Pora wrócić do erasmusowej serii – wszak luty się jeszcze nie skończył. Było już coś o nowym początku i studiach. Teraz przyszła pora na parę słów o erasmusowej społeczności i dylematach związanych z dopasowaniem się do „reszty stada”. Jak żyć? Kim być?

Specyfika Erasmusów

To ludzie w dużej mierze tworzą klimat miejsca. Kiedy jesteś na Erasmusie, sam, z dala od domu, rodziny i przyjaciół, Twoją nową rodziną stają się zastani na miejscu ludzie. Nowo poznane osoby mają ogromny wpływ na Twoje życie na obczyźnie i przede wszystkim na Ciebie. Nowe znajomości mogą przynieść różnorakie skutki, niestety nie tylko pozytywne.

Zauważyłam, że Erasmusi to specyficzni ludzie. W większości otwarci, chętni na nowe znajomości, żądni przygód, nie gardzący imprezami i lejącymi się strumieniami alkoholami różnych gatunków, beztroscy… Co niektórzy za honor życia obrali sobie poznanie setek nowych osób podczas conocnych imprez w DRINK&GO (najpopularniejszy „lokal” dla Erasmusów w Salonikach) i wracanie nad ranem w stanie mocnego upojenia alkoholowego wrzeszcząc „malaka!” – jedyne poznane greckie słowo, nie do końca nawet znając jego znaczenie. Może i na początku to jest fajne, nie ma zajęć, chcesz kogoś poznać, zintegrować się… Ale przychodzi taki moment, że masz dosyć.

być

„Bo Ty tu nie pasujesz”

Tak, usłyszałam coś takiego. Część erasmusowej społeczności zepchnęła mnie na margines. Dlaczego? Bo odrabiałam prace domowe. Bo robiłam badania do pracy magisterskiej („na Erasmusie? Poje…o Cię?!”). Bo czasem siedziałam nad greckim. Bo zaczęłam poświęcać czas na pisanie bloga. Bo były dni, kiedy wolałam być sama. Bo nie miałam ochoty wyjść do kochanego przez Erasmusów, ale znienawidzonego przeze mnie „8balla”. Bo zamiast iść do baru i zalać się w trupa wolałam pójść z koleżanką na spacer i na kawę. Wiecie, w pewnym momencie sama doszłam do wniosku, że ja tu w ogóle nie pasuję i żałuję, że wyjechałam na zagraniczne studia. Indywidualność? Zapomnij! Musisz być jak wszyscy. Albo znaleźć inne towarzystwo.

być

„Nowe stado”

No i znalazłam. Znalazłam kogoś, kto miał priorytety inne niż alkohol i codzienne imprezy. Hiszpańsko-portugalska ekipa z grupy okazała się świetna i do rozmów, i do spacerów, i do podróżowania. A jak trzeba było, to i do piwa. Ale nie tylko.

Grecka grupa z turystyki przyjęła mnie jak swoją. Animację realizowałam w trybie indywidualnym, pewnego dnia miałam zaprezentować swój projekt na zajęciach z grecką grupą. Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że po skończonej prezentacji grupa biła mi brawo, zadawała pytania, a potem dosłownie osaczyła i wciąż pytała. I dostałam zaproszenie na przedświąteczną grecką kolację. Okazała się być początkiem wspaniałej przyjaźni.

Pewnie spytacie co z Polakami? Z większością straciłam kontakt jeszcze w Grecji, w listopadzie i wcale tego nie żałuję.

ed1

Kim być?

Erasmus to próba Twojego charakteru. Tego, czy pozostaniesz sobą, czy zaczniesz naśladować innych. Fajnie jest zacząć z czystą kartą, bo będąc nieznanym w obcym miejscu możesz być kim tylko chcesz. Ale czy warto? Czy jest sens odgrywać jakieś role tylko po to, by być cool w oczach innych? I to w oczach ludzi, z których większości nigdy więcej nie zobaczysz?

