Ta chwila w końcu nadeszła. Ja, zawsze podróżująca na własną rękę, szukająca jak najtańszych rozwiązań, najzwyczajniej ciekawa świata wylądowałam na Wyspach Kanaryjskich. Dokładnie na Fuerteventurze, w luksusowym, czterogwiazdkowym hotelu na przysłowiowych wczasach all inclusive.  

Tytułem wstępu dodam jeszcze, że wyjazd nie był moją fanaberią (nie byłam jeszcze na tyle przekonana, żeby dobrowolnie pojechać gdzieś tylko po to, żeby się byczyć). Bodźcem do wyjazdu była nagroda wylosowana podczas jednej z firmowych imprez. Na początku nie pałałam wielkim optymizmem, nie dostrzegając w zaistniałej sytuacji wspaniałej szansy na eksplorację nieznanych mi dotąd empirycznie zakamarków turystyki. W końcu zrozumiałam i chyba po raz pierwszy odważyłam się o tym powiedzieć podczas styczniowych „Piątkowych pogaduch” w Białej Podlaskiej, o których pisałam tutaj. Od tamtej pory z każdym dniem byłam coraz bardziej przekonana do pomysłu przetestowania na własnej skórze wczasów all inclusive.

„Marian, tu jest jakby luksusowo!”

Suite Hotel Atlantis Fuerteventura Resort, w którym dane mi było gościć, położony jest na północy wyspy, w Corralejo. Tak naprawdę teren hotelu przypomina małe, tętniące życiem miasteczko. Co prawda obiekt nie jest położony bezpośrednio przy plaży, ale w bliskim jej sąsiedztwie (300 m).

Na Fuercie wylądowaliśmy późno. Samolot oczywiście miał opóźnienie, jedna z naszych walizek utknęła nie wiadomo gdzie i straciliśmy dodatkowe pół godziny, nie udało nam się załapać na transfer do Corralejo. Koniec końców gdzieś po 22 źli, głodni i zmęczeni dotarliśmy wreszcie do hotelu. Tam powoli los zaczął się odwracać.

Procedura zameldowania była miła, szybka i bezproblemowa, otrzymaliśmy mapę obiektu, broszurę z informacjami organizacyjnymi o hotelu, całe wyposażenie w mapy wyspy. Mimo tego, że czas kolacji już minął, mogliśmy wejść do restauracji, gdzie czekały przygotowane dla nas zestawy przekąsek. Już pierwszego wieczoru przekonaliśmy się, jak bardzo serdeczna i pomocna jest obsługa.

Sam pokój… Pokój był naprawdę niczego sobie. Duży, przestronny, z częścią dzienną, wydzieloną częścią sypialną z ogromnym łóżkiem, do tego garderoba i całkiem spora łazienka z wanną. Oprócz tego duży (nawet bardzo) balkon z dwoma leżakami i stolikiem. Wspaniała oaza  ciszy i spokoju.

Tylko co tutaj robić…

Sam hotel oferuje mnóstwo atrakcji. Bary i restauracje (z czego dwie tematyczne – hiszpańska i azjatycka, podczas pobytu można w każdej z nich jeden raz bezpłatnie zarezerwować kolację) zaspokajały nawet najbardziej wymagających gości. Wybór potraw był naprawdę duży, nie było monotonii, a co najważniejsze – jedzenie było po prostu smaczne.

Jak wiadomo, nie samym all inclusive żyje turysta, tako też hotel oferuje korzystanie z pięciu basenów różnej wielkości i głębokości (również dla maluchów). Od 10.00 do 18.00 wartę sprawują ratownicy. Jak głoszą tabliczki zabrania się rezerwowania leżaków, ale co niektórzy Janusze od bladego świtu i tak profilaktycznie znaczyli teren swoimi pstrokatymi ręcznikami (bo hotelowe były beżowe).

