Jeśli raj w ogóle istnieje, to z pewnością wygląda jak grecka wyspa. Mówię Wam! Wyobraźcie sobie  stromy klif wpadający do morza. Bezkresny horyzont wody z widocznymi wysepkami, bezchmurne błękitne niebo… Wyobraźcie sobie białe domki kurczowo trzymające się stromego zbocza… A w tych domkach niebieskie okiennice i wyróżniające się gdzieniegdzie kopuły w tym samym kolorze, zwieńczone białym krzyżem… Wyobraźcie sobie słońce odbijające się od śnieżnobiałych budynków sprawiające, że wyglądają one na jeszcze bielsze niż w rzeczywistości… Wyobraźcie sobie wąskie brukowane uliczki wijące się niczym labirynt między białymi domkami… Wyobraźcie sobie błogą ciszę, którą przerywa tylko wiatr, odważnie dudniący w opustoszałych po sezonie barach i hotelach… Tak właśnie wygląda raj!

raj

Santorini, wulkaniczna wyspa w Archipelagu Cyklad jest marzeniem wielu osób. To taki „must see” każdego „szanującego się turysty”. Nic dziwnego więc, że ta biedna, mała wysepka (powierzchnia ok. 90 km2) w sezonie przeżywa totalne oblężenie – w przewodniku wyczytałam, że dziennie bywa tu od 50. do 80. tys. turystów, wielu z nich to jednodniowi fakultatywni wycieczkowicze, m.in. z Krety. Wyobrażacie sobie gwar, krzyki, zatłoczone wąskie uliczki, hordy turystów tzw. japońskich, robiących zdjęcia wszystkiemu i wszystkim, wrzeszczące i biegające z lodami dzieci i oczywiście niezawodnych sprzedawców, naganiaczy i ulotkarzy? Ja nie. I dlatego właśnie na pobyt na Santorini wybrałam… styczeń. Nie ukrywam, bilety kupiłam dawno temu podczas „black Friday” w śmiesznej cenie 2€ za lot, co w sumie dało imponującą kwotę 8€ za podróż w obie strony. Aż żal nie wykorzystać takiej okazji! Tak więc na Santorini przybyłam, białe domki zobaczyłam, iście idylliczny klimat poczułam!

rajraj

Bez wątpienia największą atrakcją wyspy (choć nie tylko tej) są charakterystyczne białe domki, zmieniające odcienie w zależności od pory dnia (i z pewnością pory roku). Błądząc krętymi uliczkami i odkrywając coraz to piękniejsze widoki można zupełnie stracić poczucie czasu, a przecież do zobaczenia jest tak wiele! Sama Thira, stolica wyspy, ma mnóstwo do zaoferowania. Jest przecież malowniczo położony u stóp klifu port Skala Firas, do którego można dotrzeć na trzy sposoby: pieszo, po prawie 600 stopniach, w pionie to ok. 200 m (jak dla mnie najlepsza opcja i do tego zupełnie za darmo), kolejką linową (5€ w jedną stronę) lub… na osiołku (5€ w jedną stronę). Tak, dobrze przeczytaliście. Osiołki pełnią na wyspie bardzo ważną rolę zarówno w transporcie towarowym, jak i osobowym, a to ze względu na ukształtowanie powierzchni wyspy i trudną dostępność wielu miejsc. Osiołki na dobre zagościły na wyspie, stając się jej nieodłączną częścią i jednocześnie wizytówką – osiołki można znaleźć na pocztówkach, magnesach, kartach do gry, ręcznikach, fartuszkach kuchennych, kubkach i na czym tylko sobie zamarzycie (tak, tak, komercja nie śpi).

raj

Co więcej? Oczywiście Ortodoksyjny Sobór Metropolitarny, którego mury podobno są bielsze od wszystkich otaczających go budynków. Do środka nie udało mi się wejść – brama i furtka były zamknięte na przysłowiowe „cztery spusty”. Piękna katedra św. Jana Chrzciciela z kolorowym wnętrzem – ciepłymi barwami ścian i kontrastującym, chłodnym, niebieskim wnętrzem kopuły. Na uwagę z pewnością zasługują też muzea – są otwarte w różnych dniach i w różnych godzinach, niektóre placówki czynne są tylko sezonowo. Mnie udało się odwiedzić dwa muzea: nieco przestarzałe Muzeum Archeologiczne (dosłownie jak Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego w Nowej Słupi, tylko ekspozycja nieco inna) oraz Muzeum Prehistorii Thiry – zwłaszcza to drugie robi duże wrażenie, jest nowe, zadbane, ekspozycja jest przemyślana i naprawdę aż miło się zwiedza. Z tzw. „nudnych i wszędzie takich samych” miejsc to tyle.