Erasmus to wspaniała szansa na naukę – języka, obcej kultury, zachowań innych osób, wymianę wiedzy i doświadczeń. Tylko ulegając tej fajności nie zapominajmy o tym kim, ani skąd jesteśmy. Pozostańmy sobą. A przynajmniej pozwólmy innym być sobą. Bo nie wszyscy muszą być „cool malakas” i spędzić kilku miesięcy na przemian śpiąc i pijąc.

Rozumiem, że każdy ma swoje priorytety i styl życia. Ale głupoty nigdy nie zrozumiem. A zmarnowanej życiowej szansy tym bardziej. Erasmus wiele mi uświadomił, a w pewnych przekonaniach utwierdziłam się jeszcze bardziej.

Nie każdy powinien jechać na Erasmusa. Niektórzy są nieprzystosowani do życia „bez nadzoru rodziców” tak to ujmijmy i zachowują się dosłownie jak małpy wypuszczone z buszu. Inni jak małe dziecko, które pierwszy raz weszło do marketu i zbiera garściami wszystko, co nawinie się pod rękę. Jeszcze inni jak taki dziesięciolatek, który w krzakach za szkołą krztusi się dymem z papierosa, bo chce pokazać, że on też jest fajny…

Dużo zobaczyłam w ciągu tych czterech miesięcy. Przeżyłam wiele emocji, tych pozytywnych, jak i negatywnych. Wiem, skąd powstały powtarzane jak mantra stereotypy o balujących Erasmusach. I jest w nich dużo prawdy. Ale czemu nie mówi się o tej drugiej grupie? O tych „innych”?

A jak jest Waszym zdaniem? Czy w dzisiejszych czasach warto być po prostu sobą, niezależnie od sytuacji? Czy to ja jestem reliktem przeszłości broniącym swych zasad w każdym miejscu i czasie?

IMG_0875

  • Trudno jest być innym – „odmieńcem”. Lecz czasami bez takiego odcięcia się od szarej masy nie osiągnie się nic ponad to co może wspomniana szara masa.

  • Bardzo bliskie jest mi to co piszesz. Doświadczyłam podobnych sytuacji i zdarza mi się doświadczać nadal, kiedy jestem wśród osób, które cenią sobie bardziej imprezowanie do białego rana, niż sen i pożytek z dnia następnego. Zawsze miałam dużo zajęć i pasji i wolałam się poświęcać nim niż cotygodniowym balangom. Bo każdego kręci co innego. Moi przyjaciele, choć czasami marudzą pod nosem, że nie posiedzę z nimi do 5tej, nadal mnie lubią i wybaczają tę niechęć do częstych zabaw.

    • Bo właśnie tacy są przyjaciele! Miło mi, że jednak jest ktoś, kto myśli podobnie 😉

  • Moje dziecko idzie do szkoły –

    Cieszę się, że są jeszcze ludzie z pasją, którzy nie czekają, aż wszystko będzie podane na tacy 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa. Tak, tacy ludzie są, choć czasem ciężko w to uwierzyć 😉

  • LeonSiPL

    Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Czasami w naszym środowisku dorastamy z różnymi etykietkami i ciężko nam pokazać zmianę, bo etykietki za bardzo do nas przyrosły. Przykład? Mój znajomy u siebie trenuje futbol amerykański, jest uważany za mocnego mężczyznę. Jest homoseksualny. Niewielu jego znajomych o tym wie, bo dla nich te 2 cechy nie idą w parze. Na Erasmusie mógł pokazać swoją wrażliwszą stronę, przyznał się do swojej orientacji i nie wstydził się chodzić w różowych koszulkach. Czy to było jego udawane ja?
    Natomiast ja sama nie byłam w jednej grupie. Miałam osoby, z którymi świetnie robiło mi się projekty; takie, z którymi mogłam się bawić do rana; takie, z którymi przemierzałam dziesiątki kilometrów czy takie, którym mogłam wypłakać się w razie potrzeby. Dzięki temu poznałam wiele niezwykłych osób 🙂

