Ostatnimi czasy coraz częściej rzuca mi się w oczy spór turysta vs. podróżnik. Powstają coraz to nowe zestawienia pozwalające odróżnić w tym otaczającym nas gąszczu tych dobrych od tych złych. Tych modnych, od tych passé. Serio? Wierzycie w te bzdury?

Powiem Wam jedno. Studia uwrażliwiły mnie na otaczający nas świat. Praca w branży też zrobiła swoje. Turystyka nie jest już dla mnie tym samym, czym była 5 lat temu (ach, jak ten czas szybko mija…). Ba, okazało się, że zaczynając studia niewiele wiedziałam o niej i jej ogromie. Dzięki kilku mądrym ludziom, których spotkałam na swojej drodze, turystyka stała się moją pasją i życiem. Wręcz świętością. Nie waham się sprostować bzdur, jakie opowiadają „globtroterzy” widzący świat z poziomu hotelowego basenu. Nie boję się otwarcie krytykować plastikowych pseudoatrakcji turystycznych, do których lgną żądne rozrywki homowakaciusy. Nie jestem dyplomatką, kiedy coś razi mnie w oczy. Cóż, taka moja natura, nie bez powodu mam przydomek „wredna”.

Ale do rzeczy

Jakiś czas temu przeglądając różne strony internetowe natrafiłam na tekst, w którym autor skarżył się na turystów, traktował ich jak zło całego świata. Sam podkreślał, że nie jest turystą, tylko podróżnikiem i że czuje się urażony, kiedy ktoś mówi o nim „turysta”. Przeczytałam inny jego tekst – zestawienie iluś tam różnic pomiędzy turystą a podróżnikiem, różnic typowo skrajnych, tak jakby turystyka i podróżowanie były zupełnie innymi światami w odległych galaktykach. Patrzę na info o autorze – kilkunastoletni chłopak. Przeglądam więcej jego tekstów, w których opisuje odwiedzane miejsca. Praktycznie same znane, typowo turystyczne miejsca. Z jego opisów przebija pewność siebie, przemądrzanie się i cwaniactwo. Wiele tematów porusza po łebkach, bez wnikania w szczegóły, bez dokładnej analizy problemu – zwłaszcza tematy turystyczne. I łatwo się domyśleć, że należy raczej do tych, którzy mają wszystko i pieniędzy delikatnie mówiąc, nie liczą. To przykład jeden z wielu.

turystą

Internety nie kłamio!

Mogę się założyć, że na pytanie „kim jest turysta?” większość z Was odpowie coś w stylu „ktoś, kto dużo podróżuje i zwiedza”. Pięknie! Tylko skoro turysta podróżuje, to co robi podróżnik? Dokładnie to samo! Sekret tkwi jednak nie tylko w tym, CO się robi uprawiając turystykę, ale przede wszystkim JAK się to robi.

Wujek Google wie wszystko. Wujek Google podaje niezliczone ilości stron wyjaśniających różnicę pomiędzy turystą a podróżnikiem. I tak turystę najłatwiej rozpoznać po wielkiej walizce, tym, że wyjeżdża z biurem podróży, porusza się w stadzie, potrzebuje jakiegoś guru (najlepiej pilota albo rezydenta, chociaż on i tak nie zna się na swojej robocie), robi milion zdjęć, które ekspresowo trafiają na wszystkie sociale, jest w stanie kupić każdy badziew, jaki ktoś przedstawi mu jako autentyk, jest hałaśliwy i ogólnie wszędzie robi wiochę. A, i swoje wrażenia z pobytu w Egipcie uzupełnia monologiem o tamtejszej kulturze i sytuacji społeczno-gospodarczej mimo tego, że przez 2 tygodnie nie wystawił nawet nogi ani innej części ciała za bramę hotelu. Żenada, no po prostu żenada.

