Domy strachu od jakiegoś czasu wyrastają jak grzyby po deszczu. Jest ich coraz więcej, głośniej się o nich mówi i coraz więcej nieustraszonych śmiałków chce odwiedzić przynajmniej jeden z nich. Ci, którzy odwiedzą jeden, najczęściej chcą odwiedzić kolejny. Czym jest dom strachu i czy rzeczywiście hałas wokół niego jest uzasadniony?

Brak oczekiwań

Pamiętacie wpis o pułapkach turystycznych? Jeśli nie to klik – i wszystko wiecie. Dom strachu (każdy bez wyjątku) uważam za pułapkę turystyczną i Ameryki tym wcale nie odkryłam. „Turystyczne” obiekty typu domy strachów, parki rozrywki, gabinety luster itp. od dłuższego już czasu wzbudzają we mnie najzwyklejsze obrzydzenie. Odpychają mnie swoją sztucznością, przerysowaniem, cenami i w ogóle samym sensem istnienia. Nigdy nie miałam zamiaru wybrać się do takiego miejsca, bo nie stanowi dla mnie absolutnie żadnej atrakcji.

Długi weekend majowy. Zastanawiamy się, jak spędzić popołudnie, kiedy spontanicznie wychodzi na jaw, że znajomi są akurat w Krakowie i proponują spotkanie. A że mają umówioną wizytę w domu strachu, to proszą, byśmy dołączyli do nich. W pierwszej myśli popukałam się w czoło i powiedziałam „w życiu!”. Chcecie iść, to idźcie, ale mnie tam nie zobaczycie. I koniec. Po dłuższej rozmowie spojrzałam na to z nieco innej strony. Ok, pójdę. Chcę przekonać się na własne oczy, czy do tej pory miałam rację, czy jednak się myliłam. Żeby nie było, że głoszę swoje teorie o pułapkach turystycznych zza komputera (czy biurka, jak tam kto woli).

I wiecie? Z wielkim oporem, ale poszłam. Czego się spodziewałam? Totalnie niczego. Na nic nie czekałam. Nie czułam żadnej ekscytacji.

Mój pierwszy… dom strachu

Od początku do całej sytuacji podchodziliśmy na luzie. Ja zaś… nie czułam się dobrze ze świadomością, że wezmę udział w tym procederze. Ale słowo się rzekło.

Weszliśmy do jakiejś piwnicy. Półmrok. Całkiem miła pani na recepcji. Kilka słów organizacyjnych – Waszym zadaniem jest…, nie możecie…, macie…, może się zdarzyć…, itd. Zostaliśmy skasowani po 40 zł od osoby, po czym wprowadzono nas do jakiegoś mrocznego pomieszczenia. I się zaczęło.

Dziwne odgłosy, ciemność, wybiegający z ukrycia aktorzy, jakieś pętle na szyi…  To nie wyglądało jak z horroru, to wyglądało jak zabawa dla osób z problemami psychicznymi… Chciałam zrezygnować po jakiejś minucie. Uznałam, że to nie jest miejsce dla mnie i nie chcę wiedzieć, co będzie dalej. Przemogłam się i ze wsparciem psychicznym drugiej homoturisticusowej połówki ruszyłam jednak dalej.

Po drodze mieliśmy rozwiązywać zagadki. Ich rozwiązanie było warunkiem przedostania się do kolejnych pomieszczeń, w efekcie do wyjścia. Nie było łatwo, bo w międzyczasie ktoś machał Ci przed oczami paralizatorem, wyskakiwał z piłą albo łapał za ręce lub nogi. Inne „atrakcje” zawarte w programie przemilczę.

Cała „przyjemność” trwała nieco ponad 22 minuty. Podobno osiągnęliśmy jeden z najlepszych czasów (haha). Dziękujemy, do widzenia i po wszystkim. Następni czekali już w kolejce.

dom strachu

Strona internetowa Fear Factory

Trochę cyferek

To całe… wydarzenie było tak spontaniczne, że informacje o miejscu zaczęłam zdobywać dopiero w późniejszym czasie. Jest sobie taki dom strachu, co Fear Factory się zwie. Znajduje się całkiem blisko krakowskiego rynku.

