O Azja Express wcześniej słyszałam niewiele. Nie oglądam telewizji, w internecie oglądam tylko to, co mnie naprawdę interesuje, zresztą w ostatnich tygodniach pochłonęło mnie uczelniane życie. Po emisji pierwszego odcinka programu w internecie zawrzało, nawet ekipa post-turysta.pl zabrała głos – a to już mnie zaintrygowało. Dzień po premierze telewizyjnej w ciszy i spokoju obejrzałam Azja Express na Playerze. I co? Byłam wstrząśnięta.

O co chodzi?

Ogólnie rzecz biorąc osiem par tworzonych przez polskie, mniej lub bardziej znane, „gwiazdy” wyrusza do Azji. Z dala od domu i rodziny mają za zadanie przebyć 5 000 km – z Wietnamu, przez Laos i Kambodżę aż do Tajlandii. Po drodze muszą się zmierzyć z zadaniami wymyślonymi przez producentów, upływającym czasem i własnymi słabościami. Ach, zapomniałabym dodać – na przeżycie mają jednego dolara dziennie. Co drugi odcinek któraś z par odpada.

Za wykonanie zadań uczestnicy mogą zdobyć amulety, które na mecie będzie można wymienić na gotówkę (wartość amuletów – 100 000 zł!). Dodatkowo najlepsi mogą wywalczyć immunitet, który daje bezpieczny awans do kolejnego etapu i upoważnia do „bycia turystą” przez jeden dzień i zaznania z tego tytułu przywilejów wszelakich.

Wygrywa para, która przetrwa i jako pierwsza dotrze do mety. Gwiazdom przez cały czas oczywiście towarzyszy kamera. Całość prowadzi Agnieszka Szulim (pardon – Woźniak-Starak).

Wzniosła idea

Pomysł może i nie był głupi. Udział gwiazd zwiększy oglądalność, można dzięki temu dotrzeć do szerszego grona odbiorców i przekazać im wartościowe treści. Nie ukrywajmy, Azja i kultura azjatyckich krajów nie jest w Polsce dobrze znana. Fakt, sytuacja się zmienia, tanieją bilety lotnicze, Azja powoli staje się bardziej dostępna, ale wciąż nie dla wszystkich. Za sprawą Azja Express można pokazać piękno świata, zapoznać widzów z tamtejszą kulturą, realiami życia i samymi ludźmi. Można pokazać odmienność, a jednocześnie bliskość – jako ludzi, społeczeństwa. Można dać widzom pretekst do rozważań, refleksji nad naszym życiem, wysunięcia ciekawych wniosków. Ale nie…

Coś kurde nie pykło

Zamiast wartościowego programu oglądamy komercyjny chłam, który robi nam papkę z mózgu. Widzimy celebrytów w „podróżniczym” outficie, z wielkimi walizkami i drogimi zegarkami (no tak, sponsora trzeba pokazać). Zamiast autentycznego życia autochtonów widzimy wielkie dylematy gwiazd – które legginsy wziąć, czy potrzebny będzie zestaw dentysty, jak się spakować i czy zabrać złote sandały. W centrum naszej uwagi stawiane są płacz, fochy, histerie i obrzydzenie gwiazd na widok zastanej rzeczywistości. Wraz z Lady Rozenek przeżywamy wybór kosmetyków do włosów, razem z Izą Miko przywiązanie do złotych sandałków.

I widzimy pieprzony wyścig szczurów, któremu towarzyszy wzajemną zawiść i fałsz. Widzimy, jak celebryci tracą rozum i zachowują się jak małpy w buszu (z całym szacunkiem dla małp), widzimy chamstwo i prostactwo oraz totalną bezczelność uczestników programu. Widzimy jakichś totalnie dzikich ludzi, którzy dla pieniędzy są gotowi na wszystko. Wreszcie widzimy całkowity brak poszanowania drugiego człowieka. Widzimy chamskie komentarze na temat udzielających pomocy ludzi wypowiadane do kamery. Ludzie, na co dzień też się tak zachowujecie? Kradniecie? Znienacka osaczacie ludzi i zmuszacie ich do czegoś? Tak chorych zachowań jeszcze w telewizyjnym programie nie widziałam. To już trąca patologią!

Druga szansa

Po obejrzeniu pierwszego odcinka myślałam, że wybuchnę. Chciałam natychmiast napisać co o tym sądzę, ale skończyło się raptem na dwóch czy trzech zdaniach skrobniętych na fb. Postanowiłam dać programowi Azja Express jeszcze jedną szansę – i choć migdalenie polskich Beckhamów przyprawia mnie o mdłości – obejrzeć drugi odcinek.