    • Bo nie chodzi o to, żeby być ciągle w jednej grupie 🙂 Jak sama napisałaś – z jedną osobą fajnie nam się imprezuje, z inną można razem pracować, z jeszcze inną gadać do białego rana. Kwestią jest, by znaleźć takie osoby, a nie męczyć się w towarzystwie, które jest nie z naszego świata.
      Dziękuję bardzo za Twoją opinię 🙂

  • Erazmus to rzeczywiście specyficzny klimat. Nie wyjechałam, chociaż to planowałam i myślę, że ciąglę imprezy by mnie zmeczyły. Wolałabym chyba zwiedzać kraj niż ciągle zalewać się w trupa

    • Bywa ciężko, naprawdę. Jeżeli jedziesz na Erasmusa z nastawieniem, że chcesz się czegoś nauczyć, że to wielka życiowa szansa i że drugiej nie będzie – Twoje ambicje zostaną zdeptane jak pet w popielniczce. I tu jest główny dylemat – czy realizować swoje postanowienia mimo wszystko i wszystkim, czy jednak wtopić się w tłum i się nie wychylać.

  • Fajnie, że tak szczerze piszesz o tym programie. Często słyszy się o samych pozytywach, koordynatorzy na uczelniach zachęcają studentów, jak mogą, ale masz rację – taki wyjazd nie jest dla każdego.

    • Szczerość i bezpośredniość to podstawa na mim blogu 🙂
      Bajki o Erasmusie czasami nijak się mają do rzeczywistości, a hordy leni pod wpływem opowieści o nicnierobieniu pchają się tam jak ćma do światła. A kończy się już wiecie jak…

  • Kurcze..fajnie to wszystko opisałaś i tak od serca, szczerze…niestety tak jak przytoczyłaś niektórzy Erasmusa traktują jako wyrwanie się z klatki, a ich zachowanie ma wiele do życzenia…najważniejsze to moim zdaniem nie zmarnować takiej szansy jaką jest Erasmus, ale Ty myślę, że wykorzystałaś ją w pełni 🙂

    • Starałam się 🙂 Czasem było ciężko, ale taka szansa zdarza się (w moim przypadku) tylko raz w życiu, więc nie można jej zmarnować 😉
      Wkrótce kolejny wpis.

  • Ja trafilam na swietnych wspolokatorow, z ktorymi utrzymuje kontakt do dnia dzisiejszego. Nie mam nic przeciwko imprezom, ale nie codziennie, nie do bialego rana, nie gdy musze wstawac codziennie o 7 i byc przytomna na zajeciach. Wiec rozumiem Twoje rozterki. I tez nie trzymalam sie z polska grupa, ktora miala zdecydowanie inne priorytety.
    To wlasnie dzieki tym ludziom spedzilam najwspanialsze 9 miesiecy w moim zyciu. Tesknie…

    • Otóż to, cieszę się, że ktoś ma podobne zdanie 🙂
      A powiesz mi, gdzie odbyłaś swoją erasmusową przygodę?

      • We Wloszech w Perugii 🙂
        Zaczelam w pazdzierniku 2012 i skonczylam w lipcu 2013.

        • O, znów Perugia! Często się przewija w opowieściach Erasmusów 😉 Jak było?

          • Najlepiej! W maju mamy małe spotkanie Erasmusowskie po latach, nie mogę się doczekać. Poznałam tam prawdziwych przyjaciół.

            Perugia jest mega urocza. Troszkę mała i po paru miesiącach uwierała, ale to jedno z najpiękniejszych miast w jakich kiedykolwiek byłam.