Za to podróżnik… O, to jest gość! Kierowany instynktem porzuca wygodne życie, zabiera wielki plecak i namiot i wyrusza w świat. Odkrywa nowe lądy, poznaje autochtonów, czasem niczym Bear Grylls odkrywa w sobie komandosa (najczęściej jak skończą mu się pieniądze albo miejscowa ludność nie okaże się tak gościnna, jak myślał). Podróżnik żyje w zgodzie i harmonii ze wszystkimi i wszystkim. Ludźmi, roślinami, zwierzętami. Czasem nawet sam ze sobą. Brzydzi się luksusu i wygody. Jedzie tam, gdzie go poniesie chwila. Zawsze i wszędzie chce być sam. Albo z naturą. Albo z tubylcami. Ach, podróżnikiem być…

turystą

„Lepsi” i „gorsi”?

Pożartowali? To teraz na serio. Powyższe charakterystyki to wielki skrót tego, co o  turystach i podróżnikach w każdej chwili możecie znaleźć w internecie. To jak taki system zero-jedynkowy. Turysta albo podróżnik. Czarne albo białe. Nie ma niczego pośrodku.

Tylko że to ściema. Ściema i niesprawiedliwość. Ba, krzywdzenie wielu osób stereotypowym myśleniem poprzez wrzucanie do jednego worka ludzi tak odmiennych jak królowa Elżbieta II, Nergal, Usain Bolt i tybetański mnich. W turystyce (choć nie tylko) wiele rzeczy nie jest wcale tak oczywistych, jak mogłoby się wydawać i nie można ich zamknąć w ramę jednej definicji. Tak jest też z turystą i podróżnikiem.

Przykład 1: przebywając na stypendium w Grecji podjęłam spontaniczną decyzję o wyjeździe do Kosowa. Sama zorganizowałam wyjazd, rozmawiałam z miejscowymi, poznawałam burzliwą historię stolicy, kontemplowałam widoczne krajobrazy i przeżyłam niezapomniane emocje, m.in. wtedy, kiedy kierowca nie chciał zabrać mnie z powrotem do Macedonii pomimo tego, że miałam wykupiony bilet. To, co zobaczyłam i poczułam sprawiło, że w moim sercu został odciśnięty ślad. Teraz, po wizycie w Kosowie nic już nie jest takie samo… Ale! Na miejscu nie byłam sama, bo pojechaliśmy w sześcioosobowej grupie, robiłam sporo zdjęć, z których część znalazła się w sieci, zjadłam obiad w restauracji i kupiłam kilka pocztówek (drogich!). Wystąpiłam w roli turysty czy podróżnika?

Przykład 2: w ubiegłym roku wyjechałam jako jedno z ogniw grupy zorganizowanej do Bośni i Hercegowiny. Na miejscu spotykałam się z grupą tylko podczas posiłków (a i to nie zawsze) no i w pensjonacie, kiedy przychodziła pora na sen. W międzyczasie spędzałam mnóstwo czasu z „tambylcami” usiłując zrozumieć ten dziwny serbsko-chorwacko-rosyjsko-jakiś język. Poznany na miejscu właściciel sklepiku został moim przewodnikiem, oprowadzał po okolicy, dał możliwość próbowania lokalnej kuchni, pokazał mi miejsca których moja grupa nie miała możliwości zobaczyć. Zakupy robiłam w miejscowych sklepikach kupując lokalne produkty, do domu przywiozłam produkowane przez rodzinę mojego bośniackiego przewodnika dżemy i nalewkę. W międzyczasie wyskoczyłam nawet za granicę, podczas gdy moja grupa kolejny dzień spędziła w tym samym miejscu. Byłam turystą czy podróżnikiem?

Takich przykładów mogłabym Wam podać wiele, ale to nie o to chodzi. Zobaczcie, cechy podróżnika i turysty towarzyszyły obu moim wyjazdom. A jakbym wyruszyła w Polskę mając jedynie rower, plecak i namiot to byłabym podróżnikiem? Albo jakbym z plecakiem wyruszyła na stopa do Chin? A gdybym pojechała na wczasy all inclusive na Karaiby to byłabym turystą? Nie wszystko jest tak oczywiste.