Drugi odcinek był nieco inny. Nie wiem, czy pierwszy miał być pokazówką, czy może jednak drugi nie wyszedł tak bardzo źle przez przypadek. Tutaj mogliśmy zobaczyć więcej elementów kultury wietnamskiej, zawodnicy mieli odnaleźć na bazarze przyprawy znając tylko ich wietnamskie nazwy, mieli styczność z kuchnią, niektórzy przeszli kurs przygotowywania kurczaka. Element kultury stanowiła też niespodzianka – balut (gotowane jajko, wewnątrz którego znajduje się ukształtowany zarodek), który musieli zjeść uczestnicy. Ale i tak to wciąż za mało!

Nie zabrakło spięć na linii Rozenek-Majdan („nie mów do mnie teraz!”), Hanna Lis tym razem za podwózkę oddała swój zegarek (który podobno był prezentem od kogoś), Agnieszka Włodarczyk jadła resztki w restauracji, Przemek Saleta świętował ze swoim towarzyszem jego czterdzieste urodziny, a w konkurencji kulinarnej przegrała drużyna składająca się z dwóch kucharzy. Wciąż dziwi mnie, że Łukasz Jemioł i Leszek Stanek robią za tragarzy, bo ich współtowarzyszki nie radzą sobie nawet z niesieniem własnych plecaków. Ale cóż, nie mój problem.

Azja Express – mój głos

Mam bardzo mieszane uczucia co do Azja Express. Szczerze mówiąc, to nie widzę w tym programie niczego poza chcącymi zaistnieć gwiazdkami. Bardzo droga produkcja ma pokazać, jak „vip-y” radzą sobie w „ekstremalnych” sytuacjach – no tak, straszny extreme mają, skoro przez cały czas towarzyszą im operatorzy i zapewne cały sztab ludzi. Extreme mają ze swoimi odżywkami do włosów i złotymi bucikami. Serio? Ten program pokazuje realne życie? Szkoda tylko, że w jakiejś surrealistycznej rzeczywistości. Za mało krajobrazów, za mało informacji o odwiedzanych krajach. Za dużo celebrytów i ich dylematów.

Boli mnie, że TVN serwuje nam takie bzdury, w które mamy wierzyć i troszczyć się o losy tych, którzy przeżywają „przygodę, której nie zapomną do końca życia”. Jeszcze bardziej boli mnie to, że tak wiele osób w ten chłam uwierzyło. A najbardziej boli mnie to, że pod wpływem tych bzdur ktoś wyruszy do Azji i totalnie nieprzygotowany, wierząc w prawdę objawioną w Azja Express będzie postępował według tych, mocno wątpliwych, wzorców.

Twórcy programu, ale przede wszystkim jego uczestnicy zostawili straszny obraz nas, Polaków. Wstyd mi za to, że przemysł rozrywkowy zaczyna uciekać się do takich metod dla przyciągnięcia widzów przed telewizory. Co będzie dalej? Chyba… wolę nie wiedzieć.

Nie zapominajcie o tym, że to MY decydujemy o tym, co oglądamy. To MY napędzamy ten chory biznes. MY fundujemy wysokie gaże pseudogwiazdom. MY, chcąc podniety i wrażeń godzimy się na te chore, pozbawione moralności i skrupułów inicjatywy. Otwórzmy w końcu oczy!

Azja Express

Źródło: www.styl-zycia.com.pl

_________

Tekst Ci się podobał? Skomentuj, daj lajka, udostępnij. Zapraszam do lektury innych tekstów oraz na homoturisticusowego facebook’a.

 

 

  • Już się wystraszyłam, że tu się małp nie szanuje 🙂
    Co do „Azja Express”, to pozostaję przy moich serialach 🙂

  • Nie mam telewizji, więc tych celebrytów znam tylko z plotek na necie, w życiu nie obejrzałem ani jednego odcinka perfekcyjnej pani domu ani innych tańców na lodzie czy na wodzie i jakoś nigdy z tego tytułu nie cierpiałem 🙂
    Ale ten „Azja Ekspress” brzmi tak źle (nie tylko u Ciebie), że chyba zarzucę gdzieś po necie i przekonam się sam 🙂

  • Dziękuję za relację: ) jak dla mnie to przykre, że promuje się tylko tych wypromowanych. Co za kraj. Moim zdaniem my Polacy jesteśmy na tyle zróżnicowani, że warto byloby to pokazać. Ale co ja tam wiem. Pozdraiwam!

  • Ja to jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem.

