Animator? Wychowawca? Kierownik? Instruktor? Żaden problem! Jak dobrze poszukasz, to w maksymalnie kilka dni zdobędziesz piękny certyfikat z Twoim imieniem, nazwiskiem i wielką pieczątką potwierdzający Twoją… właśnie, co? Chyba głupotę! Wszystko online – ach, ta technologia…

 

Nasze piękne studia

Zapewne wielu z Was zdaje sobie sprawę z tego, że żeby pracować w turystyce wcale nie trzeba mieć skończonych studiów. A już na pewno nie z turystyki! Ciekawe, co nie? Przecież studia tak wspaniale przygotowują do zawodu, zgodnie z efektami kształcenia nabywamy wiedzę, umiejętności oraz kompetencje społeczne niezbędne do pracy w branży. Na potwierdzenie moich słów przykładowe „reklamy” kierunku turystyka i rekreacja z polskich uczelni:

Kierunkowa wiedza i nabyte praktyczne kompetencje otworzą przyszłym absolwentom wiele możliwości zatrudnienia w przedsiębiorstwach turystycznych, hotelach, ośrodkach wypoczynkowych oraz w branżach pokrewnych, a także przygotują do podjęcia samodzielnej działalności usługowej w tym zakresie (uczelnia A, kto chce, ten znajdzie).

Absolwent posiada umiejętności pozwalające na planowanie i realizację przedsięwzięć w zakresie turystyki i rekreacji, przygotowanie oferty turystycznej i rekreacyjnej dla różnych grup odbiorców, oraz nawiązywanie kontaktów i komunikowanie się w co najmniej jednym języku obcym. Absolwent jest przygotowany do prowadzenia własnej działalności gospodarczej, a także do pracy w sektorze turystyki krajowej i zagranicznej (hotele, domy wypoczynkowe, ośrodki rekreacyjne i sportowe, jednostki obsługi ruchu turystycznego), w administracji rządowej i samorządowej, na stanowiskach odpowiedzialnych za rozwój turystyki i rekreacji oraz w organizacjach społecznych, fundacjach i stowarzyszeniach. Potrafi współdziałać i pracować w grupie oraz pełnić w niej różnorodne role. Potrafi umiejętnie zarządzać czasem i priorytetami. Prawidłowo interpretuje i rozstrzyga dylematy związane z działalnością zawodową w branży turystycznej i rekreacyjnej. Może uczestniczyć w przygotowaniu prostych opracowań i projektów dotyczących turystyki i rekreacji. Jest propagatorem prozdrowotnego stylu życia, dba o własne zdrowie i sprawność fizyczną. Potrafi myśleć i działać w sposób przedsiębiorczy, zarówno pełniąc rolę konsumenta lub przedsiębiorcy turystycznego, jak i pracownika przedsiębiorstwa turystycznego lub aparatu administracji turystycznej (uczelnia B, jak wyżej). 

Ale czad! Aż oczy bolą od czytania! Dobra, po studiach idziemy szukać pracy zaopatrzeni w nasz błyszczący dyplom z oceną „bardzo dobry” i duże mniemanie o sobie (przecież po studiach potrafię wszystko – patrz wyżej!). No i psikus. Odpadamy po pierwszych dwóch pytaniach: „Jakie ma Pan/Pani doświadczenie?” oraz „Jakie posiada Pan/Pani uprawnienia?”. Doświadczenie? Przecież studiowałam/em, to skąd mam mieć doświadczenie! Uprawnienia? Przecież przez 5 lat studiowałam/em turystykę, po co mi uprawnienia!

Ale pracodawcy Twój tok rozumowania nie przekonuje, to dla Ciebie potwarz, wręcz zaburzenie harmonii idealnego świata. Zatem? Zaczynasz kombinować.

 online

Wyłożę hajs, będę mieć papier!

Albo dwa. Albo trzy. Albo więcej. I właśnie tutaj najłatwiej wpaść w pułapkę, czasem zupełnie nieświadomie. I nie mówię tutaj wyłącznie o studentach czy absolwentach turystyki. Na takie kursy łapią się też osoby niezwiązane z branżą, a po prostu chcące dorobić, widząc w turystyce łatwy zysk.

Więksi kombinatorzy zaczną przeszukiwać czeluście internetu w poszukiwaniu kursów online, hajs się wpłaci, poczyta się jakieś notatki, pyknie się teścik, a dyplom przyjdzie mailem albo pocztą. Łatwizna! Co niektórzy organizatorzy takich „kursów” podkreślają, że na certyfikacie nie ma informacji o tym, że kurs realizowany był w trybie online, a nie stacjonarnym. Wielu osobom właśnie to rozwiewa wątpliwości przed zapisem (choć w mojej opinii powinno być odwrotnie).

