Młodzież nie taka zła

Swoje pierwsze kroki w pilotażu stawiałam niemal cztery lata temu. Zdecydowaną większość moich pilockich wyjazdów stanowiły te z grupami szkolnymi. Mimo tego, że młodzież to specyficzna grupa do pracy, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że moja ulubiona. Nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem kontaktów i znalezieniem wspólnego języka z młodzieżą. Uwielbiam żartować, wygłupiać się, kiedy trzeba to rozmawiać o poważnych, życiowych sprawach, a jednocześnie wypełniać misję pilota i zarażać kolejne pokolenie pasją do turystyki i szacunkiem do przeszłości. Ale… czy to wciąż jest możliwe?
Powoli staje się normą to, że organizację wycieczek nauczyciele zlecają biurom podróży – jest wygodniej, mniejszy stres, zaoszczędzony czas, a przecież czas to pieniądz. O tym jednak już była mowa, więc kto ma ochotę to klik – i jesteś na bieżąco. Opiekę nad grupą podczas wycieczek szkolnych sprawują nauczyciele, często w towarzystwie rodziców (to, że nie każdy rodzic może taką funkcję pełnić i że często obecność rodziców źle wpływa na wyjazd to już temat na osobny wpis). Tym bardziej dziwi (choć z drugiej strony zastanawiam się, czy jednak nie usprawiedliwia) fakt zachowania młodzieży podczas wyjazdów.

Trzeba naginać drzewko dopóki jeszcze rośnie.

Starego nie zegniesz, złamie się…

A może jednak…?

Bywa różnie. Począwszy od słuchawek w uszach, bezprzewodowych głośników, których dudnienie słychać w promieniu kilku metrów oraz wszelakich tabletow i smartfonów, przez wydawanie setek złotych na strzelające diabełki, miecze, łuki, super-gluty i inne tego typu gadżety, hurtowe kupowanie energetyków i chipsów, poprzez przeszkadzanie pilotowi/przewodnikowi, ciągłe narzekanie, ociąganie się, narzekanie na bolące nogi po pół godzinie zwiedzania, aż do tysiąca pytań. Najczęściej powtarzane:
– kiedy jedziemy do hotelu?
– długo jeszcze?
– a musimy?
– do czego nam to potrzebne?
– kiedy będą pamiątki?
– gdzie jest gniazdko?
– jakie jest hasło do Wi-Fi?
– dlaczego jest tak mało kanałów w tv?
Cierpliwie odpowiadasz na każde pytanie dziesiątki razy, aż w końcu Ty zadajesz jedno kluczowe: po co Wy w ogóle pojechaliście na wycieczkę? Wiecie, jaka odpowiedź pada najczęściej? Bo mi/nam rodzice kazali. Aż ręce opadają!

młodzież

Źródło: http://demotywatory.pl/4644632

Dlaczego zwiedzanie jest be?

Obecnie programy wycieczek szkolnych są bardzo bogate, standard wyjazdów coraz wyższy (raz z grupą z klas 1-3 byłam zakwaterowana nawet w ** hotelu, zaś pensjonaty powoli zdają się być standardem). Muzea stają się interaktywne, atrakcje coraz bardziej wymyślne, zaawansowane technologicznie, ciekawe, twórcze. Piloci i przewodnicy dwoją się i troją, by zainteresować młodzież, wprowadzają nowe formy zwiedzania, różnego rodzaju animacje, wychodzą z pozaprogramowymi inicjatywami. A młodzież? Młodzież coraz częściej ma zwiedzanie w du…żym poważaniu. Poniżej subiektywna, oparta na własnych doświadczeniach i obserwacjach lista powodów.

Co stoi na przeszkodzie, by młodzież wykazała zainteresowanie zwiedzaniem?

1. Wirtualny świat, telefony, tablety, słuchawki w uszach i heja!

2. Siedzący tryb życia i wygodnictwo (chociażby ciągle jeżdżenie samochodem, podwożenie pociechy pod same drzwi szkoły, mimo że to krótki spacer od domu) – nawet godzina na nogach podczas zwiedzania to już później wysiłek nie do pokonania.