Pranie mózgu zawsze spoko

Kto kojarzy Wam się ze słowem „podróżnik”? Zapewne prędzej czy później pomyślicie o Martynie Wojciechowskiej, Beacie Pawlikowskiej, Wojciechu Cejrowskim, Marku Kamińskim czy Aleksandrze Dobie. Tych sławnych, nagłośnionych przez media twarzach. Wydających książki, mających własne programy, będących gośćmi spotkań, targów, wystaw czy telewizji śniadaniowych. Tych, którym w drodze towarzyszy ekipa filmowa (no, poza Olkiem Dobą, bo on rzeczywiście swoim kajakiem przemierza świat w samotności) i cały sztab ludzi, dbający o to, by widz w zaciszu własnego domku zobaczył autentyczność i świat, jakiego zwykły śmiertelnik zobaczyć nie może. Tak, to takie… prawdziwe. Autentyczne.

A czy potraficie słowo „turysta” skojarzyć z jedna osobą? Obawiam się, że może to być trudne, bo albo nie będziecie w stanie wyobrazić sobie jednej konkretnej osoby, albo zobaczycie zbiorowy portret „Januszy wypoczynku”. Bo turyści, jako indywidualiści nie są kreowani przez media. A my przecież łykamy wszystko, co zaserwują nam w tv, kolorowej prasie czy serwisach plotkarskich, tylko otwarcie się do tego nie przyznajemy.

Słychać coraz więcej głosów “Nie obrażajcie mnie, nie jestem jakimś tam turystą! Jestem podróżnikiem!”. Wiecie, jak na nie reaguję? Mam ochotę odpowiedzieć „Jesteś idiotą. A na pewno nie podróżnikiem”. Bo bycie podróżnikiem jest teraz modne, a jak coś jest modne, to banda nie potrafiących robić użytku z mózgu idiotów podąża za trendem.

turystą

Jestem turystą i się tego nie wstydzę

Prywatne wyjazdy zazwyczaj organizuję sama. Biorę walizkę, szukam jakiegoś hostelu. Pakuję mapę i przewodnik, koniecznie przygotowuję się merytorycznie i organizacyjnie do wyjazdu. Lubię próbować różnych smaków, odwiedzać zarówno te znane, jak i mniej popularne miejsca. Uwielbiam kontemplować piękno przyrody czy zabytki kultury w samotności i ciszy. Staram się nawiązać kontakt z mieszkańcami miejsca, w którym przebywam i uzyskać od nich cenne wskazówki. Zawsze szanuję obce miejsce, ludzi i kulturę, w której jestem tylko gościem. Powiedzcie, czy to, co robię, jest złe? Czy to powód do wstydu? Jestem turystą. I nie, nie wstydzę się tego!

Prawdziwych podróżników już nie ma. Minęły już te czasy, kiedy na mapie były jeszcze białe plamy, a całe ekspedycje wyruszały, by odkryć nowy ląd, czasy, kiedy to podróżnicy z plecakiem wyruszali, by dotknąć nieznanego. Plecak nie uczyni Cię podróżnikiem. To Twoje podejście do świata, Twoje myślenie i zachowanie może dać Ci kilka cech podróżnika. Czy Twoim zdaniem podróżnik nie śpi czasem w hotelu, nie je w restauracji, czy nie robi zdjęć? Oczywiście że to wszystko robi! Tylko trzeba to robić umiejętnie i z umiarem.

