Nie tak dawno temu, bo 7 kwietnia w Goethe Institut w Warszawie odbyły się warsztaty etycznego podróżowania organizowane przez Pawła Cywińskiego i Marysię Złonkiewicz z portalu post-turysta.pl. Warsztaty były częścią cyklu spotkań pt. „Szczęśliwej podróży”.

Kiedy tylko usłyszałam, że tak bardzo wyczekiwane warsztaty będą tak blisko mnie, postanowiłam, że muszę w nich wziąć udział. Bo czytać post-turystę.pl i posiłkować się ich esejami przy pisaniu różnego rodzaju prac, a wziąć udział w zajęciach warsztatowych to dwie różne rzeczy. Napaliłam się jak szczerbaty na sucharki i w całej tej ekscytacji zapomniałam wysłać zgłoszenie (brawo ja!). Oczywiście miejsca rozeszły się jak świeże bułeczki, a ja porzuciłam już wszystkie swe nadzieje.

Ale stał się cud. Wspaniałe wieści zastały mnie w Krakowie, rzuciłam więc wszystko i wsiadłam w pociąg. I tak oto dane mi było wziąć udział w mega inspirującym spotkaniu. Wcale nie skłamię jeśli powiem, że po spotkaniu miałam w głowie jeszcze większy mętlik niż przed nim. A to, wbrew pozorom dobry znak!

 Okiem uczestnika na warsztaty

W warsztatach wzięło udział ok. 30 osób. Było trochę teorii, trochę zadań warsztatowych w grupie i indywidualnych. Całe spotkanie trwało 3 godziny i był to bardzo intensywny czas. Nie wystarczyło usiąść w kącie i po prostu słuchać. Całe warsztaty wymagały dużego zaangażowania, pełnego skupienia i dużo myślenia. Muszę jeszcze powiedzieć, że poziom przekazywanej wiedzy był bardzo wysoki. Osoby, które wzięły udział to, jak mogę się domyślać, żadni niedzielni turyści, tylko osoby doświadczone w podróżowaniu, z szeroką wiedzą nie tylko o świecie, ale też ogólną. Osoby, które chętnie podejmowały dyskusję na trudne tematy.

O czym było? O wyobrażeniach przedwyjazdowych, źródłach wiedzy o miejscach, o oriencie, języku turystyki, narratorach turystycznej rzeczywistości, szoku kulturowym, roli oczekiwań. Było też o turystach i podróżnikach, backpackersach i… uchodźcach.

Nie ukrywam, że chciałam podczas spotkania usłyszeć odpowiedzi na kilka trapiących mnie pytań. Po cichu liczyłam na to, że ktoś rzuci nowe światło na pewne sprawy, pokaże oczywiste odpowiedzi na nieoczywiste pytania, znajdzie złoty środek w podróżowaniu czy stworzy jakiś dekalog podróży. Nic takiego się jednak nie stało. A zamiast odpowiedzi, zaczęło przybywać… pytań i wątpliwości.

Momentem przełomowym był film. Krótki, około dwudziestominutowy. Mocny. „Z kamerą wśród ludzi” to produkcja wyjątkowa. Jeszcze nigdy nie byłam tak rozdarta wewnętrznie podczas biernego, jak mogłoby się wydawać, odbioru. Nie będę opisywać fabuły, sprawdźcie sami. Jako zachętę mogę tylko powiedzieć, że odkąd obejrzałam ten film, już nic nie jest takie samo jak przedtem…

I wiecie? Celowo nie opisuję szczegółów warsztatów, choć mam notatki i pamiętam każde wykonywane zadanie. Nie w tym rzecz.

