Tytuł dziwny, wręcz wulgarny. Jak to? Ten, kochany przez wszystkich Erasmus? Najlepsza idea społeczeństwa? Ufundowane zagraniczne wczasy? A tu taki hejt?

To ja Wam powiem o co chodzi. Dlaczego właśnie teraz przekreśliłam Erasmusa grubą linią. Dlaczego uznałam, że to definitywny koniec tej historii. Dlaczego to ostatni wpis z erasmusowej serii.

Kto twierdzi, że nigdy, ale to nigdy w życiu nie miał absolutnie żadnych biurokratycznych problemów, niech się zgłosi do mnie, stawiam piwo.

Z Erasmusem jest to samo. Niby podpisujesz sterty papierów, niby wszystko wiesz, ale prędzej czy później usłyszysz „okaże się po powrocie”. Wracasz z zagranicy napompowany pozytywną energią, z nowym zapałem do pracy, milionami pomysłów w głowie, chcesz jak najszybciej załatwić formalności, żeby móc realizować swoje wielkie plany tu i teraz i co? No wszystko się okazuje. Dostajesz w twarz. I to tak, że ledwo utrzymujesz się na nogach.

Wnikać w szczegóły nie będę, bo w bagnie się babrać nie mam zamiaru. Pytam tylko, co robią te wszystkie osoby piastujące swoje stanowiska, bo chyba tylko pilnują, żeby im nikt nie zabrał stołka spod tyłka. Pytam, czemu niektórzy nie uznają prawdy innej niż ich własna, którą sobie sami stworzyli. Pytam, czemu już po powrocie musimy stresem i nerwami płacić za to, że dla własnego dobra podjęliśmy ryzyko zagranicznych studiów i walki z własnymi słabościami, a przede wszystkim barierą językową, zamiast jak wzorowy student przesiedzieć semestr w kącie i zaliczyć wszystko kombinowaniem. Szczerze? Przeszła mi ochota na kontynuowanie studiów. Tyle w temacie.

koniecMija kolejny tydzień po powrocie. Dalej nic nie wiem. Ten nie wie, ten już poszedł, a tamten na urlopie. A, przecież decyzji nie ma. Nie no, spoko, w 4 miesiące zaliczę dwa semestry i napiszę pracę magisterską. I jeszcze skoczę ze spadochronem, zrobię kurs stewardessy i uprawnienia na obsługę wózka widłowego. Co się będę ograniczać, w turystyce trzeba mieć różne magiczne moce.

I wiesz? W chwili, w której niby siedzisz sobie we własnym zaciszu, a tak naprawdę już trzęsiesz się z nerwów, zaczynasz się zastanawiać, po co to wszystko było. Czy nie można było zorganizować tego inaczej? Czy jesteś jakimś urwanym z choinki wyjątkiem, który ma takie dylematy?

Jeśli należysz do wyznawców filozofii yebiemnieto to luz. Gorzej, jeśli naprawdę Ci zależy i chcesz zrobić coś ze swoim życiem natychmiast, ale… nie możesz. Bo jak ogon ciągnie się za Tobą ten cudowny, pełen nowych doświadczeń – Erasmus.

Między innymi z tego powodu (choć nie tylko!) podjęłam decyzję – zamykam kwestie związane z Erasmusem. Robię grubą krechę markerem i zaczynam jeszcze raz. Nie zapominam, nie. Po prostu to koniec rozdziału pt. „Erasmus”. Swoim życiem zaczynam pisać następny.

Czy ten wpis ma na celu zniechęcić do Erasmusa? Ludzie, w życiu! Jedźcie! Jeśli macie taką możliwość, to nie zastanawiajcie się, tylko składajcie papiery, odkładajcie pieniądze i ruszajcie w drogę! I nie wymyślajcie tysiąca wymówek. Tak, Wasz angielski jest na wystarczającym poziomie. Tak, dacie radę. Tak, otrzymacie pomoc na zagranicznej uczelni. Tak, znajdziecie inne osoby, tak samo przerażone jak Wy, a przecież w kupie siła. Nie, nie ma się czego bać.

To po co ten wpis? Żebyście mieli świadomość również przyziemnych spraw. Że i na Erasmusa w końcu przyjdzie koniec. Że będziecie musieli wrócić do polskiej rzeczywistości, a ona… może okazać się brutalna. Może. Ale nie musi.

Czy wszyscy mają takie problemy? Nie. A nawet jeśli, to i tak o tym głośno nie powiedzą. Bo takie jednostki są szybko wyłapywane i tępione. Czy ja się nie boję? Nie, bo nie mam już nic do stracenia. Dla mnie to po prostu koniec.