santo5

Mam tez coś dla poszukiwaczy przygód, którym niestraszne trudy wędrówki, obtarte stopy i walka z własnymi słabościami (wiem z własnego doświadczenia) – szlak turystyczny łączący Thirę z miejscowością Oia. Szlak ten ma długość 10 km, prowadzi wąskimi uliczkami Thiry, Firostefani i Imerovigli, biegnie szczytem klifu, wspina się na wzgórza, by po chwili stromo opaść i oddalić się od brzegu. Trasa nie jest bardzo trudna, ale w kilku momentach można przeżyć poważny kryzys – są strome podejścia i równie strome zejścia po niekoniecznie stabilnym gruncie. Moja dobra rada – bez butów górskich nie wyruszaj, adidasy, ani tym bardziej trampki nie nadadzą się do tej wędrówki (dla chcącego nic trudnego, ale złamana noga albo w najlepszym wypadku potworny ból stóp uniemożliwiający chodzenie nie będzie najlepszą pamiątką z Santorini). Zapewniam jednak, że wszystkie trudy wędrówki wynagrodzą Wam widoki dosłownie zapierające dech w piersiach, bo tylko ze szlaku można zobaczyć raj z innej perspektywy. Leniom i „niedzielnym turystom” zdecydowanie odradzam tę wyprawę – po co mają męczyć siebie i innych…

25

A kiedy już dotrzecie do Oia, możecie zobaczyć „najbardziej komercyjny zachód słońca”. Fakt, słońce nad Oia zachodzi w niesamowity sposób, bawiąc się z obserwatorami, zmieniając odcienie z minuty na minutę, kolorując białe domki na wszystkie odcienie złota, pomarańczy i czerwieni. W sezonie każdego dnia zachód słońca podziwia tam kilka tysięcy uzbrojonych w aparaty turystów, zajmowanie „najlepszych” miejsc rozpoczyna się na długo przed rozpoczęciem gry barw i światła. I wiecie co? Nie chciałabym tam być. Tam, to znaczy w tym tłumie, wśród przepychających się „fotografów” walczących o każdy centymetr przestrzeni. Bo w takim chaosie nie można patrzeć, podziwiać, przeżywać. A zachód słońca widziany tylko przez obiektyw aparatu to żadna atrakcja…

raj

Raj. Tam czas płynie wolniej. Nie ma pośpiechu, korków, klaksonów… Ludzie niespiesznie spacerują, napawając się pięknem otoczenia. Rodzinne tawerny zachęcają zapachami i tradycyjną grecką muzyką (choć niestety chińskie knajpy i kababy też można znaleźć). Mieszkańcy są sympatyczni, mili, serdeczni, otwarci – na ulicach witają się nawet z nieznajomymi, machają, uśmiechają się, zapraszają do rozmowy. Tak cudownie nie czułam się chyba nigdzie (no, może w Bośni tak troszkę). Chętnie wybiorę się na zwiedzanie innych części wyspy. Wciąż czekają na mnie ruiny antycznej Thiry, wioska „Dawne Santorini”, winnice, wyjątkowe czarne, czerwone i białe plaże i mnóstwo innych miejsc. Jedno jest pewne – odwiedzę tę wyspę poza sezonem.

raj

Ale wiecie? Martwię się o ten raj. Boję się, że te niekończące się tłumy turystów zniszczą urodę tej wyspy. Że hordy selfielowersów zostawią po sobie burdel namacalny, w postaci śmieci, ale też burdel w mentalności tych cudownych wyspiarzy. Że ci przesympatyczni ludzie w końcu zamkną się na przybyszów włażących im do domów, żeby zrobić sobie zdjęcie. Że nie wytrzymają rozgrywających się na ich oczach miłosnych historii, kłótni małżeńskich, śpiewów rozrywkowych studentów i narzekań maruderów, którym nie odpowiada nawet odcień wody w morzu.

raj

A Ty, drogi Czytelniku, co wolisz – spokojny raj, czy hałasujące tłumy homowakaciusów?