A zamiast za wszelką cenę chwalić się wszystkim, że jest się podróżnikiem, a nie, broń Boże turystą (a fe, co sobie ludzie pomyślą!) lepiej przyjrzeć się swojemu życiu i stylowi podróżowania i… dokonać zmian. Zamiast udawać kogoś, kim się nie jest (sorry, na moje oko 90% „podróżników” to samozwańcy) lepiej popracować nad tym, co się ma. Czy bycie świadomym turystą jest gorsze od bycia podróżnikiem? A może to to samo? Zamiast toczyć spór terminologiczny, ba, wręcz nazewniczy zacznijmy szanować świat i siebie nawzajem. Otwórzmy się na innych. Jesteś w Juraparku? Super, to jeszcze wyjdź za jego bramę i zobacz, co jest dookoła, dowiedz się czegoś o miejscu, w którym jesteś. Nie czekaj, aż wszystko zostanie Ci podane na tacy. Nie bądź marionetką w rękach przewodników turystycznych, które mówią gdzie jechać, co zobaczyć, ile zapłacić za bilet, co zjeść i ile czasu tam spędzić. Wyjdź poza schemat. Nie traktuj jednej małej książeczki jak Słowa Objawionego. To tylko wskazówka. Przewodnik nie zagwarantuje Ci emocji, które zapamiętasz na długo. Otwarcie na otoczenie – tak. I w ten sposób uczynisz pierwszy krok w kierunku bycia świadomym!

turystą

  • Turysta czy podróżnik to kolejne etykietki. Tak naprawdę wszystko zależy od naszego stosunku do własnych wyjazdów i jak wykorzystamy dany nam czas. Owszem jadąc bez biura podróży mamy tą swobodę i możemy chociażby patrzeć na jakiś posąg nawet 3 godziny jeśli przyjdzie nam ochota, z grupą już tej swobody nie mamy. Różnica zaczyna się tam, kiedy nawet z taką grupą potrafimy wyjść poza schemat, poznać jakieś miejsce ponad programowo i zachowywać się z poszanowaniem kultury i kraju, który się odwiedza. Nie zawsze mogłam jechać, gdzieś na własną rękę, ale to nie znaczy że staję się w ten sposób „typową turystką” siedzącą w hotelu lub chodzącą tylko i wyłącznie krok w krok za pilotem/przewodnikiem i nie interesującą się niczym poza pamiątkami. Dla mnie podróżnik i turysta, to po prostu osoba goniąca za światem i doceniający różnorodność i bogactwo, które świat dostarcza, z tą różnicą że turystę z reguły ogranicza grupa i główne punkty programu, ale nie znaczy że wtedy jest gorsza od podróżnika z plecakiem. 🙂

    • Bardzo, ale to bardzo mądry i wartościowy komentarz! Mam wrażenie, że jesteśmy zbyt stereotypowi, wszystkiemu i wszystkim doklejamy łatki.
      Tylu podróżników naokoło, że nie wiem jak oni się mieszczą z tym swoim wielkim ego! Prawda jest taka, że prawdziwy podróżnik będzie robił swoje w ciszy i spokoju, pewnie nawet niewiele mówiąc innym. A pseudopodróżnik, czyli ten samozwańczy z wielkim ego robi wszystko na pokaz, byleby tylko w czyichś oczach być cool. Ech, książkę można napisać…

  • Też jestem turystką i jakoś mi z tym dobrze 🙂 nie będę się z nikim kłócić o miano podróżnika 🙂

  • A turysta i podróżnik to nie to samo? Dzizas, całe życie w kłamstwie żyłam…A tak serio, to mnie dziwi że ludzie sobie takie problemiki wymyślają… chcesz spać w namiocie, śpij;chcesz spać w hotelu 5gwiazdkowym, też śpij. Żyjmy i dajmy żyć innym, tak po prostu…

    • To niestety nie to samo. A wytłumaczenie subtelnych różnic zajęłoby jeszcze pokaźniejszy tekst. Ale bardzo podoba mi się Twoje podejście do tematu – zdrowe i rozsądne. Dzięki serdeczne! 🙂

  • Te sztuczne podziały na początku mnie drażniły, teraz ignoruję każdego, kto na siłe probuje pokazać, jaki to podróżik jest lepszy od turysty bo na własną rękę, bo poza szlakiem, bo to, bo tamto. A prawda jest taka, ze wielu tych jeżdżacych na własną rękę potrafi spędzić cały dzień w guesthousie z grupą sobie podobnych , popijając piwo i nie poznając w ogóle odwiedzonego kraju. Z kolei spotkałam wielu turystów „zorganizowanych”, o otwartym umyśle i ciekawości świata. Szufladkowanie jest moim zdaniem bez sensu.