    Nie mam TV od wielu lat. O Azja Express dowiedziałem się teraz z Twojego bloga.

    Bardzo się cieszę, że tego nie oglądałem, nie oglądam, nie obejrzę i jak najszybciej zapomnę.

    A może kiedyś, jak się uda, przejadę się koleją Transsyberyjską. Od początku do końca. To moje marzenie 🙂

    • Nie tylko Twoje! Władywostok niedługo będzie mi się śnił po nocach chyba 😉
      Życzę powodzenia w realizacji marzenia 🙂

      • Mnie do tego stopnia, że w jednym z blogów opisuję tę podróż… ale utknąłem i od czerwca nic nie napisałem.

        • Hmmm… U mnie jak dotąd na wielkich planach się kończy, bo zawsze coś. Ale kiedyś w końcu trzeba zrobić duży krok naprzód. Bo o marzenia trzeba zawalczyć!

    • O tak! – brak telewizora fantastyczna rzecz.
      Człowiek czuje się zwyczajnie szczęśliwszy:)
      Co do Azja Express… coś mi się obiło o uszy, że to straszna kaszanka 😀

  • „pobawmy się w udawanie biednych” takie opinie słyszałam na temat tego programu i aż się boję ( z obawy o własne zdrowie psychiczne) obejrzeć choćby jeden odcinek :/

    • Też się obawiałam.Fakt, mnie osobiście oglądanie tej szopki kosztuje wiele nerwów. Ale… punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Jedni ten program kochają, inni nienawidzą…

  • piszeczytamgotuje.blogspot.com

    co oprócz tego leci w TVN czy Polsacie? Nie ma zadnego, programu (oglądam jeszcze Masterchef, tylko dla przyrządzanych potraw, bo interesuje się gotowaniem), ktory by w jakis sposob miał pozytywnie wpłynąć na odbiorcę. Wszędzie jest zawiść, przemoc, … najlepsze są ujęcia w programie „Szpital” czy jak to tam :d Gdy widzę reklamę to niedowierzam, ile może się w jednym szpitalu wydarzyc 😀

    • I pamiętaj, na pewno ktoś miał z kimś romans! Telewizja serwuje nam coraz gorszy badziew…

  • Kolejna produkcja na poziomie Szkoły, Małolatów, Pamiętników z wakacji, Sąsiadów, etc. Szkoda oglądać, bo tylko mózg się zaśmieca.

  • Mam telewizor, widziałem zajawki i prawdę powiedziawszy nie wstrząsnęły mną. Im większe halo tym lepiej dla stacji. Czytałem w necie wypowiedzi oburzonych. Skąd ten szum? Kto kazał oglądać. Format liczący na wzburzenie audytorium i przez to jego przyrost? Poczytam o tym i wystarczy.

  • Np nie przekonują mnie takie programy. Zresztą prawie tv nie oglądam (czasami jakis film)

  • Jeszcze tego nie oglądałam, ale wiem, że wolałabym zwykłych ludzi w roli podróżników niż gwiazdki, których nawet nie znam. Uwielbiam programy podróżnicze, kulturalne, ale reklamy totalnie nie przekonują mnie do tej faktycznie drogiej ale czy dobrej produkcji? Może kiedyś obejrzę jeden odcinek, by zobaczyć co to za „shit” 😀

    • Ten shit to taka komedia raczej.Masz rację – też bym wolała zwykłych ludzi, bez tego całego show i odgrywanych scenek. Ale gwiazdy i ich dylematy lepiej się sprzedają niestety…

  • Cieszę się, że nie oglądałem. To już kolejna recenzja krytycznie odnosząca się do tego programu. Głównym zarzutem w poprzedniej recenzji była liniowość, wyreżyserowanie problemów i brak nawiązywania jakiejkolwiek relacji z mieszkańcami, których spotykają nasze rodzime gwiazdy. Te i wymienione przez Ciebie wady dyskwalifikują ten serial.

  • Gabrysia

    Temat rzeka. Dlatego… Może niech odpowiedzią na to ogólne badziewie będzie… brak odpowiedzi? Bo jeśli im chodzi o to, żeby było głośno (źle, dobrze, nieistotne), to jakby ich tak wszystkich koncertowo olać, „ok, widziałem, i to by było na tyle, nie tracę na was czasu”, to może to jest jakiś sposób? Popularność „pozytywna” – i już jest materiał do analiz komu i dlaczego, popularność „negatywna” – już można się podzielić, a wiadomo że nic tak ludzi nie interesuje jak hejt. No to pogrążyć ich w niebycie niemówienia w ogóle 🙂