Głosami użytkowników portalu TripAdvisor, Fear Factory znalazło się na miejscu 7. spośród  72 w kategorii „gry i zabawy” w Krakowie. Portal scareme.pl prowadzi ranking polskich domów strachu. Zgodnie z informacjami tam zawartymi, w naszym kraju funkcjonuje 17 firm posiadających łącznie 21 scenariuszy. Podejrzanie mało, serio. Według tego rankingu Fear Factory znalazło się na 3. miejscu w Polsce.

Ciekawe jest to, że na 56 ocen Fear Factory w TripAdvisorze, 55 to „doskonałe” a zaledwie jedna – „średnie”. Z czego to wynika? Z jednej strony recenzje zamieszcza jedynie niewielka część odwiedzających, a z drugiej – przypadkowe osoby raczej nie korzystają z oferty domu strachu (klienci z grupy docelowej chętniej wypowiedzą się po wizycie).

Z ciekawości przejrzałam wystawione opinie, oto najciekawsze (pisownia oryginalna):

„Jest to najlepszy dom strachu, jaki do tej pory zwiedziliśmy!! (a było ich 5) w Krakowie numer 1! Myśleliśmy, że będzie tak jak w każdym a było mega strasznie, aktorzy idą na całość 😀 Obowiązkowa atrakcja dla tych co wybierają się do Krakowa!!! :)”

Najfajniejsze miejsce w Krakowie. Byliśmy na wycieczce w Krakowie i jedna z atrakcji była właśnie wizyta w Fear Factory. Polecamy i pozdrawiamy klasa 3b. PS było strasznie:)”

„Bylo super. Dzieki tej atrakcji na dlugo zapamietamy wypad do Krakowa. Bardzo sie balismy ale to bylo super i na 100% tu wrocimy. Pozdrawiamy cala ekipe z Fear Factory:)”

„Strach, płacz, zaskoczenie, krzyk i radość z ucieczki! Najlepsza atrakcja w Krakowie. Gorąco polecam i dziękuje serwisowi tripadvisor bo to dzięki niemu tu trafiliśmy:)”

Zajrzałam też na facebookowego fanpejdża Fear Factory: 243 osoby oceniły obiekt na 5 gwiazdek, 4 osoby na 4 gwiazdki i 2 osoby na 1 gwiazdkę. Łącznie 249 głosów. Niezadowolonych odwiedzających praktycznie brak.  

Hmm… Czy rzeczywiście najlepszą atrakcją,  jaką ma do zaoferowania Kraków jest dom strachu…?

Spójrzmy prawdzie w oczy

Pomijając samą „atrakcyjność” omawianego miejsca, nie podobała mi się jedna rzecz – mianowicie same kwestie formalno-organizacyjne. Nie otrzymaliśmy pełnego regulaminu do zapoznania się, nie podpisywaliśmy żadnych oświadczeń. Otrzymaliśmy tylko informację, że wchodzimy na własną odpowiedzialność. Być może w tzw. „wersji hard” jest inaczej, nie jestem w stanie teraz powiedzieć. Dla dopełnienia formalności i „świętego spokoju” mówiąc kolokwialnie, pewne kwestie powinny być jednak dopięte.

Dom strachu. Dla jednych obiekt pożądania, dla innych – głośnego śmiechu. Bez wątpienia budzi emocje. Jakie – to już kwestia indywidualna. Wynika to z samego pojęcia wspomnianej wcześniej atrakcyjności. Bo, za Słownikiem Języka Polskiego, atrakcja to:
1. urozmaicenie, rozrywka, niespodzianka;
2. coś, co pociąga niezwykłością; coś szczególnie interesującego

Trzeba przyznać, że wizytę w domu strachów można uznać za swego rodzaju urozmaicenie, coś niezwykłego. Tego typu obiekty zaczęły powstawać, bo było na nie zapotrzebowanie. Powstają kolejne, bo zainteresowanie nimi rośnie, a i wielu twórców takich miejsc widzi w nich łatwy zysk z niewielkim nakładem środków. Intrygowanie innością i reklama skutecznie przyciągają do domu strachów.

