Czy kiedykolwiek słyszeliście o czymś takim jak pułapka turystyczna (inaczej tourist trap)? Mogę się założyć, że nawet jeżeli samo pojęcie nic Wam nie mówi, to z pułapkami turystycznymi zetknęliście się niejednokrotnie! Czym dokładnie są i jak nie dać się w nie złapać?

Pułapka turystyczna w teorii

Najprościej rzecz ujmując pułapka turystyczna to wszystko to, co zostało stworzone wyłącznie  z chęci czerpania zysku z naiwnych turystów (i podróżników też, coby nie było!). Najczęściej obiekty czy działania te nie niosą za sobą żadnej wartości.

W polskiej literaturze temat tourist traps to rzadkość – tak naprawdę większe działania w tym kierunku podejmuje jedynie Z. Kruczek, a i tak stworzona przez niego definicja nie zapełnia istniejącej luki, nie wyjaśnia do końca tego zjawiska.

Pułapki turystyczne związane są z atrakcjami turystycznymi. Same atrakcje możemy podzielić na cztery grupy:

  • naturalne (związane ze środowiskiem przyrodniczym)
  • stworzone przez człowieka, ale nie w celach turystycznych
  • zaprojektowane i stworzone od podstaw jako atrakcje dla turystów
  • różnego rodzaju imprezy.

W związku z dynamicznym rozwojem turystyki, wzrostem ilości osób podróżujących i zmianą preferencji konsumentów hurtowo tworzone są kolejne, coraz bardziej innowacyjne atrakcje. Oraz pseudoatrakcje, które rozpatrywać możemy już jako pułapki turystyczne. I to nie jest tak, że coraz więcej obiektów powstaje ot tak – powstają, bo jest na nie zapotrzebowanie. Dookoła jest wiele osób, które „wszędzie” były i widziały „wszystko”. Nic, ale to absolutnie nic nie jest w stanie im zaimponować, stąd projektowane są te wszystkie, mniej lub bardziej wartościowe cuda. Cuda i wianki, aż się ciśnie na usta.

pułapka turystyczna
Co może być turystyczną pułapką? Tak naprawdę to… niemal wszystko. W ramy tourist trap możemy ująć zawyżanie cen, sprzedawanie podróbek, produkowanie pamiątek „made in China”, całe wioski tematyczne, parki rozrywki, juraparki, parki miniatur, absurdalne muzea, szukanie na siłę wyjątkowych miejsc, tworzenie kopii uznanych na świecie obiektów, prześciganie się we wszystkich naj… – najwyższy budynek, największy pomnik itp. Pułapki są kolorowe i rzucające się w oczy, rzadko można przejść obok nich obojętnie. Zawsze towarzyszy im nadmiernie rozbudowana, komercyjna otoczka.  

… i w praktyce

Dobra, tak sobie tu piszę o tych pułapkach… Teraz Wasza kolej!

Zadanie 1.

Czy gdybym poprosiła Was teraz, abyście spróbowali wymienić miejsca, które Waszym zdaniem można uznać za turystyczne pułapki to uznalibyście to za zadanie łatwe czy trudne? Jesteście w stanie je wykonać? Spróbujcie – znajdźcie 2-3 przykłady turystycznych pułapek.

Samo wymienienie niekoniecznie wartościowych i wykorzystujących naiwność odwiedzających miejsc nie należy do trudnych (zwłaszcza jeżeli przynajmniej od czasu do czasu podróżujecie). Ale popatrzmy na to z innej strony.

Zadanie 2.

Poniżej znajdziecie listę 7 atrakcji. Spróbujcie, na podstawie własnej wiedzy i doświadczenia określić, czy są one atrakcją czy pułapką.

Energylandia w Zatorze, Centrum Nauki Kopernik, Bałtowski Kompleks Turystyczny, Pomnik Chrystusa w Świebodzinie, Miasteczko Westernowe Mrongoville w Mrągowie,  Kopalnia Złota w Złotym Stoku, Zamek Książ w Wałbrzychu.