    • Zgadzam się. Niech każdy uprawia turystykę w zgodzie z własnym sumieniem i ogólnie przyjętymi zasadami, tylko na litość niech swoje przechwałki schowa do tego wielkiego plecaka czy tam walizki.

  • Spór turysta vs podróżnik trwa od dawna i pewnie nigdy się nie skończy. Chciałam o tym pisać magisterkę, ale na szczęście dość szybko doszłam do wniosku, że ten temat, to studnia bez dna. Wszyscy jesteśmy turystami…ważne, żebyśmy byli turystami świadomymi!

    • Ja w podobną studnię wpadłam wybierając temat o pułapkach turystycznych. Matko, nie wiem kiedy to skończę 🙂

  • Ja kiedyś wpadłam w ten obłęd etykietek. Kupiłam plecak, powiedziałam, że będę jeździć jak najtaniej, jeść jak najtaniej i spać za kilka groszy. Nie wytrzymałam – kocham poznawać nowe miejsca, podróżować, zwiedzać, czasem zgubić się w całkiem nieznanym miejscu, poznać inną kulturę, smaki, czy ludzi ale uwielbiam również dobre restauracje i wygodne łóżko. Wolę zwiedzać sama, odkrywając krok po kroku miejsca, ale nie wyobrażam sobie braku wygody. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie wyjazdu po to by siedzieć w hotelu (to zawsze mnie irytowało). Przestałam się nad tym zastanawiać kim jestem, bo to co robię, po prostu mi odpowiada. I niech mnie nazywają jak chcą. 😉

    • Dokładnie – jak zwał, tak zwał! Grunt to żyć w harmonii ze sobą i światem.

  • Ciekawy temat i wpis, cieszę się, że na niego trafiłam 🙂

    Szczerze mówiąc nigdy nie rozróżniałam turysty od podróżnika (tak jak zamiennie mówię „dom” i „mieszkanie” 😉 ). Gdybym miała już coś wymyśleć to pewnie w pierwszej chwili pomyślałabym, że turystyka jest w ramach najbliższej okolicy, a podróż odbywa się już gdzieś dalej… 🙂

    Nie widziałam co prawda jeszcze tych internetowych porównań między turystą a podróżnikiem ale zastanawiam się czy miejscowości turystyczne i pracujący w nich ludzie – w hotelach, restauracjach, muzeach, na bazarach… i wszędzie indziej – też zgodziliby się z poglądem, że „turyści są złem całego świata”, zwłaszcza Ci zorganizowani w większe grupy i kupujący dużo pamiątek 🙂 Turystyka daje pracę wielu ludziom i utrzymuje wiele rodzin. Ważne jest oczywiście to, żeby nie degradować przy tym wszelkich okolicznych walorów.

    Osobiście lubię załapać się na przewodnika – zazwyczaj mówił dużo rzeczy, których nie znalazłam lub nie szukałam w internecie. Przewodnicy np. w parkach potrafią pokazać rośliny, zwierzęta i zjawiska, których sama nie szkoląc się w takim kierunku bym nie rozróżniła. Lubię przewodników 🙂

    • Ja też – ale tutaj miałam na myśli przewodniki książkowe 😉 Przewodnicy to wspaniali ludzie, posiadają tak ogromną wiedzę, że za każdym razem nadziwić się nie mogę 😉

  • Zwal jak zwał. A ja powiem tylko tyle, że każdy sobie rzepkę skrobie 😉 Ja podróżuje wedle swoich wartości, potrzeb, upodobań i zgodnie ze swoim stylem życia i tak mi jest dobrze. Jednocześnie wiem, że każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby, i ja to szanuję. Pozdrawiam, Daria xxx