Obstawiam, że zdecydowana większość osób odwiedzających domy strachu idzie tam by, niczym bohaterowie horrorów, doświadczyć strachu i poczuć adrenalinę. Inni idą z czystej ciekawości. Myślę że osób „z przypadku” w domach strachu nie ma zbyt wielu. I tu wraca temat bardzo pozytywnych opinii i wysokich ocen.

Mega atrakcja czy pułapka na turystów?

Zdaję sobie sprawę, że tabun sympatyków domów strachu wkrótce mnie zbeszta i zrówna z ziemią. Mimo to uroczyście oświadczam, że wizyta w Fear Factory jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że dom strachu to najzwyklejsza pułapka turystyczna, gdzie dobrze Cię skasują, a Ty i tak z tego nic wartościowego nie wyniesiesz.   

Dom strachu nie ma nic wspólnego z miejscem, w którym został stworzony. Żadnych związków z historią, kulturą, tradycją. To zupełnie oderwany od czasu i miejsca osobny byt, którego zadaniem jest… zarabianie pieniędzy. Wiecie, co najbardziej rani moje homoturisticusowe serce? Że reklama i wszystkie opinie zachwalające tego typu obiekty doprowadzają do sytuacji, w której osoby przygotowujące się do wyjazdu np. do Krakowa stawiają za obowiązkowy punkt programu taki sobie właśnie dom strachu. Niby nic w tym złego, co nie? Gorzej, jak pochłonięty wyjątkowymi i strasznymi atrakcjami zapomnie o tych najcenniejszych… Koniec końców zabraknie mu czasu na Wawel, ale był w domu strachu i było zajebiście. I to będzie najwspanialsze wspomnienie z Krakowa…

Każdy ma swój rozum i korzysta z niego na swój sposób. Każdy z nas to samo miejsce oceni na swój sposób. Jedni będą woleli spokojny spacer sam na sam z historią, inni będą doszukiwali się dodatkowych podniet i wrażeń. Każdemu według potrzeb… Ale na litość, przynajmniej wydawajmy  pieniądze w rozsądny sposób, zapamiętajmy coś na przyszłość, nauczmy się czegoś podczas wyjazdu.

Ciśnie mi się na usta: quo vadis turystyko…?

dom strachu

PS. Tak, to był mój pierwszy i ostatni raz w domu strachu. W imię nauki.

  • Nigdy nie przepadałam za takimi miejscami… i chyba się nie przekonam 🙂

    • Jak to mówią, „nie to jest ładne, co jest ładne, ale co się komu podoba…” 🙂
      Mnie tam się nie podoba i się tego nie wstydzę.

  • To chyba nie dla mnie. Chociaż w mrocznym escape roomie, gdzie było ciemno i na początku byłam z moim towarzyszem skuta kajdankami (na szczęście ja miałam prawą rękę wolną, a on lewą, a że jest leworęczny, to łatwiej nam się było uwolnić) w ciemnym pomieszczeniu, ale tak naprawdę nie lubię być straszona. Bo to też taka forma escape roomu, dobrze rozumiem?