PS. Więcej zdjęć znajdziecie oczywiście na fb 😉

Podobne Posty

  • Jak to dobrze, że nie przepadam za rajem 🙂 w tym Twoim greckim moja egzystencja to dopiero byłby horror 🙂

    • Mówisz? Aż jestem ciekawa, dlaczego? 🙂
      Dla mnie Santorini jest rajem w zimie. Ale chyba gdybym wybrała się tam w sezonie, to byłoby to dla mnie piekło 😉

      • Juz Cię oswiecam. Schody mnóstwo schodów ja poruszam się na wózku inwalidzkim

        • Już rozumiem, dopiero kiedy przejrzałam Twój profil, to mnie oświeciło. W takim wypadku nie polecam tego raju.
          Hmm, masz może jakieś swoje ulubione miejsca?

  • Zdecydowanie spokojny raj 🙂
    Chętnie zobaczyłabym ten jak to ujęłaś „komercyjny zachód słońca” 🙂 A co do butów to na takie piesze wędrówki chyba dobre są trekingi chociaż pewnie byłoby w nich gorąco 😀

    • Wiesz, jak żałowałam, że moje trekingi są w Polsce? Pal sześć ciepło, liczy się wygoda! 🙂
      A sformułowanie „komercyjny zachód słońca” zaczerpnęłam akurat z przewodnika 🙂

      • No właśnie ja teraz wszędzie zabieram trekingi jeśli w planach są długie wędrówki, gorzej tylko jak leci się samolotem. Ja mam zawsze problem żeby zmieścić się w walizkę a co dopiero takie trekingi tam wsadzić 😀

  • Ciekawie i na bogato, zwłaszcza jeśli chodzi o zdjęcia. 😉

  • Na Santorini jeszcze nie byłam, ale na innych greckich wyspach owszem. Są piękne, ale raj to okolice włoskiego Sorrento <3

  • Wiele pozytywów słyszałam o Santorini, jednak nigdy tam nie byłam. Tak czy inaczej, zdjęcia ogromnie kuszą.

  • Przepłaciłaś za te bilety zdecydowanie 😀 Aż trudno mi czasem sobie wyobrazić, że nie dotarliśmy jeszcze na żadną grecką wyspę! Santorini to zdecydowanie must see 🙂 Jaka pogoda była?

    • Koniecznie, Santorini po prostu trzeba zobaczyć! Pogoda – słonecznie, jak widać na zdjęciach, było 20 stopni, akurat mieliśmy szczęście. Ale następnego dnia padał deszcz i wiał bardzo silny wiatr, przez co przez 5 godzin byliśmy uziemieni na lotnisku.
      Zimą na greckich wyspach trzeba mieć szczęście, bo z tego, co słyszałam, wiatr bardzo często krzyżuje plany podróżnikom chcącym uniknąć sezonowego tłumu. I właśnie ta niepewność jest tu najgorsza.

  • Uwielbiam Grecję szczególnie piękne wyspy i biało-niebieskie domy.

  • Wygląda tak pięknie – szkoda, że nigdy nie byłam:(. Muszę się kiedyś koniecznie wybrać.

    • Odwiedź koniecznie, ale poza szczytem sezonu. Wśród tłumów nie da się poznać ani tym bardziej zakochać w tej wyspie.

  • Oj też chciałabym tam być przed sezonem. W sezonie wyobrażam sobie tych ludzi którzy nawet nie patrzą na ten zachód słońca tylko bezmyślnie trzaskają zdjęcia a później się chwałą, że tu byli.
    Czytam poraz kolejny ten post i się zachwycam:)

  • Czytając Twoją relację aż zatęskniłem za wakacjami nad morzem, za jakimś cichym nadmorskim zakątkiem gdzie można poleniuchować. Może w końcu w przyszłym roku mi się uda 🙂

  • Marzena Kud/Fitspirit

    Piękne zdjęcia