 Nie bądźmy bezmyślnymi maszynkami

Jeśli zaglądacie do sieci i choć od czasu do czasu przeglądacie różne teksty poświęcone turystyce, to z pewnością zobaczycie wiele sprzeczności, dyskusji, prób udowodnienia wyższości jednych form turystyki nad innymi. Najbardziej charakterystyczny jest konflikt turysta kontra podróżnik – jedni za wszelką cenę podkreślają, że są podróżnikami i traktują turystów jak podludzi, inni uważają że turysta i podróżnik to to samo, jeszcze inni unikają tego tematu jak ognia. To najbardziej jaskrawy „konflikt”, ale mamy przecież inne – ocenę atrakcyjności turystycznej, kwestie co wypada, a czego nie wypada w podróży, co jest atrakcją, a co pułapką, co jest wartościowe, a co jest, za przeproszeniem, jednym wielkim shitem. Ilu ludzi, tyle opinii. I ilu podróżujących, tyle dekalogów podróży.

Bo najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby mieć swego rodzaju wyczucie. Przed wyjazdem przygotować się najlepiej, jak się da, nie bać się nowej wiedzy, trudnych tematów, kontrowersji. Spotkać się z mieszkańcami odwiedzanych miejsc, otworzyć się na obcą kulturę i zwyczaje. Nie zamykać się na innych. Podejść do nich z szacunkiem, zaangażować się. Nie być intruzem ani nachalnym turystą, którego interesuje tylko zrobienie foty na fejsa i kupienie chińskiej tandety na pamiątkę.

Turystyka to nie bezmyślne jeżdżenie z miejsca na miejsce tylko po to, żeby potem pochwalić się znajomym. Podróżnicy nie są lepszym sortem (a czy w ogóle istnieją…?). Samo opowiadanie o wzniosłych ideach jest nic nie warte. Czyny, nie słowa świadczą o człowieku. Im szybciej zrozumiemy ogrom turystyki i poziom skomplikowania tego zjawiska, tym większe szanse, że świat i jego mieszkańcy staną się bardziej przyjaźni, serdeczni i otwarci na siebie nawzajem.

Etyka w podróży jest niezwykle istotnym elementem. Nie bądźmy bezmyślnymi maszynkami fotografującymi wszystko i wszystkich. Nie właźmy z buciorami w czyjś intymny świat. Wszak wszędzie jesteśmy gośćmi. Uprawiamy turystykę by poznawać świat i ludzi ale, na litość, zachowujmy się odpowiednio! Zapytajmy, czy możemy wejść, dotknąć, spróbować, sfotografować.  Oczekujemy od lokalsów autentyczności i „lokalności”, tylko co my dajemy im w zamian…? Traktujmy innych tak, jak sami chcielibyśmy zostać potraktowani…

Uprzedmiotowianie drugiego człowieka i traktowaniego jak turystyczną atrakcję świadczy tylko o nas samych… 

  • Adrienne Isabel

    To prawda. Czasem wszyscy zmieniamy się w zgraję japończyków latających z aparatami, smartfonami. To ważne że zwróciłaś na ten aspekt uwagę!

  • Zasada jak w życiu- nie rób drugiemu, co Tobie nie miłe 🙂
    pozdrawiam

  • Anna

    Bardzo ciekawy wpis 🙂

  • Bardzo dobry wpis! Dla mnie wszędzie, na całym świecie, obowiązuje banalna zasada „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” – podstawowe zasady kultury obowiązują nie tylko w świecie, który uważamy za „cywilizowany”. Potrzebna jest wrażliwość i otwarcie na drugiego człowieka, o czym czasem zapominamy w pogoni za turystycznymi atrakcjami i piękną fotką do albumu.

    • Zgadzam się z Tobą! Serce jednak boli, kiedy w erze globalnej wioski wszędzie czujemy się jak u siebie, ba, zaczynamy dzielić ludzi na „lepszych” i „gorszych”. Zapominamy, że niezależnie od tego, czy mieszkamy w willi z basenem, drewnianej chatce czy lepiance z dala od cywilizacji jesteśmy ludźmi. A każdemu okazywać należy szacunek.