Na zakończenie spis Erasmusowych wpisów. Jeśli chcecie poczytać o innych, bardziej pozytywnych aspektach wyjazdu – zapraszam:

Wpis gościnny u Nieobiektywny, od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło.

Erasmus – nowy początek.

Studia polsko-greckie.

Być jak inni czy pozostać sobą?

Erasmusowe podróżowanie – czy może być tanie?

W razie jakichkolwiek wątpliwości, pytań, skarg i zażaleń – piszcie. Tutaj, na fb, gdzie tylko chcecie.

Niech moc będzie z Wami! Obyście nie musieli być przeganianym z kąta w kąt intruzem.

Podobne Posty

  • Wiem o wszystkim od początku, wszak miałem relację na bieżąco. Od przygotowań, przez to, co przeżyłaś na miejscu oraz to co było po powrocie. Przykre to chyba mało powiedziane zwłaszcza, że to moja macierzysta uczelnia, którą ukończyłem w 2007 roku.

    • No przykre, przykre. Tylko kogo to obchodzi.
      I dziwi mnie, że spadająca z roku na rok liczba studentów jeszcze nikomu nie dała do myślenia.

  • Niestety prawda jest taka, że jeśli nie trafi się na dobrego opiekuna wyjazdu, to samemu nie da się wygrać z biurokracją. Ja wyjechałam do Finlandii, by zrobić drugi dyplom w rok. Jednak moja pierwotna uczelnia jest w Anglii. Cały projekt podlega Erazmusowi, ale jeszcze nie miałam problemów i mam nadzieję, że nie będę miała. Pozdrawiam i głowa do góry. Zazwyczaj po deszczu przychodzi słońce i tęcza.

    • Masz absolutną rację! Dziękuję za wsparcie, jak dobrze pójdzie, to do wakacji wszystko załatwię :p
      Z Ciebie też trzymam kciuki, żeby obyło się bez problemów i by pozostały Ci same przyjemne wspomnienia!

  • Na erasmusie jeszcze nie byłem, chociaż przyznam, że ta myśl chodzi mi gdzieś po głowie. Słyszałem też, że dużo zależy od zorganizowania uczelni na którą się jedzie, bo niektóre z nich bardzo długo zwlekają, żeby przesłać wszystkie dokumenty. A przecież przy takim czekaniu człowiekowi się odechciewa.

    • A ja Cię zaskoczę! Byłam w Grecji, kraju, którym rządzi reguła halara, a poczucie czasu nie istnieje. Pominę kwestię koordynatorki, która na koniec mojego Erasmusa nagle zniknęła (przyczyna – jak się okazało śmierć ojca), ale z dokumentacją nie miałam absolutnie żadnych problemów. Wszystko w terminie, scany dosłałam mailem i po akceptacji oryginały doszły pocztą na uczelnię w ciągu trzech dni.
      Dla odmiany nic pozytywnego nie mogę powiedzieć o organizacji na polskiej uczelni, bo wróciłam ponad miesiąc temu i jak we wpisie (nic się nie zmieniło od jego publikacji) nic nie wiem. Nie wiem, czy coś zostanie mi przepisane, nie mam zgody na przedłużenie sesji, nikt nic nie wie, czekam ciągle na rozpatrzenie podania… Tak więc radziłabym erasmusową przygodę zacząć od dokładnego przyjrzenia się swojej uczelni… Bo to, co tak ładnie wygląda na plakatach, wcale nie musi być ładne w rzeczywistości. Ale to temat dłuższej dyskusji.

      • W naszym kraju od lat nic się nie zmienia a biurokracja jak rządziła, tak nadal rządzi.

        • No niestety… I zamiast pomocy możesz dostać co najwyżej kopa w dupę :/

          • To akurat jest zdarzenie pewne 😀

          • Wiesz, co prawda dostać się nie dostałem, ale jeszcze przynajmniej jest szansa się obronić w terminie i to dwa razy 😀

  • MeMyself&Nika

    Ugggh, mnie to czeka dopiero za kilka miesięcy, ale Tobie serdecznie współczuję. No niestety, również spodziewam się większych problemów w naszej pięknej Polsce niż na ATEI- tutejsze biuro Erasmusa pracuje zaskakująco sprawnie 😉
    A mimo że dopiero minął pierwszy mój miesiąc tutaj zastanawiam się już nad nabywaniem jakichś drobiazgów, pamiątek dla najbliższych. Możesz coś polecić, Asiu? Wszędzie piszą: Oliwa, Wino/Ouzo/Metaxa/Retsina, miód z Grecji, ale dobrze wiemy, że takie rzeczy można zabierać jak się podróżuje tylko turystycznie- przy całej walizce dobytku ciężko wziąć kilka litrów płynów, bo można zbankrutować przez nadbagaż przy odprawie. Co Ty przywiozłaś swoim bliskim z Salonik?