3. Brak wyobraźni, nie dostrzeganie tego, co dookoła: jakieś drzewo, jakiś kościół, a tu jakaś wieża…

4. Brak wiedzy szkolnej, brak kojarzenia faktów, miejsc i postaci.

5. Małe „uduchowienie”, nie wyrobione szersze horyzonty – brak umiejętności przeżycia odwiedzanego miejsca, odbioru dzieł sztuki, „obraz to obraz i nic poza tym”, uzmysłowienia sobie, że to, co widzimy, jest tylko częścią rzeczywistości.

6. Przekonanie, że przewodnik np. z choragiewką jest obciachowy i wstyd za nim podążać, a zestawy słuchawkowe to bezguście i niepotrzebne smycze.

7. Negatywne nastawienie do pilota/przewodnika. Ale! Może się zdarzyć, że po prostu nie uda mu się nawiązać nici porozumienia z grupą.

8. Presja nauczyciela – „po wycieczce zrobię Wam sprawdzian”, „przerabialiśmy to w ubiegłym roku, już zapomnieliście?”, „postawię Ci jedynkę jak wrócimy, powinieneś to wiedzieć!” – no, motywująco to to z pewnością nie działa…

9. Brak wyrobionej ciekawości świata – jeżeli dziecko od samego początku nie jest ukierunkowywane na otaczający nas świat, nie zaszczepiono w nim żadnej ciekawości, to nawet najlepszy spec od turystyki cudów (na dłuższą metę) nie zdziała.

10. Przymus. Wysyłanie dziecka na wycieczkę na siłę, „bo tak trzeba”, albo, co gorsza, żeby mieć trochę spokoju to głupota. Uwierzcie, będą z tego problemy.

 

Młodzież potrzebuje wzorów do naśladowania!

Zdaję sobie sprawę, że wynalazki współczesności ułatwiają „wychowywanie” dziecka. Wystarczy włączyć kanał z bajkami i mamy spokój. Damy tablet i już możemy poplotkować z koleżanką. Dziecko potrzebuje jednak tego, byśmy poświęcili mu siebie i nasz, choć bardzo cenny, czas.
Podróżowanie stało się modne. Coraz więcej osób zabiera swoje dzieci na krótkie wypady, starając się od najmłodszych lat zaszczepić w nich szacunek do otoczenia i ciekawość świata. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak takie działania owocują w przyszłości! Podczas wycieczek słyszałam już niejedną opowieść kilku-kilkunastolatków podróżujących z rodzicami. Posiadają oni wiedzę historyczną, geograficzną, ale przede wszystkim praktyczną znacznie wykraczające poza szkolne programy nauczania. O podróżach opowiadają z taką pasją, że aż dech w piersiach zapiera! Co najważniejsze – chcą zobaczyć więcej i ciekawi ich dosłownie wszystko!
Dzieci niepodróżujące to potem młodzież bez większych ambicji, nie zainteresowana zwiedzaniem, znudzona wszystkim. Jej światem jest hermetyczny świat elektroniki, w którym została wychowana. Czy chcesz, Drogi Rodzicu, by Twoje dziecko wciąż żyło w wirtualnym świecie?

młodzież

Wyjdź z domu. Zabierz ze sobą dziecko. Zacznij od najblizszej okolicy. Pokaż mu świat realny, a nie wirtualny. Życie mamy jedno, nie zmarnujmy go przed telewizorem czy komputerem!

  • Bardzo dobry wpis! Zgadzam się! I z punktu osoby, która przejechała wiele już turnusów kolonijnych i wiele typów dzieci widziała, to w gruncie rzeczy wiele nie trzeba, by dziecko było zaciekawione światem. Trzeba tylko chęci i dobrego podejścia do młodych. Lenistwo zabija wszystkich 🙂

    • Prawda, wystarczy dać coś od siebie, zaangażować się i ofiarować cząstkę siebie! Nie mamy aż tak zdemoralizowanej młodzieży, żeby nawet te najprostsze gesty nie działały 🙂 Ale trzeba chcieć.