    • Nie do końca. Zadaniem domów strachu jest po prostu dostarczenie odwiedzającym dużej dawki adrenaliny i strachu. Są to mroczne miejsca z rekwizytami rodem z horrorów i aktorami. Ktoś złapie Cię za nogę, ktoś wybiegnie z piłą… Wrażenia potęgują przerażające dźwięki wydobywające się dosłownie zewsząd. Twoim zadaniem jest wejść i wyjść stamtąd cało (zazwyczaj jest to kilka połączonych pomieszczeń). W escape room’ie masz po prostu wydostać się z pokoju. Raczej nikt Cię nie straszy i jedyna presja, jaka jest na Tobie wywierana to presja czasu. Fear Factory, o którym piszę to typowy dom strachu, gdzie, jako urozmaicenie wprowadzono elementy escape room’u. Obawiam się, że bez tych udoskonaleń czas przejścia „trasy” wynosiłby raptem kilka minut.

  • Byłam w takim domu strachu w Niemczech. To dopiero strach, jak ktoś nagle krzyczy po niemiecku! 😉

  • „Dom strachów” kojarzy mi się z wesołym miasteczkiem i śmieszno-straszną przejażdżką. Na taką „atrakcję” o jakiej Ty piszesz, na pewno bym się nie zdecydowała. Absolutnie nie moje klimaty.

    • No właśnie moje też nie. Ale wiesz jak mówią – wroga należy poznać… Gdybym odwiedziła takie miejsce rok wcześniej, to moja praca magisterska miałaby zdecydowanie więcej smaczku 🙂
      Ale wiem przynajmniej, że to był pierwszy i ostatni raz.

  • Takie domy strachu, a raczej domki i to przypominające labirynty z lustrami, światłami i innymi takimi podobnymi pamiętam z dzieciństwa. Były przy każdym wesołym miasteczku, za „dzieciaka” było to w jakimś stopniu ciekawe, ale nie porywające. Zawsze padało hasło idziemy do labiryntu strachu czy domu strachu i nie ważne czy było się na wyjściu rodzinnym czy zorganizowanym dla klasy jeszcze w podstawówce. Dziwiło mnie jak można krzyczeć i piszczeć w takim miejscu skoro jest ono w pełni bezpieczne, w końcu inaczej by nas tam nie wpuścili. Rozumiem niektórzy potrzebują nieco adrenaliny, ale czy jest to „zdrowa” adrenalina? A może tylko wyzysk od naiwnego klienta?

    • Teraz przyjęło to zupełnie inny wymiar niż śmieszkowe domki z lunaparków. Po wizycie zdania nie zmieniłam – to najzwyklejsza bezwartościowa pułapka na turystów i tyle.

  • No właśnie – szkoda, że tego typu miejsce nie mają żadnego związku z danym miejscem, są takie… zupełnie do niczego niepasujące. Kto co lubi, mnie to raczej nie kręci, więc pod wieloma względami się z Tobą zgadzam.

    • I to jest najgorsze. A nazywanie ich atrakcjami turystycznymi powinno być wręcz karalne.
      Tak,jestem wredna. Ale nie jestem w stanie zrozumieć sensu tego wszystkiego.

  • A już myślałam, że to coś dla mnie, po horrorach i thrillerach czas na bardziej namacalną rozrywkę, a tymczasem niekoniecznie 🙂

  • Agata Maj Cher

    Ha ha:) to żeś się ubawiła:)

  • byłam w domu strachu tylko akurat w tym drugim Lost Souls Alley. w sumie byłam to nie jest dobre słowo 😉 wyszliśmy po jakiejś półtorej minuty. i tak, było strasznie. może gdybyśmy byli większa grupą a nie w dwójkę udałoby się coś faktycznie zobaczyć. a tak strach zwyciężył. i akurat jestem w tej mniejszości, która w domu strachu znalazła się totalnie z przypadku. gościu wręczył nam ulotkę i tak jakoś postanowiliśmy zobaczyć co to.

    • O widzisz… Wciąż próbuję zrozumieć, co kieruje osobami, które dobrowolnie z wielką ekscytacją odwiedzają tego typu atrakcje. I nijak nie ogarniam…

  • Bardzo lubie gry escape, ale tutaj chyba by mnie denerwowali aktorzy. Przeciez trzeba sie skupic 😀 hahahaha

    • Racja. Same escape room’y, rozpatrywane jako miejsca do integracji grupy są ok. Ale zagadki w domu strachów? Niby jakieś urozmaicenie, ale presja jest zbyt duża.