  • Damian Losik Opencaching

    Turysta, czy podróżnik ze mnie żaden, a jeśli już to w skali mikro, bo mój niepisany kodeks zabrania mi wychylania nosa poza granicę kraju, ale po Polsce śmigam a i owszem. Może z przekąsem, ale twierdzę że łatwiej zostać „prawdziwym podróżnikiem” we własnym kraju, bo nie ogranicza nas coś takiego, jak relatywizm kulturowy. O wiele łatwiej wczuć się w rolę biernego obserwatora, nie ingerować w otoczenie i w zasadzie pozostać niezauważonym a przy tym zobaczyć o wiele więcej. 😉

    Pozdrawiam,
    Damian

    • I jest to ciekawe podejście! Bo przecież nie liczy się ilość odwiedzanych miejsc i krajów, tylko jakość tych odwiedzin. Podejrzewam że wielu „obieżyświatów”, którzy byli już wszędzie nie mają bladego pojęcia o własnym kraju. A to nie tędy droga…

  • Katarzyna Balbierz

    Uwielbiam wszystkie spotkania i eventy. To kopalnia wiedzy, dużo inspiracji i nowe znajomości.

  • Możesz więcej napisać o tym dwudziestominutowym filmie? Jak można go znaleźć? Czyj to jest film?

  • Ciekawy temat. Nigdy nie czułam potrzeby zrobienia sobie zdjęcia z lokalsem. Nie było dla mnie ważne czy to baca z Zakopanego czy Chińczyk nad Żółtą rzeką. Ludzie dla mnie są ludźmi, a nie atrakcją turystyczną.

  • To jak się zachowujemy w „cudzym środowisku” wiele mówi o nas samych. Czy właśnie chcemy włazić z buciorami czy tylko dyskretnie się przyjrzeć ich życiu. Trudny temat i warto go poruszać. Tym bardziej że wiele osób wciąż traktuje ludzi jako obiekty do sfotografowania, by wzbudzić skrajne emocje w sieci.

    • Dokładnie. Nasze zachowanie stanowi o nas samych. Niestety w szale „zwiedzania” zapominamy o tak podstawowych sprawach…

  • Uwielbiam robić zdjęcia ludziom. Podczas wyjazdów mam z tym problem bo jest to dla mnie dość krępujące. Nie wiadomo czy fotografowana sobie tego życzy. Dlatego staram się zawsze pytać o zgodę.

  • Od zawsze na wyjazdach robiłem dużo zdjęć, tylko czy zatrzymywałem na nich to, co chciałem „zamrozić”. Od jakiegoś czasu zmieniłem swoje podejście do moich wyjazdów. Zaglądam w wąskie uliczki, szukam miejsc na uboczu, staram się zobaczyć to, co większość ludzi pomija. W czasie ostatniego wyjazdu trafiłem na jedno takie miejsce, z dala od turystów, tylko kilka osób w środku. Wnętrza zawierały zaś niezwykłą historię pasji jednego człowieka. Niedługo napiszę o tym większy tekst, bo miejsce choć niewielkie, to bogate życiem tej osoby.

    Choć nadal ciężko zrozumieć mi różnicę między turystą, a podróżnikiem i wiele wskazuje na to, że długo tego jeszcze nie pojmę to staram się z każdego wyjazdu czerpać nowe doświadczenia i wspomnienia na całe życie.

    „Zapytajmy, czy możemy wejść, dotknąć, spróbować, sfotografować.

    Przypomniałaś mi tym zdaniem chwilę, gdy spełniło się jedno z moich najskrytszych (nie tylko fotograficznych) marzeń – dzięki!

  • Nie jestem zapalonym podróżnikiem i turystą zapalonym też nie, więc nie mogę powiedzieć, że utożsamiam się z jednym, albo z drugim. Patrząc jednak z perspektywy ludzi, którzy mieszkają w krajach przeze mnie odwiedzanych, zdecydowanie wolę być postrzegany jako podróżnik, niż jako turysta.