Pójdźmy jednak o krok dalej, wszak sam basen to żadna atrakcja. Suite Hotel Atlantis oferuje oczywiście SPA, saunę, fitness club, do tego 3 korty tenisowe, boisko do siatkówki plażowej, cymbergaj, stół do tenisa stołowego, wypożyczalnię rowerów. Kto chce – może oczywiście się poruszać. Zapomniałabym, codziennie sprzed hotelu odjeżdżają darmowe autobusy zarówno na południe wyspy, do Oasis Parku, jak i na najpiękniejsze na wyspie plaże!

Dzieci nie zostały pominięte, bo oprócz specjalnie dostosowanych basenów mamy jeszcze miniklub „Atlantini” i plac zabaw. I oczywiście wieczorne minidisco. Dla nieco starszych dzieci, pardon, dla młodzieży też jest specjalne miejsce – teen lounge.

Gdyby jednak all inclusive nie wystarczało, można jeszcze powydawać pieniądze – mamy „butik” (tak, ceny tam powalają, ale można kupić produkty pierwszej potrzeby – kremy do opalania, klapki, stroje kąpielowe i pamiątki) oraz market (wystarczy przejść kawałek dalej, a wszystko, czego dusza zapragnie można kupić w przystępnych cenach).

Co ważne, teren całego kompleksu jest ogrodzony, a ochrona czujnym okiem spogląda na gości i dba o dostarczenie wózków na bagaże czy zamówienie taksówki na konkretną godzinę (to ostatnie do najprostszych nie należy, bo komunikacja w języku angielskim nie jest, jakby to delikatnie ująć, mocną stroną ochroniarzy – ale kartka papieru i długopis rozwiązują problem). No i jeszcze jedno – nikt z takim uśmiechem nie powtarza setki razy dziennie ¡Hola! widząc każdego z gości hotelu.

Pora się zabawić!

Jak wiadomo, nie każdy turysta jest chętny do wszystkiego. Niektórzy potrzebują zachęty, figlarnego uwodzenia. Żaden problem! Roześmiani i zwariowani animatorzy zachęcą Was do dodatkowej aktywności. Siatkówka, bule, joga, waterpolo? A może coś spokojniejszego? Bingo w cieniu palm, z zimnym drinkiem w dłoni? Nie ma najmniejszego problemu.

A kiedy już uda Ci się wykazać w jednej z licznych konkurencji, to wieczorem, tuż przed rozpoczęciem wieczornego show, oficjalnie otrzymasz dyplom. Wyjdziesz na scenę, odśpiewasz „We are the champions” i będziesz mieć swoje pięć minut sławy. Powiem Wam, że warto!

Wieczorne show, jak to wieczorne show – robi wrażenie. Hotel Atlantis Resort przyjął dwutygodniowy cykl wieczornych występów. I tak zobaczyć możemy m.in. występ magika, pokazy gimnastyczne, taneczne show czy spektakle – podczas mojego pobytu miała miejsce premiera „House of horrors”. Oczywiście nie jest tajemnicą, że niektórym osobom występy bardzo się spodobają, innym mniej. Myślę jednak, że wieczorne show to ciekawa alternatywa dla siedzenia przy barze czy oglądania telewizji w pokoju. A i zabawa naprawdę bywa przednia (zobacz tutaj)!

Porozmawiajmy poważnie o all inclusive

Wczasy all inclusive to dla wielu osób jedyny słuszny sposób na spędzanie urlopu. Tydzień lub dwa beztroskiego leniuchowania, wszystko podane na tacy, wystarczy sięgnąć ręką. Żadnych zmartwień, problemów, trudności. Łóżko, restauracja, basen, restauracja, leżak, restauracja, bar, łóżko. Czasem jakaś wycieczka fakultatywna. Jeżeli trafisz na dobry obiekt, nie będziesz nawet miał potrzeby wychodzić poza jego ogrodzenie. Wrócisz wypoczęty i zadowolony, ale czy taki pobyt ubogaci Cię o wiedzę i poczucie klimatu odwiedzanego kraju czy regionu? Dwa tygodnie w hotelu w Egipcie nie jest równe dwu tygodniom poznawania tego kraju.