  • Ja nawet nie lubię jak podczas podróży dziecko gra na smartfonie czy tablecie – przecież tyle jest fajnych rzeczy do oglądania za oknem!

    • Prawda! Ale jest jeszcze jeden aspekt – tablety i telefony podczas jazdy wzmagają chorobę lokomocyjną… I nawet ci rzekomo zdrowi, jak twierdzą rodzice, po jakimś czasie spędzonym nad tabletem nagle słabną. W autokarze to klasyk.

  • „Brak wyrobionej ciekawości świata” – naprawdę brzmi to przerażająco… Strasznie smutny wpis.
    Cała nadzieja w tym, że ludzie z wiekiem mądrzeją 🙂

    • Trochę smutny, ale niestety prawdziwy… Oby jednak sytuacja się już tylko poprawiała. Oby…

  • O pamiątki! To zawsze było najważniejsze! Byłam kiedyś wychowawcą na kolonii i dziewczynka przyszła do mnie z płaczem. Nie wiedziałam o co chodzi, a ona pokazuje mi, co kupiła rodzicom. Na pierwszy rzut oka były to jakieś porcelanowe zwierzątka. Po dokładnym obejrzeniu okazało się, że to są świnki w strojach bardzo skąpych, takich powiedziałabym erotycznych nawet 😀 I takie pamiątki dzieci przywożą 😀

    • Przeróżne! A i sprzedawcy swoje trzy grosze wracają, pamiętam jak na Westerplatte (!) miałam spięcie ze sprzedawcą, który zatrzymał moją grupę wciskając im strzelające diabełki i inną chińską tandetę. Przy samym pomniku! A dzieci biorą, bo pan zachwala…

  • Ja bardzo lubiłam szkolne wycieczki i żałuję że nie było mnie stać na wszystkie szczególnie te dalsze. Ale obiecałam sobie że córce nie będę tego żałować

    • Powiem szczerze że sama jako dziecko też mało jeździłam na wycieczki. Ale zaczęłam nadrabiać z czasem 🙂

  • Ewa Wlaźlik

    Jestem jak najbardziej za! Podróże, podróże i jeszcze raz podróże 🙂

  • Kochana, napisałaś wspaniały artykuł! Chętnie go udostępnię u siebie, mogę? Prowadzę z koleżanką projekt Wychowanie do Osobistego Rozwoju, w którym umieszczamy także treści dla rodzica. Myślę, że Twój wpis mógłby niektórym otworzyć oczy 🙂 „Dzieci niepodróżujące to potem młodzież bez większych ambicji, nie zainteresowana zwiedzaniem, znudzona wszystkim. Jej światem jest hermetyczny świat elektroniki, w którym została wychowana. Czy chcesz, Drogi Rodzicu, by Twoje dziecko wciąż żyło w wirtualnym świecie?” – w punkt!!!

    • Dziękuję za miłe słowa! Ten tekst miał być swego rodzaju apelem do rodziców – zatem oczywiście jak najbardziej niech idzie w świat, będzie mi bardzo miło, jeśli przekażesz go dalej!

  • Rodzicem może nie jestem, ale do mnie to trafia. Widzę ogromną przepaść podróżniczą (i nie tylko), jeżeli chodzi o dzieci (i nie tylko). Pamiętam swoje szkolne czasy, kiedy to nauczyciele (których się szanowało) w roli pilotów, z ogromną wiedzą i pasją organizowali wyjazdy. Nie było telefonów, tabletów, głośniczków, słuchawek (a wcale to tak dawno nie było). Może i trochę marudzenia było, ale nie na taką skalę. Czy wyobrażasz sobie teraz 40 osobową grupę młodzieży w wieku 14-15 lat, którzy szczerze wzruszeni wychodzą z teatralnego spektaklu „Evita”, w autobusie piejąc: „Don’t cry for me Argentina”? Gdzie się to wszystko podziało? W wieku sześciu lat z dziadkami zdobywałam polskie góry i nie pamiętam momentu, żebym skarżyła się na cokolwiek i żeby ktoś miał mnie na rękach nosić. Z każdym rokiem chciałam zobaczyć więcej i wiedzieć więcej i tak mi to już zostało. I w przyszłości nie wyobrażam sobie mojego dziecka z tabletem na szkolnej wycieczce! Utopia?