  • Z „prawdziwymi podróżnikami” jest trochę jak z hipsterami. Wydaje im się, że są tacy niepowtarzalni, że podążają za głosem serca w nieznane reszcie ludzkości rejony. Tymczasem okazuje się, że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności trafiają do hosteli, knajp pełnych identycznie wystylizowanych osób z taką samą (oczywiście unikalną 😄) filozofią życiową. Nie ma nic złego w przynależności do jakiejś grupy, ale po co dorabiać do tego ideologię i na siłę udowadniać sobie i światu, że jest się wyjątkowym i najlepszym?
    Ważne jest promowanie świadomego podróżowania, a nawet piętnowanie pewnych szkodliwych zjawisk w turystyce, ale po co komu etykietki?

  • Mi podróżnik kojarzy się z wyjazdami w nieznane miejsca, szukający przygod, czegoś nowego. A turysta raczej zachowawczo zostający w miejscach znanych i popularnych;)

  • Ojej, jak dobrze nie widzieć o niektórych sporach pod internetową pokrywką. Zawsze wydawało mi się, że jestem turystą i to raczej pozytywne określenie. Dla mnie podróżnictwo to raczej sposób na życie, typ zawodu. A pokora przydaje się wszędzie i tyle.

  • Podobno ludzi można z grubsza podzielić na dwie grupy: podróżników i turystów. Tfu – chciałam napisać – tych, którzy nie dzielą ludzi na grupy i tych, którzy dzielą.
    Sama staram się nie dzielić; wydaje mi się zresztą, ze ci, którzy koniecznie próbują dzielić robią to, żeby się dowartościować. „Turysta” jest passe więc ja tytułuje siebie „podróznikiem” i od razu wzrasta mi poczucie własnej wartości, oddzielam się od wszystkich „januszy zwiedzania”. Chyba tak to ma działać.

  • Ta dyskusja była, jest i pewnie będzie. Brakuje mi słowa na nazwanie siebie – po angielsku najlepiej byłoby mnie określić zwrotem „holiday-maker”, bo to jest dokładnie to co robię – a że czasami zdarza mi się spać w hamaku w dżungli, a innym razem w niezłym hotelu ma mniejsze znaczenie, bo ja po prostu jeżdżę na wakacje, a każde wakacje mnie cieszą.

  • Jednym z pierwszych tekstów na blogu, jakie popełniłam, było obalenie różnic między podróżnikiem a turystą. I mnie wówczas rozbawiły te pełne oburzenia porównania w sieci 🙂 Dziś stawiam raczej na autentyczne przeżycia, uważność, odpowiedzialność za tych, których zabieram w podróż, za tych, których spotykam na miejscu i za to, z czym i jakimi ich zostawię odjeżdżając. Nie ważne, czy organizuje podróż dla dwojga czy zabieram ze sobą autokar turystów, podejście staram się przekazać każdemu, uwrazliwiac zamiast krytykować wybory.

  • Mi się wydaje, że nikt nie chce być nazywany turystą, bycie nim kojarzy się z tłumem w najbardziej obleganych miejscach tylko po to, żeby zrobić sobie „selfiaczka” a potem pokazać rodzinie, znajomym – własnie z tym mi sie koarzy turysta, czy źle? Nie wiem, pewnie każdy ma coś w sobie z turysty i podróżnika i czasem granice się zacierają 🙂

  • Tak się zastanawiam … siebie bym nazwał niedzielnym turystą a podróżnikiem osobę, którą tu wymieniłaś M.W. Każdy zwiedza tak jak lubi i wybiera dogodny dla siebie sposób. Mnie drażnią osoby, które muszą mieć podane wszystko na widelcu. To nawet nie jest niedzielny turysta tylko – zmanierowany turysta do kwadratu.