Nie skłamię, jeśli powiem, że byłam przeciwniczką wczasów all inclusive. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć motywu kierującego osobami wybierającymi ten typ wypoczynku. W teorii wiem, o co chodzi – dużo stresu w pracy, chęć oderwania się od wszystkiego, może czasem chęć zaznania luksusu. Tydzień lub dwa w hermetycznie zamkniętym hotelowym środowisku pozwala na totalny reset i naładowanie baterii.

Nieodłącznym, jak mogłoby się zdawać, elementem wyjazdów turystycznych jest poznanie – kraju, kultury, mieszkańców. Pobyty all inclusive zdają się ograniczać jedynie do siedzenia w hotelu. Ale, nie ukrywajmy – dla chcącego nic trudnego. Wyjście z hotelu nie boli. Mamy wycieczki fakultatywne, zwiedzanie na własną rękę, wiele hoteli oferuje darmowe autobusy do ciekawych miejsc. Czasem wystarczy przejść się do centrum, żeby zobaczyć chociaż fragment „lokalności” – architekturę, lokale, kuchnię, imprezy.

I wiecie co? Kajam się, bo dosyć leniwe all inclusive (z wyjątkiem kilku wyjść do Corralejo, spacerem na Wielkie Piaski czy całodniowym wyjazdem do Oasis Parku) nie było takie złe! Przyznam szczerze, że mamy za sobą też kryzys zdrowotny, kiedy to przez prawie dwa dni niemal nie wychodziliśmy z pokoju, co w perspektywie siedmiu dni oznacza sporą część „straconego”, mogłoby się wydawać czasu. Jeśli jednak z pobytu wracasz zadowolony, to w sumie wszystko jest ok.

all inclusive

Mamy pełen niedosyt i chcemy wrócić na Fuertę. Wspaniałe pustynno-księżycowe krajobrazy nas uwiodły i chcemy poznać je bliżej. Ale czy kolejnym razem będzie to wersja all inclusive? Szczerze wątpię. Zew turysty jednak zwycięża, mimo tego, że jednorazowy „wybryk” w wersji „all” nie był wcale zły.

 

  • Gratuluję wyjazdu. Cieszę się, że spełniasz kolejne cele i wyzwania turystyczne, które przed sobą stawiasz. Odkrywaj to, co dla Ciebie jest nieznane i zdawaj relację na blogu, dziel się doświadczeniami z tymi, którzy ich jeszcze nie mają. 😉

    • Jak zauważyłeś (i jeszcze zauważysz nieraz) zmiany są i będą. Nowa energia we mnie wstąpiła i bloga już nie odpuszczę! 🙂

  • Mimo problemów zdrowotnych wyjazd wyglądał na niezwykła przygodę 😀 u mnie częściej jednak są to wyjazdy all inclusive, ale też mam głód zwiedzania i kiedy tylko mogę opuszczam mury hotelu 🙂

  • A czy czytałaś może książkę Dielemans – Witajcie w raju (czy jakoś tak, jesli dobrze pamiętam). Mną wstrząsnęła – jakie szkody środowisku i lokalnej ludności robi turystyka na masową skalę. Także to, że kupując coś na „lokalnym bazarku” wcale nie musimy wspierać ludzi zamieszkujących dany teren – często to jest chińszczyzna, na której zarabiają wielkie firmy.