    • Nie utopia, może tak kiedyś będzie, o ile wirtualna rzeczywistość nie zawładnie naszym światem…

  • A ja uważam, że odpowiedź pół na pół jest „bo mi rodzica kazali” i „bo nie ma lekcji/szkoły/zajęć” 🙂 a co do przeszkód dodałabym wpływ rówieśników. Wiadomo, że nastolatek jest podatny na wpływ grupy – całkiem inaczej zachowuje się sam, inaczej przy rodzicach a inaczej przy kolegach. I mimo że jest zainteresowany, tym co pilot mówi, nie pokaże tego, bo siara – koledzy go wyśmieją i wyzwą od kujonów.
    Niestety teraz wszyscy są zabiegani, zawaleni swoimi sprawami nie mają czasu i chęci poświęcić kilka chwil uwagi innym, w tym własnym dzieciom – włączę telewizor, dam tablet, będę mieć spokój – szybko i wygodnie.

    • A to też prawda, że grupa ma wpływ na jednostkę. Ale przyznam szczerze, że ja akurat nie spotkałam się z tym, żeby niezainteresowani wytykali cokolwiek zainteresowanym. To były takie dwa przeciwstawne światy – jedni zasłuchani w przewodnika, drudzy podpierający murek i narzekający. Każdy sobie. Może to i lepiej…?

  • Mam wrażenie, że jeśli rodzice nie zaszczepią w dzieciakach/młodzieży ciekawości świata, to choćby nauczyciele i piloci wycieczek stanęli na głowie, to ich tym nie zainteresują. Po co coś zwiedzać, skoro dane miejsce można obejrzeć w formie filmiku na YouTube? Po co czegoś doświadczać, skoro można nic nie robić, nie przemęczać się i mieć się dobrze?

  • Chęć, czy niechęć do zwiedzania to w dużej części „moda” żeby zaimponować rówieśnikom, że też „mi zwisa”, a także mało rozbudzona ciekawość świata – od małego! 😊

  • Monika Mizinska

    Hej Asia, super wpis! Podziwiam cierpliwość. Trzeba mieć jej sporo żeby zaszczepić pasję w gnojkach 😀
    „Przeszkadzaczy” jest dużo, a chyba te urządzenia i internet najgorsze 😛

  • O to ja Ci powiem ciekawostkę: dwoje dzieci, wychowanych w tym samym domu, wtedy jeszcze bez tabletów, smartfonów i reszty wynalazków (i faktycznie aż tak strrasznie dawno to nie było – i tej wersji będę się uparcie trzymać). Właściwie to nie rodzice, a dziadkowie z nami jeździli, zwiedzali, opowiadali (a już szczególnie Dziadek). Brat do tej pory na hasło „muzeum” odpowiada grymasem z serii „nie no, naprawdę muszę? zgłupiałaś czy co?” a ja zaczynam szukać okienka z napisem „kasa”. Także to nie zawsze kwestia wychowania – niekiedy osobistych preferencji po prostu. Jego to nie kręci – on woli swoje pasje artystyczne, całe skłonności szwendaczkowe najwyraźniej odziedziczyłam ja 😉

    • Hmm… a to też ciekawy aspekt. Czyli na podejście do zwiedzania mogą mieć również wpływ inne czynniki, tutaj wychodzi na to, że biologiczne. I mamy kolejny temat do rozmyśań 🙂

  • Bardzo mądry tekst! Mam nadzieję, że uda mi się zaszczepić w moich córkach ciekawość świata i zwiedzać będą chętnie, nie tylko zakamarki internetu 😉