    Zapraszam: http://eufrozyna.bloog.pl/?smoybbtticaid=617bd1

    • Też o tym pomyślałam – nieważne jak mówią, ważne, że w ogóle. Miałam się nie odzywać ale z racji tematyki bloga i jego założeń edukacyjnych powstał ten wpis. Pierwszy i ostatni w temacie tego programu. Kto chce,to poczyta, a ja już milknę i niech się dzieje, co chce 😉

  • Ja na początku, gdy usłyszałam sam tytuł, nie wiedząc o czym jest ten program, pomyślałem, że to będzie coś w stylu „Mango” i prezentowane będą tam całkowicie niepotrzebne (jak w przypadku Mango) produkty z Azji. Kiedy już dowiedziałem się co w trawie piszczy i obejrzałem pierwszy odcinek, od razu stwierdziłem, że ten program z typowo podróżniczą produkcją ma tyle wspólnego, co kasjerka oddająca grosika, którego kiedyś była nam winna. Jest to typowe reality show, tylko bohaterowie nie są zamknięci w domu (jak w Big Brotherze), zamiast tego biegają po azjatyckich krajach z plecakami wypchanymi złotymi klapkami i robią cyrk. Powiem szczerze, że oglądam ten program, bo mnie najzwyczajniej w świecie bawi. Może i mam specyficzne poczucie humoru (podobno to jest nieuleczalne), zawsze śmieszyły mnie takie programy – widok Rozenkowej, która kontempluje nad tym, które legginsy wybrać i czy w zupełnie obcym mieście, nie mając żadnych środków na życie, przyda jej się zestaw małego dentysty, jest przezabawny. Ale wiadomo – wszystko zależy od punktu widzenia.

    • Fakt, z tego całego pseudopodróżniczego show wyszła całkiem niezła komedia. Zaskakujące, że teraz praktycznie wszystkie gwiazdki wydają oświadczenia,które mają ratować ich mocno naruszony wizerunek. Cóż,chyba nie tego oczekiwali.Zapewne tak jak większość widzów.

  • Nawet nie zamierzam włączać telewizora. Dzięki za ostrzeżenie. Okropnie nie lubię takich programów, zwłaszcza, gdy promuje się w nich złośliwość i głupotę. Czemu nie mozna na przykład pokazać, że ludzie sobie pomagają??? Nie byłoby wtedy chętnych do oglądania? eh

  • Mnie ten program śmieszy bardzo. Taka głupotka, w której celebryty pokazują ze słabe z nich podróżniki.

  • Oczywiście o programie słyszałam, bo szum medialny wokół niego jest ogromny, ale nie oglądałam i oglądać nie zamierzam (Twój wpis jeszcze mnie w tym postanowieniu utwierdził). Z programem podróżniczym wspólnego to nic nie ma, a reality show są nie dla mnie. Oby tylko nie było tak jak piszesz, i nie pojawili się chętni na „przeżycie za dolara” w dalekiej Azji według celebryckich wzorców.

  • ponieważ nie mam tv w domu od wielu lat i mieć nie chcę … słyszę jednak w necie to i owo o tym programie 😀 a po Twoim wpisie już mi się kompletnie odechciało słyszeć 😀 haha uwielbiam Azję taką jaka jest i niech taka już w mojej głowie pozostanie :* dzięki Ci wielkie i przeogromne!

  • Masz rację – tyle osób narzeka na coraz to głupsze programy, ale skądś to się bierze! Sama nie wiedziałam do tej pory, że taki program istnieje – nie czytam żadnych plotek w internetach ani nie mam telewizora. Żałuję tylko, że przez to nie mam jak oglądać programów np. o kosmosie.
    A, i szkoda mi ludzi, którym takie programy się podobają i jeszcze w to wszystko wierzą. Szlag mnie trafia!

  • Obejrzałam pierwszy odcinek i wystarczył. Biorąc pod uwagę, ze jest to program o celebrytach, a nie o podróżach to nawet zabawny, ale nie jestem targetem.

  • Na moje szczęście programu nie znam, bo Tv nie oglądam 🙂

  • Wreszcie się dowiedziałam, co tam się dzieje, bo wszędzie komentarze, a ja nie w temacie.

    P.S. ,,Wstyd mi za to, że przemysł rozrywkowy zaczyna uciekać się do takich metod dla przyciągnięcia widzów przed telewizory” – ZACZYNA…? Chyba kończy już 🙂

  • My z mężem dotrwaliśmy do 3 odcinka w internecie i nie damy rady. Dokładnie coś nie pyklo, kupa nie rozrywka za przeproszeniem 🙂