    Co do all inclusive – byłam dwa razy i póki co nie zamierzam wrócić, mam – podobnie jak Wy – apetyt na coś więcej, ale wyobrażam sobie, że są ludzie, którzy lubią taki sposób wypoczynku, w końcu nie musisz się o nic martwić, wszystko podane na złotej (chińskiej ;)) tacy. Jestem w stanie to zrozumieć, może za jakiś czas (duuużo lat :)) jeszcze wrócę. I fajnie też, że Wam się podobało 🙂

  • Ja nie ukrywam że lubię czasem wygodę na wakacjach olekskjuzmi, chociażby to, że przyjeżdżając do hotelu nawet późno dostaniesz coś do jedzenia zamiast chodzić i szukać knajpki. A u nas często są wojny gdzie iść coś zjeść:) poza tym faktycznie jeśli ktoś żyje w biegu to to są wakacje żeby wyluzować i odpocząć. Nie wyobrażam sobie spędzić tygodnia w hotelu i zmieniać położenie z basenu na plażę, bo zawsze mnie nosi po okolicy bliższej i dalszej. I nie ukrywam, że zawsze przy wyborze wakacji kieruję się też ceną, która niejednokrotnie przemawia bardziej na korzyść zorganizowanych wakacji zwłaszcza jeśli bardzo często kupuje je na ostatnią chwilę. Dobrze, że miałaś okazję przekonać się na własnej skórze jak to jest 🙂 a Fuerta jest super – objechałam ją cała podczas moich wakacji all inclusive 😉

  • My jesteśmy po miesięcznej tułaczce w trakcie której przebyliśmy 4 tysiące kilometrów (na terenie jednego kraju). Noclegi zmienialiśmy kilkanaście razy. Poznaliśmy kraj i jego mieszkańców, zwiedziliśmy wiele pięknych miejsc… ale były dni, kiedy dalibyśmy się pokroić za hotel i all inclusive. Ja osobiście wolę wyjazdy na własną rękę i tułanie po zakamarkach nowego państwa. Nie neguję jednak tych, którzy wybierają All’a. Rozumiem, że niektórzy boją się wyjazdu na własną rękę (przyczyny są różne, ale to temat na nowy post). Dziwię się dopiero wtedy, kiedy ktoś jedzie i przez cały pobyt nie rusza się z hotelu.

    • Bardzo mi się podoba Twoje zdrowe podejście do tematu! Sama podróżujesz zupełnie inaczej ,ale nie negujesz tych, którzy robią to w inny sposób. Brawo!

  • Nigdy nie byłam na wakacjach all inclusive i obawiam się takich wakacji bardzo, zwłaszcza, że uwielbiam poznawać nowych ludzi z danego kraju, a nie z mojego własnego 😀 Ale taka opcja rzeczywiście przyda się dla zmęczonego podróżnika, który zbiera siły na kolejny wyjazd już bez luksusów 🙂

    • Och, jak ja nie lubię słowa podróżnik… 🙂
      Nie ma się czego bać! Dochodzę do wniosku, że każdy z tych wielkich „podróżników” powinien chociaż raz skorzystać z all’a. Im więcej komentarzy czytam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że temat all’a sam w sobie to dobry temat na grubszą książkę. A szczególnie zagadnienie „all inclusive – horror i hańba podróżników, powinien zniknąć!” 😂

  • Patrycja Czubak

    Również jestem za indywidualnymi podróżami. Jednak wasze all-inclusive nie było takie ubogie, muszę przyznać, że całkiem fajna oferta 🙂

    • Nie narzekam (chociaż osobiście nie miałam wielkich wymagań co do all’a). I tak podejrzewam że o sporej części oferty do tej pory nie mam pojęcia 🙂

  • Wioleta Cieślak

    Wspaniała podróż, której można pozazdrościć 😉 piękne zdjęcia 🙂 powodzenia w dalszych wyprawach 🙂

  • Moja dusza podróżnika narazie wojażuje po Polsce, ale i na za granicę przyjdzie czas. Ten hotel to marzenie..może się tam wybiorę

    • Polecam! Ale wiesz, super, że zaczynasz od Polski! Tak bardzo jesteśmy zafascynowani tym, co obce, że zapominamy, jakie dobro i piękno jest u nas…