  • Dzięki za ostrzeżenie, mój Omen jak narazie z telefonem obchodzi się jak z kaktusem, ale klasę ma tak wredną, że chyba wreszcie się przełamie, żeby się do nich dopasować chociaż trochę :/ Staramy się go gdzieś zabierać, ale nie mamy za bardzo kasy ani czasu jeździć gdzieś dalej…no i Gajowy to zwierze leśne bardziej 😉

    • Wiesz co, tak naprawde tu nie chodzi o wielkie wyjazdy. Wiadomo, że to się wiąże z wydatkami, na które nie wszystkich stać (ja też nie jeździłam na wycieczki z tego powodu). Bardziej chodzi o to, żeby pokazywać świat dziecku, tłumaczyć zależności, uczyć tego, że natura to potęga i że należy o nią dbać i ją szanować. Tak samo z walorami antropogenicznymi. Często zachwycamy się tym,co obce, a zapominamy o najbliższej okolicy. Wszak od naszej „małej Ojczyzny” należy zacząć poznawanie świata! 😉

  • Hmmm a ja dopisalabym jeszcze jeden punkt- bo nie kazda wycieczka trafia w gust kazdego. Ja np kocham podrozowac, ale zorganizowane wyjazdy to cos zupelnie nie dla mnie, dlatego tez wolalam czesto robic sobie ”jaja” ze znajomymi podczas takiego wyjazdu, niz naprawde sluchac przewodnika. Byc moze to domena mlodziezy, a teraz zachowywalabym sie inaczej, nie wiem. Ale na tamten czas wlasnie to byl moj powod do rowniez sredniego zainteresowania. No i klejna sprawa, takie wycieczki czesto maja naprawde napiety grafik i zwiedza sie ustalona scisle trasa, trzyma reke na pulsie i nie ma zbytnio wolnosci- wyboru miejsca czy nawet czasu poswieconego na ogladanie tego czy innego miejsca. Wsrod ”gimbazy” zawsze sa jakies ciekawskie osoby ale nie da sie podpasowac kazdemu stad reakacja grupy moze byc taka a nie inna 🙂

    • Zgadza się. Wycieczki, szczególnie te jednodniowe mają napięty program. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że większość szkolnych wycieczek odbywa się w maju i czerwcu, kiedy jest ciepło i zewsząd kuszą lody, zimne napoje i wystawione pamiątki – łatwo nie jest. A zmęczenie też robi swoje. Racja zawsze jest gdzieś pośrodku.
      Ja też nie powiedziałam, że młodzieży w ogóle nie interesuje zwiedzanie. Po prostu nie jest tak, jakbyśmy może chcieli, żeby było. A może to by było zbyt piękne?

  • Myślę że ciekawość świata wynosi się z domu. Jeżeli dziecko jedyną formę atrakcji jaką znalazłem w towarzystwie rodziców to spacery po galerii… handlowej, to nie będzie się ekscytować muzeum i wycieczkami, które wymagają od niego zaangażowania

    • Właśnie na tym to polega. Nawyki najlepiej wyrabiać od dzieciństwa. Szczególnie te dobre.

  • Dobre. Jestem przekonany, że w ten sam sposób myśleli o nas nasi rodzice. Tylko może urządzenie się zmieniło. Kiedyś było – „ta młodzież żadnych zainteresowań, tylko gapi się w ten telewizor”. Słuszna uwaga, to na rodzicach spoczywa ciężar rozniecenia zainteresowania i nie ma co „zlecać” tego szkole. Dobrze więc nauczyć się rozmawiać z własnym dzieckiem. Poza tym dzieci, młodzież jest zwykle naładowana energią i rozbiegana myślowo. To zbiór kilkunastu, kilkudziesięciu organizmów, z których każdy myśli i rozumuje w inny sposób. Trzeba do nich trafić. Sama nazwa muzeum interaktywnego nie wystarczy.
    Ale jest nadzieja. Ja nie przypominam sobie abym wolał iść do muzeum niż oglądać Rockiego z pirackiej i zamazanej kasety VHS. A dzisiaj chadzam. Może nie szczególnie namiętnie, ale jednak. Więc miejmy nadzieję, że coś z tej młodzieży nieszczęsnej wyrośnie.