  • w Punkt 🙂 nie lubię wczasów zorganizowanych, chodzę swoimi drogami, ale nie nazwę się podróżnikiem, jestem po prostu świadomym turystą. Nie odkrywam nowych lądów, nie wytyczam ścieżek na mapie. Choć większość znajomych nazywa mnie podróżnikiem 😉 Pewno dlatego, ze mam plecak i byłam w Laosie 😉

  • polegytravels

    Nigdy nie rozumiałam tego podziału. Prawdziwych podróżników już dla mnie nie ma bo już nie odkryjemy niczego nowego. Natomiast możemy opowiadać, pisać o czymś z naszego punktu widzenia. Ja lubię sama organizować sobie wyjazdy, bo wtedy wychodzi to taniej, poza tym lubię szukanie lotów, nocelgu itd. Sprawia mi to frajdę 🙂 Podróżnikiem się nie nazwę bo podróżnikiem to był Tony Halik. A dla ludzi w poszczególnych krajach i tak byłam turystką 😉 Całkowicie mi obojętne jak ktoś podróżuje, jakie miejsca zwiedza. Ja lubię zobaczyć tzw „must see”. Ciężko na przykład, żebym w Paryżu omineła Wieże Eiffla, albo Taj Mahal w Agrze, bo to takie „turystyczne” 😛 No nie, takie miejsca też odwiedzam i odzwiedzać będę, a przy okazji też miejsca mniej znane. Chyba więc jestem gdzieś pomiędzy 🙂

    • Jesteś zła! Powinnaś w ogóle ominąć Paryż, on jest dla turystów :p
      A tak na serio to zgadzam się z Tobą co do słowa! Kolejny świetny komentarz tego zjawiska. Dzięki 🙂

  • Ja jak na razie nie jestem nikim. Ale ale chce podróżować nie po hotelach, a po domach, namiotach, motelikach, nie na tydzień a na kilka miesięcy w jednym miejscu. Nie mam zamiaru siebie nazywać, etykietować, po prostu tak chce to robić 🙂 jak ktoś to odbiera? Nie wiem i mało mnie to obchodzi.

  • Satya

    Często jeżdżę sama, z plecakiem, na stopa lub jakimkolwiek środkiem transportu. Czasem jest to wykorzystywanie czasu wolnego na kilkumiesięcznej zagranicznej delegacji. Dla mnie podróżnik to osoba w podróży, każdej. Turysta to taki zwiedzający podróżnik. I choć są turyści masowi i indywidualni, to dalej turyści.
    Turysta jest pojęciem dość nowym, z ostatniego wieku. Bo teraz każdy jedzie zwiedzać, nawet jeśli robi to porządnie.

  • Ja już od dawna rekomenduję, aby uprościć dyskusję do prostego stwierdzenia – wszyscy jesteśmy turystami.

    Dyskusja toczy się od długiego czasu i jest jałowa. Najczęściej ci, którzy pretendują do bycia „podróżnikami” i tak siebie nazywają, są po prostu turystami innego typu. Wszystko to, co robimy, jest częścią gigantycznej gałęzi gospodarki, i tyle.

    Aleksander Doba jest podróżnikiem-wyczynowcem dla mnie. Bo ile osób przepłynęło Atlantyk kajakiem? Czy ktoś kto jedzie rowerem przez Azję jest podróżnikiem? Niekoniecznie. Bo są takich tysiące. Jak Atlantyk zacznie się korkować kajakami, to i to stanie się turystyką.

    Pozdrawiam, świadomy-turysta.

    • Super komentarz tego zjawiska! Zobacz – Mount Everest też był kiedyś dostępny tylko dla nielicznych, teraz ustawiają się całe kolejki turystów, niekoniecznie przygotowanych i świadomych tego, na co się porywają…
      I masz rację – wszyscy jesteśmy turystami. Między sobą się różnimy, turystykę uprawiamy na różne sposoby, ale nikt nie jest lepszy przez to, że uważa siebie za podróżnika i wszystkim naokoło wciąż to powtarza..