  • My byliśmy na wczasach all inclusive już kilka razy, ale nigdy nie ograniczamy się tylko do leżenia nad basenem. To raczej komfort podróży – jest opieka rezydenta, w razie czego, no i jedzenia do woli, więc nie musimy się już tym martwić. Kiedy mamy ochotę na coś lokalnego to zawsze możemy znaleźć jakąś knajpkę z tamtejszym jedzeniem. W lipcu ubiegłego roku trafiliśmy właśnie na Fuerteventurę, trochę leniuchowaliśmy nad oceanem, trochę nad basenem, ale wypożyczyliśmy też auto i objechaliśmy wyspę wzdłuż i wszerz. Było super! Też nie moglibyśmy leżeć plackiem 2 tygodnie, ale co kto lubi 🙂 Pozdrawiamy! Mr. Planner Team – Karolina i Adam

    • Takie komentarze to miód na me uszy! Zaczynam dochodzić do ciekawych wniosków turystyczno-podróżniczych 🙂

  • ja zawsze wybieram all inclusive i zawsze te wycieczki są aktywne. Zawsze wybieramy takie hotele, ktore maja mozliwosc przygotowania posiłku obiado-kolacji na wynos. Zawsze nam taki przygotowywali i mielismy na wyjscie 🙂

  • Kolejna godna pozazdroszczenia wyprawa 🙂 Wiesz, ja chyba nigdy nie byłam na takich wczasach z prawdziwego zdarzenia, all inclusive. Mój najdłuższy i najabrdziej na serio wyjazd to 8 dni w Chorwacji. Chyba czas to zmienić 🙂

  • Mnie All inclsive razi ze względu na specyfikę ludzi, którzy to wybierają. Nie do końca mam ochotę przebywać z ludźmi, którzy ledwo weszli do hotelu, a już czują się bogami, nie szanują obsługi i oznaczają się na fejsie, że są w np. Egipcie. Oczywiście generalizuję, ale jednak te najpopularniejsze kierunki w dużej mierze takie są. I choć sama lubię wygodę, czasem wręcz ekskluzywne miejsca, to darmowy alkohol i 5 posiłków hotelowych mnie nie kręci. Jeśli mam jechać gdzieś, by się wylegiwać, to prawdopodobnie wybiorę bardziej klimatyczne miejsce, może dom, może nawet hotel 4-5 gwiazdkowy, ale mniejszy, bardziej wyszukany, który oferuje jeszcze spa, poznanie lokalnej kuchni, czy zwyczajów, albo będzie niesamowicie usytuowany.
    Jest jeszcze opcja wykupienia taniego „all” by tylko tam nocować i wybywać na zwiedzane bliższej i dalszej okolicy. Ale przyznaję, że leżenie przez tydzień nigdy nie było i pewnie już nie będzie dla mnie atrakcją.

    • Fakt, generalizujesz, zresztą sama to robiłam, dopóki nie spróbowałam i nie zobaczyłam, jak to wygląda w praktyce. Przestałam już oceniać osoby wybierające all’a, bo po części zrozumiałam ich motywy, a po drugie zauważyłam podczas wyjazdu tak duży przekrój różnorodności wśród gości, że przestałam szufladkować.
      Nie jest ważne, czy wybierasz luksus, czy spartańskie warunki. Ważne, byś podróżowała z głową i miała szacunek do odwiedzanych miejsc i spotykanych ludzi. Byś była świadomą turystyką… 🙂