  • Świetny tekst i tak marzy mi się, żeby wszyscy ludzie byli ciekawi świata.
    Mam szczęście, że rodzicie od małego gdzieś mnie zabierali, co sprawiło, że na wycieczkach szkolnych byłam chyba jedyną, która jeździła z ciekawości (co więcej, zdarzało się, że jeździłam na wycieczki z innymi klasami) i bywałam zła, gdy omijaliśmy, jakieś niesamowite miejsce, czy gdy skracaliśmy podróż, bo grupa już miała dość. Niestety to uzależnia. Z drugiej strony narzekamy na dzieci, a ja znam dorosłe osoby, które wyjeżdżają gdzieś tylko po to by oznaczyć się na fejsie, pójść do tamtejszego centrum handlowego, czy by upić się do nieprzytomności w hotelu. I potrafię usłyszeć, że najbogatszy i najpiękniejszy kościół danego kraju jest „nudny”, „nieciekawy” i że lepiej posiedzieć na murku ze wzrokiem w telefonie, nie wspominając, że nie ma sensu wchodzić do środka.

    Choć przyznaję, że za czasów szkolnych zdarzali się przewodnicy, którzy gadali coś sobie pod nosem, bez sensu, bez zainteresowania, więc nawet dla mnie to była męczarnia. Nawet ostatnio odwiedziłam Zamek w Łańcucie, gdzie Pani przewodnik (inaczej nie można było zwiedzać), około 70 lat nie czekała na grupę, mruczała sobie coś pod nosem i zamiast opowiadać o tym, jak w tym zamku się żyło, jak to wyglądało, do czego coś służyło, jak zostało zrobione, to rzucała teksty typu „ten żyrandol pięknie się mieni”, „tam stoi piękny posążek psa”, albo opowiadała historię genealogiczną całej szlachty, gdzie nic mi nie mówiło pierwsze nazwisko, nie wspominając o stryjecznej ciotce, która miała męża, który miał brata, który to ożenił się z jakąś kobietą, która miała siostrę i ona była kimś tam. 1,5h zmarnowane, bo ani ja nie obejrzałam zamku, ani niczego się nie dowiedziałam.

  • Nie mam zamiaru odbierać dzieciom dzieciństwa; w rzyszłości również, ale najtrudniej jest rzeczywiście młodych ludzi czymś zainteresować. Czymś, co nie będzie tabletem, komputerem, czy PS3. Dziś tylko ludzie z charakterem, ludzie kreatywni, a z drugiej strony, ludzie, którzy potrafią stworzyć relację z młodzieżą bez nadmiernego wywyższania się, mają szansę na to, żeby młodzież chciała jeszcze dziś zwiedzać świat. To nie jest niemożliwe 🙂

  • Sebastian Wójcik

    Albo czegoś nie zrozumiałem, albo coś tu jest nie tak. Z jednej strony – „nie wysyłajcie dzieci siłą na wycieczkę jeśli nie chcą”, a z drugiej „zabierzcie gdzieś dzieci i jeździjcie z nimi od najmłodszych lat”. To nie jest kwestia tego, że teraz dzieci są inne. Za naszych czasów było to samo. Ciężko zaciekawić historią, sztuką, religią itd. bo i tak ostatecznie interesuje głównie pójście do McDonaldsa. Nie potrafię im nawet mieć tego za złe, sam taki byłem. Właściwie to podróżować zacząłem dopiero w słusznym wieku – mając 23 lata po raz pierwszy zobaczyłem granicę, ale przez ostatnie 5 lat zobaczyłem 35 krajów, więc czuję dysonans poznawczy w stosunku do tego co czytam.