Nie wszyscy jednak wiedzą, że w ubiegłym roku zmieniły się przepisy, a kurs wychowawcy kolonijnego (ten jest łakomym kąskiem, bo pracodawcy najczęściej go wymagają) realizowany w całości online jest niezgodny z prawem! Co ciekawsze, nie trzeba mieć żadnych magicznych mocy, żeby bez większych problemów z pomocą wujka Google takowy kurs znaleźć – mimo zmiany przepisów! A idioci zawsze się znajdą.

Bez problemu można znaleźć też desperackie prośby o pomoc płynące z ust żądnych pracy z dziećmi osobników:

Alicja: „HEJ POTRZEBUJE TANI KURS WYCHOWAWCY KOLONIJNEGO W 24 /H KTOS COS?” (pisownia oryginalna).

Dawid: znalazłaś coś i możesz polecic ? (pisownia oryginalna)

Źródło: Facebook.

Nie wiemy, czy Alicja znalazła tani kurs w 24h ani czy pomogła Dawidowi. Więcej komentarzy się nie pojawiło. A szkoda, bo naprawdę urzekła mnie ta historia…

Kursy online – tak czy nie?

Zdecydowanie nie! W turystyce liczy się wiedza mająca przełożenie praktyczne i oczywiście konkretne umiejętności. Ok, masz papierek, hajs się zgadza, wszyscy są zadowoleni. Ale jest haczyk. Rynek pracy szybko zweryfikuje Twój certyfikat. Niektórzy pracodawcy nawet o niego nie zapytają, tylko zaprowadzą Cię do grupy i sprawdzą w praktyce. I co wtedy? Wtedy może być problem, i to duży.

A tak w ogóle… Wiesz coś o dokumentacji? Dzienniku, kartach uczestników? A jak do tego dodamy kwestie bezpieczeństwa? Wiesz coś o ubezpieczeniu wychowawcy? I możliwych skutkach jego braku? Oj, chyba kurs online pominął tę kwestię…

Pamiętajcie, leniom i kombinatorom mówimy nie! Raz czy drugi może się udać, ale kolejnego razu po prostu może już nie być! A tak nawiasem mówiąc… Czy takiej osobie oddałbyś swoje dziecko pod opiekę na kilkanaście dni…?

online

Powyżej mogliście poczytać o kursie wychowawcy online, ale jak już wspomniałam, nie tylko takie uprawnienia można zdobyć przez internet – dla niedowiarków – zajrzyjcie do wyszukiwarki. Na innych kursach z łatwością można dać się złapać w pułapkę.

Stworzę jeszcze inny wpis o szkoleniach,  tym razem stacjonarnych. Druga strona medalu? Warto o niej wiedzieć!

Podobne Posty

  • Znasz moją opinię w temacie – miażdży takie kursy. Nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością. Dokumentów do zapoznania się przez wychowawcę jest ogrom, na koniec każdego turnusu kolejny ogrom jest do wypełnienia. Kto pracował solidnie jako wychowawca potwierdzi to. Do tego dochodzi wiedza i praktyczne umiejętności z zakresu psychologi, pedagogiki i socjologi. O umiejętności organizowania aktywnego wypoczynku nawet nie będę wspominał, do tego szybka adaptacja do warunków zastanych na miejscu oraz bardzo często umiejętność improwizacji – szybkiej i sprawnej.

    • Dokładnie. Zresztą co będę się rozwodzić. Siedzisz w tym, wiesz o co chodzi, to od Ciebie wszystkiego się uczyłam. I to Ty (wraz z naszą kochana Angeliką) uczyłeś mnie tego, czego nie nauczył mnie kurs. I to była najlepsza nauka.

  • Smutne, ale jak piszesz – rzeczywistość zweryfikuje wszystkie te kursy i certyfikaty dlatego nie obawiam się, że wykwalifikowani wychowawcy i animatorzy będą mieli problem ze znalezieniem pracy 😉

    • Ja też zasadniczo się nie boję, ale mimo wszystko daje mi do myślenia to, że ciągle są osoby robiące wszystko „na odwal” i to „na odwal” jest ok, a praca jest be. Moje filozoficzne rozmyślania jak dotąd niczym nie zaowocowały, ale może w tym sezonie krzyknę „eureka”. Oby.