  • Ja używam obu słów zamiennie. Może to błąd, może faktycznie są w tym, jak to ujęłaś w jednym z komentarzy, „subtelne różnice”, ale moje zdanie jest takie, że skoro wyjeżdżam gdzieś w celach „turystycznych” to jestem turystą, ale skoro to i tak jest „podróż” to jestem też podróżnikiem. :))

    A wszystko to i tak semantyka. Bo do tego dochodzi też „autostopowicz”, który może być i podróżnikiem i turystą jeśli się uprzemy przy definicjach, piechur- dokładnie to samo, żeglarz i tak dalej.

    Jak zwał tak zwał, byleby każdy z nich pamiętał o tym co jest najważniejsze w wyjazdach- wczucie się w klimat odwiedzanych miejsc. 🙂

    • Zdecydowanie! Turystyka jest o tyle trudna dziedziną, że nie wszystko można zamknąć w ramy jednej definicji, a wiele pojęć nie zostało jeszcze do końca zdefiniowanych… Dyskusja „turysta” czy „podróżnik” to jak szklanka „do polowy pusta” czy „do połowy pełna” 😉

  • Nie lubię takiego kategoryzowania. Podobnie, jak w pewien sposób śmieszy mnie spór o nazewnictwo: podróż, wycieczka, wyprawa. Ludzie, nie wiadomo dlaczego, ale uwielbiają ze sobą rywalizować. I zamiast cieszyć się z własnego wyjazdu, doszukują się „problemów” w cudzych – by tylko udowodnić „to ja jestem lepszy”

  • Ja bym niczego ani nikogo nie katalogowała. Niech każdy z nas wybiera taki rodzaj turystyki, jaki mu odpowiada. Jeden potrzebuje zorganizowanej, ściśle wytyczonej przez przewodnika trasy, inny będzie w raju mogąc zwiedzać bocznymi drogami. Ważne, by z podróży wynieść jak najwięcej dla siebie, by się rozwijać, otwierać umysł na innych.

  • Justyna Szmuc

    Myślałam, że turysta i podróżnik to samo a tu prosze..

  • „Patrzę na info o autorze – kilkunastoletni chłopak. Przeglądam więcej jego tekstów, w których opisuje odwiedzane miejsca. Praktycznie same znane, typowo turystyczne miejsca. Z jego opisów przebija pewność siebie, przemądrzanie się i cwaniactwo. Wiele tematów porusza po łebkach, bez wnikania w szczegóły, bez dokładnej analizy problemu – zwłaszcza tematy turystyczne.”

    Trzeba przyznać – młodzi mają tupet i wyjątkową pewność siebie 🙂 Ale jak sobie przypomnę stare dzieje, to od razu wpada mi do głowy fraza: „nie pamięta wół, jak cielęciem był” 😉

  • Jestem ciekawa co to za chłopak. Chociaż mam jeden pomysł. Osobiście nienawidzę cwaniaków i ludzi z broda w górze. Podróżnik czy turysta? Sama nie wiem. Podróżnik zawsze kojarzył mi się z dłuższą wyprawą, pewnym ryzykiem. A turysta z osoba, która odwiedza znane i lubiane miejsca. Jednak nie mam potrzeby takiego rozdzielania.
    Buziaki

  • Anna Mierzyńska

    A ja po prostu sobie jeżdżę, bez dobierania etykietek, określeń, nazw… Jadę – i jestem. Robię zdjęcia, bo to kocham. Nie muszę nazwami dodawać wartości swoim wyjazdom, nie muszę dowartościowywać sama siebie tym, że jestem lepsza od kogoś innego. I współczuję tym, którzy muszą.
    P. Tak sobie myślę, że prawdziwym podróżnikiem się człowiek staje, a nie od razu nim jest….

  • A ja powiem tak: ja po prostu lubię podróżować i nie interesuję mnie czy jestem zaliczana do „lepszego” czy „gorszego” sortu, robię to na swój sposób i tyle! 😀