          • Super, że organizujecie spotkanie!
            W ogóle Erasmus jest niesamowitym przeżyciem, które zmienia coś w człowieku 🙂

  • Oj, no najprościej: zachowuj się tam tak, żebyś Ty się czuła ze sobą dobrze 🙂 I czy będziesz balować do upadłego, czy rozsądnie dzielić czas na przyjemności i obowiązki, zawsze znajdzie się ktoś, kto to podejście zrozumie i do Ciebie dołączy. Tak, jak się stało 🙂

    • Otóż właśnie to!Grunt, tonie zmaykac się w jednej grupie jak w getcie 🙂

    • Otóż właśnie to! Grunt to nie zamykać się w jednej grupie jak w getcie 😉

  • właśnie dlatego między innymi nie zdecydowałam się na erasmusa – nie wiem, czy odnalazłabym się w takim środowisku. Mam podobne podejście do Twojego 🙂 A fakt, że hiszpanie są fajni – mój prawie-mąż miał właśnie 2 hiszpańskich (o, pardon, baskijskich!) erasmusów w sojej pracy i do dziś trzymamy ze sobą kontakt 🙂 a i na piwie byliśmy, a i na juwenaliach pohasaliśmy, także tak 😀

    • Fakt, bywa ciężko, momentami naprawdę miarka się przebierała. To jest coś na zasadzie „albo Erasmus, albo nauka”. Tak więc z moim podejściem do życia… No… wyróżniałam się 🙂

  • Nigdy nie byłam na Erasmusie, ale od wszystkich, którzy wybrali się na zagraniczne studia słyszałam coś innego. Tym bardziej podoba mi się Twój wpis, bo pokazałaś zupełną inną stronę wymiany. Pozdrawiam

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂
      Wiesz, właśnie po to powstał ten blog, żeby mówić o rzeczach,o których głośno się nie mówi, po to, żeby wychodzić poza schematy i pokazywać prawdę – również tę brutalną.
      Zapraszam ponownie, pozdrawiam serdecznie 🙂

  • A ja uważam wręcz odwrotnie – każdy powinien na Erasmusa wyjechać, bo najczęściej dopiero wtedy ma szansę i odwagę żyć naprawdę. Grunt to nie generalizować, bo ludzie po prostu są różni. Spędziłam na stypendium cały rok i był czas zarówno na szalone imprezy jak i naukę, na leniwe spacery, spontaniczne podwieczorki i ekstremalne podróżowanie. Erasmus nie oznacza dzikiego szaleństwa w hektolitrach alkoholu 😉 Myślę, że większość ludzi – mimo imprez – traktuje go właśnie jako czas przełomu w swoim życiu i odkrywania wielu nowych rzeczy: o świecie, ale przede wszystkim o sobie.

    • Jasne że tak, jest czas na wszystko i to jedyna i niepowtarzalna okazja na to, żeby zobaczyć inne życie. Problem jest w tym,że wiele osób totalnie traci wtedy kontrolę nad sobą, swoim zachowaniem i życiem. Znam z Grecji przypadki pobytów w szpitalu będących efektem krótko mówiąc przepicia. To skrajnie ciężkie przypadki, ale też się zdarzają. Albo tekst mojego współlokatora (Włoch), że „on jest teraz na Erasmusie i nie ma zamiaru sprzątać” – mimo ustalonych wyraźnie zasad dzielenia mieszkania. Żyjmy w syfie, przecież jesteśmy na Erasmusie… Mam na myśli to,że niektórzy po prostu przestają myśleć.

  • Bezwzględnie każdy powinien zostać sobą, wszystko jest kwestią charakteru i tego czego się pragnie, dzięki podróżom człowiek wiele uczy się o innych, ale jeszcze więcej o sobie i uwierz nie jesteś ,,reliktem przeszłości” pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Dzięki serdeczne za miłe słowa! Miło słyszeć, że jednak nie jestem taka „inna”.
      Pozdrawiam cieplutko 😉

  • Bądź sobą!! Zawsze, niezależnie od wszystkiego – to słowa mojej Babci 🙂
    i ich się trzymam…