  • Wg mnie kursy wychowawców i kierowników w obecniej formie to farsa. Niby wprowadzenie obowiązkowych egzaminów (które nie są zbyt rygorystycznie przeprowadzane, ps. sam nawet ściągałem!) nie pomogło. Pociesza fakt, że położony został kres internetowym kursom wychowawcy i kierownika, tylko nie wiem od kiedy. 😉

    • Witaj Włóczykiju, cieszę się, że Cię tu widzę! 🙂
      Co do kursów online to od 30 stycznia 2015 r. „zabronione” są te w całości organizowane drogą elektroniczną. Może być tak, że większa część kursu odbywa się online, ale jakieś tam warsztaty muszą być (z tego, co czytałam niby chodzi o pierwszą pomoc). Nie zmienia to jednak faktu, że wirtualne kursy wciąż są dostępne – nie ukrywajmy, nikt nie interesuje się przepisami – i zapewne chętnych mają dalej. Bo po co się wysilać.
      I tak, zgadzam się z Tobą, że obecne kursy to ściema.Na swoim nie nauczyłam się niczego, co mogłoby się przydać w praktyce, ale dostałam papier, z którym mogłam starać się zdobywać doświadczenie. Dostałam się na praktyki, nie umiałam nic, nie wiedziałam nawet, jak się dziennik wypełnia. Miałam to szczęście, że trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy nauczyli mnie wszystkiego i pomagali w trudniejszych sytuacjach.
      Co prawda nie przepracowałam kilkunastu turnusów, bo bardziej kręci mnie pilotaż, ale zetknięcie „absolwentów” takich pseudokursów z dzisiejszą młodzieżą bywa trudne i brutalne. Dziwi mnie to, że jak dotąd nikt nie zaostrzył przepisów dotyczących programu i organizacji kursów…

      • Niski poziom kursów, powszechność kursów, łatwość w zdaniu. To wszystko przekłada się na niskie zarobki wychowawców i kierowników;-) Skoro na każdym rogu znajdziesz wychowawcę, to nie ma przymusu by go przykuć za większą pensyjkę, skoro za mniejszą też popracuje..

        • Tak, kwestie finansowe też pozostawiają wiele do życzenia…

          • Sądecki włóczykij zna Homoturisticus – ten świat jest zdecydowanie za mały!!! 🙂

          • Zna to za duże słowo. „Spotkaliśmy się” na jednym blogu 🙂

  • Takie kursy mało mnie do siebie przekonują, rzeczywistość jakby odmienna, a i tak nie zastąpią doświadczenia zdobywanego latami.

    • Często niestety jest tak, że za pieniądze dostajemy tylko papier, który upoważnia nas do szukania opcji nauki i zdobywania doświadczenia. Bo i tak uczymy się dopiero po kursie, co tu ukrywać….

  • Kasia Maszkowska

    Masz rację, jest teraz mnóstwo takich kursów które według mnie oprócz papierka nic więcej nie dadzą bo prawdziwe doświadczenie zdobywa się zawsze w praktyce 🙂 pozdrawiam i zapraszam do nas https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=986075671488730&id=715284308567869

    • Tak jest, organizowanie kursów to teraz łatwa kasa. I łatwe zdobywanie „uprawnień”. Efekt każdy widzi 🙁

  • Uważam, że są pewne sektory gospodarki, gdzie nie powinno być pozwolenia na takowe kursy. Ja sobie wykupiłam, ale z fotografii. Jestem z niego zadowolona, bo absolutnie nie zależy mi na papierku, a na wiedzy i powiem szczerze, że dowiaduję się (bo to kurs 44 lekcyjny) wiele informacji, których nie wiedziałam wcześniej 🙂
    Jeśli chodzi o takie kursy z turystyki, jestem również na NIE. Liczy sie kontakt z ludźmi, nie teścik komputerowy…

  • Teraz jest tyle szkół prywatnych, w których można zdobyć tytuł magistra wątpliwej wiedzy, a co dopiero kurs on-line? Zdecydowanie nie 🙂

  • Marzena

    Moim skromnym zdaniem lepiej jest przejść kurs w tradycyjnej formie, przynajmniej mamy kontakt z ludźmi 🙂

    • Dokładnie, tu kursy stacjonarne mają zdecydowaną przewagę 😉

  • Nigdy droga na skróty nie jest dobra. 😉

  • Kiedyś przeglądałam te kursy online – można zostać każdym, nawet prezesem 😀

  • Byłam na kursie kierowników wypoczynku. Tylko dlatego, że w sumie potrzebny był mi papier. Ale wiedzę praktyczną nabywalam przez lata będąc instruktorem harcerskim – już przed kursem wiedziałam wszystko, co trzeba. Z kolegą byliśmy załamani poziomem kursu i jego generycznoscia – jeśli ktoś nie ma pojęcia o co chodzi, to nie dostanie na to odpowiedzi na takim kursie. A to przykre, bo potem właśnie tacy ludzie organizują kolonie, a podobnie przeszkoleni zostają wychowawcami i opiekują się cudzymi dziećmi…