  • Ciekawa relacja 😉 Ja sądzę, ze nie odnalazłabym się w tym miejscu i też nie bardzo rozumiem jej zasadność jako atrakcja ‚turystyczna’

    • Dzięki za miłe słowo! Fajnie wiedzieć, że jednak są osoby, które dostrzegają absurdy współczesności – można sprzedać wszystko, wystarczy ładnie to zapakować i wzbudzić pragnienie posiadania/przeżycia tego…

  • Słyszałam wiele pozytywnych opinii o domach strachów. Sama jeszcze nigdy nie byłam, ale mam w planach nadrobić

    • Mam przynajmniej nadzieję, że przed pójściem tam przypomniesz sobie ten tekst 😉

  • Przypuszczam że turyści to robią by poczuć trochę adrenaliny. Mnie to nie pociąga zupełnie, ale wypadem do wesołego miasteczka z prawdziwego zdarzenia nie pogardzę. Adrenalina jest i kupę zabawy 🙂

    • Adrenalina w sumie jest ok, ale za taką kasę? Jak na moje oko cena trochę nieadekwatna do wartości samej „atrakcji”. Ale… każdemu wedle uznania 🙂

  • o proszę! Nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest! 😉
    Mnie jakoś niekoniecznie bawią takie atrakcję. Adrenalinę mam w górach, a przy okazji dobre widoki i świeże powietrze! 🙂

  • Mi tam takie domy strachów nigdy nie przeszkadzały, ale faktycznie jak określa się je jako „atrakcję turystyczną” to trochę słabo.
    Ja jestem z tych co mają zbyt bujną wyobraźnie i jak raz zaciągnęli mnie do takiego domu to byłam przerażona 😀 No dla mnie to marna rozrywka, ale kto co lubi 😉

  • No i mamy gotowy plan na biznes! Zrobić dom strachu połączony z historią jakiegoś miejsca. Że też do tej pory nikt na to nie wpadł. Wilk byłby syty i owca cała. Jest przecież tyle miejsc, które można by do tego wykorzystać. Muszę się przyznać, że jestem sympatykiem domów strachu. Uwielbiam horrory, więc i na miejscu wczuwam się w rolę. Uciekam, wrzeszczę, o innych rzeczach nawet nie wspomnę 😛

  • W życiu bym tam nie weszła. Uwielbiam oglądać horrory, ale brać w nich udział, to coś zupełnie innego :/ Jednakowoż wrzucam wpis do siebie 🙂 Moi czytelnicy zapewne chętnie zerkną 🙂

    • Dom strachu to bardzo… specyficzne miejsce. Prywatnie nie nazwałabym tego atrakcją, a już turystyczną to w ogóle. Niestety, teraz im dziwniejsze miejsce, tym więcej osób przyciąga. Nie jesteśmy w stanie nad tym już zapanować :/
      Niestety, miejsca wartościowe w pełni wykorzystujące walory przyrodnicze i antropogeniczne dużo na tym tracą.

  • Pawel Kucharuk

    Nie mogę zrozumieć samych negatywnych wpisów. Wg mnie są wtórowaniem i pokazaniem swojej poprawności do drogi, którą wybrała autorka i zaistnieniem jako osoba „wartościowa”, bo to autorka miała na myśli, aby oderwać się od trendów i nie podążać za tłumem i chłamem lub wszystkie, podpisujące się pod tym artykułem dziewczyny, jesteście tak nudne i nie potraficie czerpać przyjemności z rzeczy błahych, bezwartościowych historycznie czy naukowo! A gdzie czas na bezmyślną zabawę, gdzie czas na wygłupy? A może jednak nie jesteście takie, a tu tylko udajecie kogoś innego?