasu – zarówno podczas prelekcji, spływu kajakowego czy podczas wywiadu przy kuflu piwa.
  • Poważne zajęcie się pilotażem. Choć miałam z nim do czynienia już wcześniej, to jednak nazwałabym to raczej pojedynczymi incydentami pilotażowymi. W tym roku, właśnie po AWF Kayak Days pojawiły się pierwsze poważne oferty pracy.
  • Nawiązanie współpracy z trzema nowymi biurami podróży. Co tu dużo mówić, praca znalazła mnie sama.
  • Wyjazd na pierwsze kolonie zagraniczne. Jako wychowawca oczywiście. Wcześniej pracowałam już na koloniach w Polsce z młodszymi grupami. W tym roku poprzeczka się podniosła – Bułgaria, grupa starsza, tak naprawdę niewiele młodsza ode mnie. Wspaniała lekcja pt. „jak zrozumieć młodzież starszą”. Oczywiście bardzo pozytywna.
  • Debiuty zawodowe. Właśnie w tym roku zadebiutowałam w dwóch, chociaż w sumie nawet to i trzech rolach: przewodnika, instruktora nordic walking oraz animatora. Najlepszy był debiut instruktorski, kiedy podczas dużej imprezy plenerowej prowadziłam zajęcia z grupą osób niepełnosprawnych, do której po jakimś czasie dołączył prezydent miasta (wiecie, troska o wizerunek itp. itd.). I tak byłam zestresowana tłumem ludzi, który mnie obserwował, ale fotoreporterzy dołożyli swoje trzy grosze biegając wokół mnie i próbując uchwycić na zdjęciu prezydenta w garniturze spacerującego z kijkami. W ten sposób mój instruktorski debiut zapisał się w lokalnych mediach.
  • Odkrycie „tego” miejsca. Czy mieliście czasem tak, że po zmianie miejsca zamieszkania to nowe Wam niezbyt odpowiadało? Brakowało w nim czegoś, mimo tego, że niby wszystko było ok? Ja też tak miałam, kiedy przez 3 lata mieszkałam w Zamościu. A potem się przeprowadziłam i… pokochałam nowe miejsce, mimo tego, że może nie jest tak atrakcyjne jak Zamość czy ma mniej do zaoferowania. Biała Podlaska ma „to coś”, co sprawiło, że żyje mi się dobrze i po prostu czuję się „jak w domu”. I mimo że to Polska „B” – praca jest, mieszkanie jest, studia (jeszcze) są. Może już tu zostanę…?
  • Zwiedzanie. Tegoroczny wynik – 8 nowych krajów (Łotwa, Bułgaria, Węgry, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Grecja, Macedonia, Kosowo) plus kolejna wizyta we Włoszech, dodatkowo mnóstwo nowych miejsc w Polsce, których na chwilę obecną ciężko mi wymienić czy policzyć dają absolutny rekord mojego podróżowania i zwiedzania. Pokonane kilometry też nie do policzenia.
  • Pierwszy lot samolotem. Zdziwieni? A jednak. Przywiązanie do „naziemnych” środków transportu ciągle przesuwało w czasie ten moment. Dodatkowo pozostawały kwestie zdrowotne (latanie z jaskrą niestety może być problematyczne i ryzykowne, tu kwestia indywidualnych przypadków), co tworzyło obawy. Dałam radę, moje oczy też, choć były ciężkie momenty. Ale grunt to przełamać strach. A jeśli mam leki przy sobie – czuję się bezpieczna.
  • Założenie bloga. Choć dopiero zaczynam raczkować w blogsferze, to czuję, że to początek wspaniałej przygody. Już mi się podoba, mimo tego, że kosztuje to wiele wysiłku i pochłania mnóstwo czasu. Nie obyłoby się oczywiście bez pomocy pewnego blogera, który niemal codziennie tłumaczy mi zasady działania tego magicznego narzędzia, jakim jest WordPress i mówi o regułach panujących w blogsferze 🙂
  • ERASMUS. Najlepsze zostawiłam na koniec. Choć ta przygoda jeszcze trwa, to jest taką swoistą „wisienką na torcie” podsumowania tego roku. Nie będę pisać więcej, o Erasmusie jeszcze będzie kilka wpisów.

podsumowania

Wszystko ładnie i pięknie, niektórzy mogą uznać ten wpis za przechwałki. Nie, nie było różowo. Były trudne momenty, wiele problemów, nieraz, nawet w mojej ukochanej pracy dostałam porządnego kopa w tyłek albo moje wielkie ambicje były brutalnie zdeptane jak pet na chodniku, a ja sama czułam się jakbym z porządnego rozmachu dostała w twarz. Ale takie jest życie. Często upadamy i potem mamy wybór – zostać już na ziemi albo wstać i dalej być sobą. Ja wybieram drugą opcję.

Cele na kolejny rok już są, zapisane, sprecyzowane, będę sprawdzać w praktyce metodę SMART. Jakie mam cele? Nie powiem! Przekonacie się w kolejnym podsumowaniu roku!

 

Wszystkim Wam życzę, by nadchodzący rok był jeszcze lepszy niż mijający. Byście stawiali czoła nowym wyzwaniom i sytuacjom, byście realizowali swoje pragnienia, bo marzenia są po to, aby je spełniać! Nie bójcie się podnosić sobie poprzeczkę.

I życzę Wam (i sobie) byśmy spotkali się tutaj, na tej stronie za rok, pod wpisem z podsumowania 2016 roku!

Do siego roku życzy Homoturisticus!

Podobne Posty

  • Czy mi się wydaje czy jednego bardzo ważnego punktu zabrakło? 😉

  • NotatkiNiki

    Cóż za intensywny rok! Oby udało ci sie zrealizować wszystkie projekty roku 2016 i oby okazał sie on szczęśliwy !
    Pozdrawia miłośniczka kajaków i kijkow (tyle ze absolutna amatorka

    • Dziękuję serdecznie za dobre słowa! Na Erasmusie dostałam takiego powera, że chyba doba będzie dla mnie za krótka teraz 😉 Jeśli jesteś zainteresowana kajakami, to zapraszam na kolejny wpis, będzie coś na ten temat.
      Tobie również życzę wszystkiego, co najlepsze w nowym roku, realizacji marzeń i wytrwaniu w postanowieniach. Powodzenia! 🙂

  • Witam w Nowym Roku 🙂 Aż mi tchu zabrakło czytając Twój wpis. Bardzo pracowicie, nic tylko życzyć kontynuacji w kolejnym, niech moc i pomysły będą z Tobą. P.S. przeglądałam blog z telefonu i chyba nie masz wersji responsywnej?- tak tylko dokładam cegiełkę do: to do list na 2016.

    • Witaj, dziękuję Ci serdecznie za życzenia i dobre słowa.
      Co do szablonu – jest w wersji responsywnej i jak dotąd działał bez zarzutów, sprawdzone na tablecie i dwóch telefonach. Być może to chwilowe problemy, które mam nadzieję, szybko znikną. Gdyby jednak dalej coś było nie tak – daj znać.
      Tobie również wszystkiego dobrego, samych kreatywnych wpisów i weny twórczej! Powodzenia w Nowym Roku 🙂