      • Oczywiście. Ja nie twierdzę, że ktoś jest gorszy bo jedzie na all. Sama byłam na takich luksusowych wakacjach, choć odrzuciliśmy all ze względu na zbyt dużą część spędzoną w podróży i nie za specjalne picie przez nas alkoholu – nam się to nie opłacało. Po dniu w basenie miałam dość i ciągnęło mnie na wyspę – więc typowe, tygodniowe all całkiem jest nie dla mnie, choć hotel był niesamowity, klimatyczny. Sama od lat nie wybieram nigdy spartańskich warunków, więc nie oceniam wyboru innych i sama mówię, żeby każdy podróżował tak jak lubi. Tylko dla mnie siedzenie przez tydzień w hotelu to wakacje, wypoczynek, ale nie podróż. I nie czepiam się tych, co wybierają all i chcą coś zobaczyć, tylko tych co po nie wyściubienia nosa z hotelu wygłaszają opinie o tym, jaki ten kraj jest, a nad wyraz często tacy się zdarzają.
        Może ja zbyt ostro się wyraziłam i rzeczywiście zbyt mocno zasugerowałam się ludźmi jeżdżącymi na all do Egiptu (niestety opisane sytuacje są bardzo częste). Mam wrażenie, że to też zależy od kierunku i ceny. Mi po prostu wielki moloch (a takie zazwyczaj są zorganizowane (!) wyjazdy all), pośrodku niczego nie odpowiada. Muszę mieć gdzie wyjść, wyjechać, co zobaczyć i co przeżyć. W klimatycznym hotelu to nawet przyjemnie odetchnąć od rzeczywistości, a tak jak napisałam na all są też inne opcje. Wszystko zależy od hotelu, miejsca i tego co robimy.

  • Trzeba jeszcze dodać ze all inclusive jest tez dobre jak sie podróżuje z dziećmi 😉

    • A to to już historia na osobną książkę! Chyba all daje rodzicom pewien luksus i czas relaksu (nareszcie!), nie mylę się?

  • Marta Marina Ślusarczyk

    All Inclusive również przede mną, ale kiedyś spróbuję!

  • Też byłam na Wyspach Kanaryjskich na all inclusive, też pierwszy raz w życiu! Mam podobne do Twojego podejście – lubię sama organizować tanie wyprawy, zanurzać się w kulturę innego kraju.Jednak wszystkiego trzeba w życiu spróbować. Podobała mi się możliwość totalnego odpoczynku przez trzy dni: byczyliśmy się przy hotelowym basenie, pijąc zimne drinki 🙂 Następne trzy były już na zwiedzanie okolic wynajętym autem: plaże, parki krajobrazowe, większe miasto, łódź podwodna itp. Wypoczynek i zwiedzanie połączone w jeden, krótki wyjazd 🙂

    • Czyli można? Można! Samodzielni turyści sami organizują zwiedzanie. Dla tych bardziej ostrożnych czy nieznających języka biura podróży wprowadzają rozwiązania wypoczynku połączonego ze zwiedzaniem, np. tydzień relaksu w hotelu i tydzień zwiedzania kraju. Da się? Da!

  • Sebastian Wójcik

    Tak to i jest – na podróżników patrzy się jak na kogoś ciekawego, bo nie używają biura podróży, a dla nas ciekawostką jest pojechanie dla odmiany na wczasy all inclusive.

    • Biura podroży nie muszą być wcale źle. Przecież oprócz biura mamy na miejscu czas na realizowanie własnych pomysłów. Nikt nas nie przywiązuje do hotelu 😉

      Ps. Nie, nie byłam na wyjeździe zorganizowanym przez biuro podróży i nie miałam rezydenta do kontaktu.

  • Kulinarny Oliwek

    Podziwiam osoby, które zwiedzają świat autostopem z przerzuconym plecakiem. Podziwiam ludzi w camperach i pod namiotem. Ja takie wypady organizowałam sobie do skończenia studiów. Teraz przyznaję, że jednak a.i. dobrze robi na moje stare kości 😉 W biurach podróży można znaleźć naprawdę fajne i korzystne finansowo oferty. Ja jestem po prostu chyba za wygodna i lubię tego typu urlop. Może wstyd, ale jaki komfort 😉

    • To nie jest żaden wstyd! Nawet z biurem podróży można naprawdę sporo zobaczyć i się nauczyć. Wystarczy tylko chcieć! Mam zamiar obalać te wszystkie stereotypy o wielkim podróżowaniu. Nie sposób organizacji wyjazdu jest ważny, ale to, co chcemy nim osiągnąć i jak się zachowujemy na miejscu.