    • Aneta Zajac

      A to nie jest tak, że wystarczy dopasować podróżowanie do wieku dzieci? Przecież nie trzeba od razu im pokazywać Galerii Sztuki XX wieku w Sukiennicach. Są muzea techniki, bajek, parki rozrywki. Można pójść do ZOO z młodszymi, a gimnazjalistom pokazać lochy i narzędzia tortu w zamku. Moim zdaniem to kwestia podejścia i nawet dla dzieciaków podróże mogą być super atrakcyjne. Dobrze pamiętam, że sama zawsze czekałam aż pójdziemy do Maka albo będzie można sobie coś kupić na straganach z pamiątkami. Ale właśnie dlatego, że za moich czasów wycieczki były ultranudne. Nie było wtedy osobnych programów zwiedzania dla dzieci, nikt nie szykował nam atrakcji.

  • Moja Australia

    Kilka lat temu byłam na wycieczce zorganizowanej z chrześniakiem i wszystkie dzieciaki dookoła miały tablety i tylko Kuba nie jako jeden (chociaż miałam w torbie). Razem zwiedzaliśmy i słuchalismy przewodnika, robiliśmy zdjęcia a w autobusie czytaliśmy lekturę szkolną i graliśmy w karty albo statki 🙂

  • Aż dziwię się, że nie nazwałaś tekstu tytułem – 10 grzechów młodego (ewentualnie „szkolnego”) turysty. Niestety w pełni potwierdzam to, co opisujesz. O ile jeszcze kilka lat temu, gdy na dobre wchodziły smartfony problemy były na początku obecnego stadium. To w chwili obecnej młodzież szkolna interesuje się wszystkim byle nie tym, co ma do nich do zaproponowania inny człowiek. Nie ważne kto i co by im proponował. Przykład z dzisiejszego dnia w pracy. Odwiedził nas zawodnik Budowlanych Lublin i członek kadry narodowej w rugby. Chciał poprowadzić zajęcia pokazowe. Jakież było jego zdziwienie gdy z blisko 30 osobowej klasy ćwiczyć chciało tylko 10 osób. Skupienie grupy mimo wielu atrakcyjnych zadań udało się utrzymać tylko przez kilka minut, bo potem następowało znudzenie. I padały tylko pytania czy możemy puścić muzykę z telefonu. Na koniec zajęć nawet dzieciaki nie podziękowały za zajęcia, tylko zrobiły zwrot na pięcie by pobiec do szatni i sprawdzić telefony. Wychodząc z sali o „do widzenia” także zapomniały. Zubożenie młodzieży jeśli chodzi o chęć poznawania świata tego bliskiego – na wyciągnięcie ręki, a tym bardziej tego odległego bardzo zmalała i w krótkim czasie u większości z nich niemal całkowicie zaniknie.

  • Bardzo fajny post, przydatny.
    „Brak wyrobionej ciekawości świata” i „przymus”- to właściwie są dwie rzeczy, przez które dorosły nawet człowiek nie potrafi odnaleźć radości życia, nie dostrzega na co dzień jego piękna. A podróże to właśnie metafora zycia.

  • Karolina Zalewska

    O rety! Nie wyobrażałam sobie że z młodzieżą to taki ciężki orzech do zgryzienia 🙂 Mam trójkę dzieci i od małego jeździmy wszędzie wspólnie, zwiedzamy i oglądamy z zapałem. Myślę że rola rodziców jest tu właśnie ogromna. Skoro młodzież nie widzi „pasji” w tych od których bierze przykład to skąd ma ją czerpać? Smutne to. Życzę duuuużo sił i wytrwałości.

  • Jakby sięgnąć pamięcią wstecz… To faktycznie ja również nie wspominam dobrze wycieczek szkolnych i zwiedzania – głównie tych pod koniec roku szkolnego. Ale prawdopodobnie było to związane z upałami, które im towarzyszyły 🙂

  • Dużo prawdy w tym co piszesz. Rodzicom nie chce sie poświęcać czasu dla dzieciaków, a dzieciakom potem nie chce się już nic. Łatwiej z komórkami się zaszyć. Miejmy nadzieję – że jednak opamiętamy się wszyscy