    • Otóż właśnie to. Sama zaczynam bać się wyjeżdżać na kolonie bo z jednej strony widzę, jak zmieniają się dzieciaki, a z drugiej kto zaczyna się nimi opiekować. Dla mnie to już za dużo wrażeń chyba, z jednej strony martwić się o dzieci, a z drugiej o nieprzygotowaną i nieodpowiedzialna kadrę…

  • Dzisiaj jak chcesz, to paiero dostaniesz wszędzie, tylko pytanie po co? Bo ludzie bardzo często jak widzą oferty „kurs za pół darmo” idą a nawet nie wiedzą tak naprawdę, czy jest im to potrzebne. Tak samo jest w przypadku kursu wychowawcy, który jest bardzo często organizowany w liceach. Zapisać się może każdy, każdy też dostanie papier, że ukończył. A jak już wyjedziesz na obóz to radź sobie sam. Bo wiedza w tym zakresie, to niestety nie wszystko.

    • Papier w tym przypadku daje Ci dostęp do dzieci tak naprawdę. Czyli taka nauka na żywych organizmach metodą prób i błędów tak jakby.

  • Uwazam, ze niektore kursy w celu uzupelnienia wczesniej zdobytej wiedzy sa ok 🙂 Ja osobiscie (ukonczylam AWF) aktualnie zapisalam sie na kurs dietetyki, nie zeby ludziom radzic jak jesc i chwalic sie, ze jestem dietetykiem, ale zeby jesc swiadomie.

    Zgadzam sie jednak w 100%, ze sa kursy ktore nie powinny sie odbywac online

    • I z Tobą też się zgadzam. Wiedzę można zdobyć na różne sposoby, ale czasem trzeba ją udokumentować i to jest ok. Gorzej, kiedy i szkolenie, i wiedza, i papier to jedna wielka ściema…

  • Marianna Dziewanna

    Dobrze, że ktoś wreszcie podjął ten temat, ludzie teraz zasłaniają się papierkami, niestety w większości bezwartościowymi choć drogimi 😉

    • Tak jest – za pieniądze dostaniesz dziś każdy certyfikat. Kwestia ceny.

  • Na Pełnych obrotach

    Prawda jest niestety taka, że to wiedza a raczej jej brak zweryfikuje każdy nawet najlepszy certyfikat.

    • Tak, z tym się zgadzam. Certyfikat to tak naprawdę tylko zwykły kawałek papieru. I nic więcej.

  • jeśli chodzi o turystykę, to się z Tobą zgodzę. Jednak jest kilkanaście na prawdę dobrych kursów online. Darmowych/płatnych co kto woli. Oczywiście, że takie kursy trudno by przedłożyć przyszłemu pracodawcy. Jednak to nie jest tak, że są one bezużyteczne. Sama skończyłam kilka takich kursów, dotyczyły oczywiście jednego zagadnienia rozłożonego na czynniki pierwsze. Bo głupotą jest dla mnie np. Zrobienie 5 kursów a każdy z innej dziedziny. W moim przypadku chodzi bardziej o chęć samodoskonalenia się i rozwijania. Oczywiście, że nie czuje się ekspertem, jednak nie uważam tych kursów za bezwartościowe. Wręcz przeciwnie, śmiało mogę stwierdzić, że na prawdę dużo się dowiedziałam i nauczyłam . Dzięki takim kursom, można się sprawdzić, rozwijać i utwierdzić czy to aby napewno to co chcemy robić w przyszłości. Na zakończenie dodam, że oczywiście nie aprobuję szybkich kursików jako przepustkę do lepszej pracy. Bo bez doświadczenia każdy świstek nie ma wartości. Pozdrawiam

  • O rany, nie wiedziałam, że ta branża tak wygląda. Tani kurs wychowawcy kolonijnego w 24h online? Koszmar. Sama kończyłam x lat temu kurs dwudniowy stacjonarny, ale był beznadziejny i nic mi nie dał (łącznie z poczuciem pewności siebie, że poradzę sobie z grupą dzieciaków, więc koniec końców po prostu nigdy nie byłam wychowawczynią). Nie wyobrażam sobie, że miałoby to być jeszcze bardziej okrojone.