  • gotowidodrogi

    Fajnie to opisałaś. Mam podobne odczucia jeżeli chodzi o tego typu wyjazdy bo póki co sami wszystko organizujemy i wolimy podróżować niezależnie- bez poczucia ograniczenia (godzinami posiłków czy ogrodzeniem resortu). Ale powiem szczerze, że po Twoich słowach aż zaczęłam się zastanawiać, że może podczas takiego „all” odpoczywa się bardziej? 🙂

    • Czy odpoczywa się bardziej? Hmmm… zależy, jaki wypoczynek preferujesz. Jeśli czynny, to takie nicnierobienie będzie męką, ale jeśli bierny… To może być strzał w dziesiątkę!

  • Ilona Wróblewska

    My mamy na koncie różnego rodzaju wyjazdy – all-inclusive, jazdę w ciemno ze swoją wałówką ;), a także gotowanie na miejscu i stołowanie się w miejscowych resturacjach. I nie skreślam żadnej opcji bo tak jak napisałaś jedno z wyklucza drugiego – tj. all inc nie wyklucza poznawania lokalnej kultury (chyba, że się za bardzo rozleniwimy… )

    http://www.cheapholidayperfectstay.blogspot.com

  • Bo to tak na prawdę zależy w jaki sposób chcesz odpocząć. Można dwa tygodnie leżeć na plaży, a można przez dwa tygodnie łazić po górach. Kwestia tego jaki styl wypoczynku się preferuje 🙂 i co komu do szczęścia potrzebne 🙂

  • Prawdziwy all inclusive 🙂 Tak samo z resztą jak na tym blogu, więc chyba nie można się niczemu dziwić 🙂

  • Tak jak piszesz są osoby, które chcą uciec od wszystkiego. Leżenie na plaży lubię, ale tylko do pewnego stopnia, bo podobnie jak Ciebie i mniej ciągnie w las. Być gdzieś i nic nie zobaczyć, no way. Dla mnie to jest odpoczynek, nawet kiedy trzeba czasem wcześniej wstać, aby gdzieś dojechać. Pozdrawiam. 😀

  • Dee Lukasik

    Rozumiem cię bardzo dobrze, przeszłam podobną metamorfozę, bo moje nastoletnie dzieci zdecydowanie wolą all inclusive, umowa jest jednak taka, że nie tylko siedzimy w basenach, ale również jeździmy, zwiedzamy, poznajemy okolice, bierzemy udział w różnych imprezach etc. Czasami jest wygodniej gdy ci ktoś przygotuje lunch na wynos. Jednak z mężem ciągle wyrywamy się od czasu do czasu na dziko.

  • Ja myślę, ze wszystko zależy od potrzeb i nastawienia. Starsze osoby i rodzice z dziećmi wybierają czesto all inclusive. Ja osobiście lubię sama organizować wyjazd i lubię zwiedzać:)

  • Nie byłem na wczasach all … lubię po swojemu spędzać czas.

  • co prawda minęły już czasy, kiedy na osoby spędzające w ten sposób urlop patrzyłem nieco z góry, ale… mnie siedzenie 8/15 dni w hotelu po prostu by nudziło. Teraz nie mam nic do ludzi spędzających w ten sposób wolny czas (no chyba, że pozują na ekspertów od danego kraju, to to mnie trochę drażni), ale poza tym jak chcą mieć hotelowe wczasy – to niech mają

  • Samo określenie all inclusive sprawia, że na moim ciele pojawiają się ciarki. Taka forma spędzania wakacji zdecydowanie nie jest dla mnie. Samodzielne planowanie każdego punktu wycieczki, wybór atrakcji i smakowanie lokalnych potraw to jest coś co sprawia mi największą przyjemność 🙂 Fajnie, że miałaś możliwość na własnej skórze przetestować all inclusive. Teraz już nie będzie tego dylematu, czy aby na pewno taka opcja nie jest taka zła 🙂