    • Otóż to, biuro Erasmusa z ATEI dostarczyło na moją uczelnię dokumenty w dwa dni (pocztą)! Do tej pory nie wiem, jak to zrobili, skoro wysłany przeze mnie polecony priorytet szedł tydzień. Magia 🙂
      A co do Twojego pytania… Hmmm, szczerze mówiąc to nie przepadam za pamiątkami i ja takowych raczej nie kolekcjonowałam (wiesz, mnie bardziej kręcą mapy i przewodniki, ewentualnie pocztówki). Co możesz kupić, żeby nie było duże i ciężkie?? Pocztówki! Poza tym np. magnesy, mydełka są w takich fajnych zestawach, koniecznie chałwę! Wybierz się do sklepików przy murach, a nie w centrum miasta, tam jest zdecydowanie taniej!

  • Wszystko potrafi zepsuć taka biurokracja. I to nie tylko w tym temacie. Tego jest na pęczki, każdy ma swoje przejścia. Właściwie to nie mam słów…

    • Ja w pewnym momencie też już nie miałam słów. Ale trzeba dalej walczyć! 🙂

  • Najważniejsze, że się Tobie podobało na wyjeździe. Znajomości doświadczenia i wspomnienia zaowocują w przyszłości i nie jest w stanie tego popsuć nawet nasza lokalna biurokracja. Głowa do góry! 🙂

    • Dzięki za dobre słowa! Fakt, powoli majaczy światełko w tunelu, klamka zapadła, mam wszystko zaliczyć. I zrobię to z klasą, w końcu trzeba pokazać że biurokracja chciała zniszczyć niewłaściwą osobę 😉

  • Aleksandra Kasprzyk

    Fajny wpis. Kiedys zastanawiałam się czy nie spróbować, ale doszłam do wniosku, że jednak nie, bo później i mnie powita podobna rzeczywistość. Może gdybym wyznawała wspomnianą filozofię… 😉 Pozdrowienia i powodzenia. http://olamabloga24.blogspot.com/

    • Jeśli masz takie możliwości – jedź! Lepiej jest żałować, że coś się zrobiło i nie wyszło, niż że się nawet nie spróbowało!
      Co do Twoich obaw – rozumiem je. Ale wiesz? Na większości uczelni nie ma większych problemów, może tylko ja mam pecha, albo po prostu moje CV zdezorientowało pracę uczelni 🙂

  • Tak! Niestety czasem organizacja kuleje, zwłaszcza przy zaangażowaniu paru instytucji zagranicznych. Ale dla otuchy można to potraktować jako zło konieczne i przydatne doświadczenie 🙂 Niemal każdy student Erasmusa w którymś momencie walczy z tymi trudami, i na uczelni macierzystej i na wyjeździe. Niemal integralna część programu 🙂

    • Fakt, ale mimo wszystko są jakieś granice tych absurdów. Tak mi się wydaje… 🙂

  • Pierwszy raz spotykam się z tym, żeby ktoś wypowiadał się na temat Erasmusa w inny sposób niż „cudownie, super, przepięknie” bla, bla, bla.. Szkoda, że z bardzo fajnego pomysłu robią niezły „syf” papierologią i olewactwem..

    • Nie użyłam nigdy takich słów, bo są po prostu grubo przesadzone. Nie jest różowo, ale o ile za granicą nie miałam żadnych problemów na uczelni, tak tutaj jest teraz tragedia. Bo wciąż, po iluś tam latach funkcjonowania programu Erasmus pracownicy uczelni dalej nie wiedzą, jak mają traktować powracających studentów. Żenada.

  • Eh te biurokratyczne problemy, zna je chyba każdy. Niestety u nas chyba w każdej dziedzinie można się z nimi zetknąć, ale cóż takie życie. Nie damy się!

  • Wow, Twoje podejście „Wracasz z zagranicy napompowany pozytywną energią, z nowym zapałem do pracy, milionami pomysłów w głowie” było bardzo nietypowe i nie mogę się nadziwić, że to biurokracja tak Cię przybiła! Jednak w większości stan po powrocie wygląda mniej więcej tak: http://www.zapiskizeswiata.pl/2015/07/post-erasmus-syndrome-depresja-po-erasmusie.html i to raczej nie z powodu biurokracji 😀