  • simonviajero

    Musiałbym pojechać, żeby się przekonać 😛

  • Przede mną jeszcze jest spróbowanie all inclusive, czego nigdy jeszcze nie zrobiłem, ale jestem w takim punkcie teraz, że z wielką chęcią wyjechałbym na tydzień, żeby tylko…odpocząć 😉

  • Arkadiusz Nagrodzki

    Też marzę o takim poleniuchowaniu, ale to nie dla mnie.

    http://newsgames.pl/

  • A ja uważam, że opcja all inclusive jest naprawdę fajną opcją. Masz wszystko, czego potrzebujesz w hotelu, a przecież ludzie zazwyczaj wyjeżdżają na wakacje, żeby zwiedzać, więc wyjście z hotelu to nic trudnego. A emeryci, którzy przyjeżdżają jedynie odpocząć w hotelu mają wszystko pod nosem 🙂

  • All inclusive jest fajna opcją, często po wyczerpującym wcześniejszym wyjeździe, właśnie na taka formę się decydowaliśmy. 🙂
    Bookendorfina

  • Mam podobne odczucia jak Ty, wyjazdy zorganizowane przez biuro są nie dla mnie, męczą mnie raczej niż relaksują, odbierają uczucie wolności. Na pewno zrozumiesz o co mi chodzi:) Z drugiej strony, od takich własnie wyjazdów zaczęła się moja miłość do podróżowania, kiedy byliśmy z bratem młodsi, nasza Mama zabierała nas na takie all inclusive do Grecji, Turcji czy Egiptu. Nie zabrakło także objazdówek z pilotem, za co jestem Mamie ogromnie wdzięczna – dzięki nim zwiedziłam Turcję, Tunezję, Syrię czy Jordanię. Potem poszłam na studia turystyczne i zrozumiałam, czego tak naprawdę oczekuję od wyjazdów, zaczęły się ekspedycje na własną rękę, autostop, couchsurfing i to właśnie takie wyprawy do dziś cenię najbardziej. Ale kto wie, gdy założymy z narzeczonym rodzinę może i na takie all inclusive czasem się z dzieciakami pojedzie;) Nie mówię nie – choć pewnie będę namawiała wszystkich na camping, namiot i wyprawy „po naszemu”. Dzięki za ten post! Pozdrawiam!

  • No dobra, ale na all inclusive nie jesteś turystyką, tylko wczasowiczką (w końcu nie od parady mamy taki wyraz w naszym języku). I wszystko gra 😉

    • I dochodzimy do niekomfortowego momentu, kiedy mamy różnice terminologiczne 🙂 W języku polskim, a i owszem, występuje słowo wczasowicz, ale w stricte turystycznej terminologii mamy odwiedzających (turystów i wycieczkowiczów, czyli odwiedzających jednodniowych) oraz innych podróżnych. Te kwestie opisane są w drugiej części Turystycznego ABC na blogowym fanpejdżu. Zapraszam do lektury 🙂

  • nigdy nie przepadałam za wczasami w hotelu. kojarzą mi się z takimi rodzinnymi wakacjami, basenem pełnym dzieci, autokarami i zupełnym brakiem samodzielności. chyba jednak większą frajdę sprawia mi organizowanie wszystkiego samemu, niezależnie od tego, jak bardzo byłoby luksusowo. 🙂

  • Kulinarna Strona Mocy

    Zawsze można wypożyczyć samochód i ruszyć w dal… 🙂 Nikt nas do tego basenu nie przykuwa – prócz nas samych 🙂

  • Byłam na wycieczce All inclusive raz… i póki co nie planuję. Mam podobnie jak Ty. Muszę poznać kraj od środka, pogadać z tubylcami, spróbować kuchni, jak najwięcej zobaczyć. Moja dusza podróżnika zdecydowanie zagłusza duszę turysty 😉