Dla niektórych z Was było to zadanie banalnie proste, innym z pewnością zajęło sporo czasu. Pewien problem pojawia się, kiedy mamy za zadanie określić: to jest pułapka, a to nie jest. Jestem bardziej niż pewna, że Wasze głosy były podzielone. Czemu tak się dzieje?

pułapka turystyczna

Sprawa do prostych nie należy. Pamiętacie poprzedni wpis, który dotyczył różnicy między turystą a podróżnikiem? Jeśli nie, to tutaj możecie sobie przypomnieć. Podobna kwestia dotyczy różnicy między atrakcją turystyczną a pułapką turystyczną. Atrakcja to miejsce, które stanowi centrum zainteresowania turystów i przyciąga, generuje ruch turystyczny. Pułapka turystyczna również mieści się w tej definicji. Różnice pomiędzy tymi terminami są subtelne i ciężkie do wyłapania.

Pojęcie atrakcyjności jest subiektywne. To, że mnie osobiście mdli na widok Magicznych Ogrodów czy Farmy Iluzji nie znaczy, że ktoś inny nie kocha tych miejsc. I inaczej – Krzemionki Opatowskie, które bardzo polubiłam czy kieleckie Muzeum Zabawek i Zabawy dla kogoś innego mogą być totalną beznadzieją – i zdaję sobie z tego sprawę.

Westerplatte wywarło na mnie ogromne wrażenie, ale kiedy zobaczyłam tam „strzelające diabełki”, naszyjniki hawajskie i kapelusze pirackie to niemal wpadłam w furię. Pieniądz wielu osobom przysłonił świat. Czasem odnoszę wręcz wrażenie, że zatracamy człowieczeństwo. Przestajemy mieć świadomość, że coś nie przystoi, jest niesmaczne. Niejednokrotnie  uciekamy się do oszustwa, byleby tylko biznes się kręcił.

pułapka turystyczna

Jarmark na Westerplatte. To tylko jego niewielka część.

Nasza-konsumentów wrażliwość na pułapki turystyczne ukształtowana jest przez wiele czynników:  posiadaną wiedzę, podróżnicze doświadczenia,  cechy charakteru, zainteresowania, styl życia i in. Nie możemy wskazać palcem i powiedzieć „to jest atrakcja, a to pułapka”, bo nie istnieją obiektywne i precyzyjne kryteria ku temu. Pułapki istniały, istnieją i istnieć będą.

Nie dać się złapać

Jesteśmy zmuszeni egzystować w świecie pełnym plastiku, komercji, kiczu, chińskiego badziewia, baloników z helem, „strzelających diabełków” i cukrowej waty. Prędzej czy później spotkamy się z tourist trap. Jak nie dać się złapać w turystyczną pułapkę?

Bądźmy świadomymi turystami. Wcale nie potrzebujemy do szczęścia chińskich pamiątek. Nie musimy korzystać z atrakcji, które wzbudzają nasze wątpliwości. Jeśli odwiedzamy jakieś miejsce z czystej ciekawości,  opaska vip nie jest nam potrzebna. Nie wyrzucajmy pieniędzy w błoto. Sami decydujmy o swoim życiu, nie dajmy się manipulować przez reklamy i wielkie billboardy. Szukajmy autentyzmu, a nie pozbawionych „ducha” miejsca, przesyconych komercją, głośnych i zatłoczonych fabryk rozrywki. Bo czasem jedyne, co nam zostanie po takiej atrakcji to… pusty portfel.

pułapka turystyczna

Podzielcie się Waszymi wnioskami z powyższych zadań! Chętnie poznam Waszą opinię o turystycznych pułapkach.

_______

Podobało Ci się? Będzie mi niezmiernie miło, jeśli polubisz bądź udostępnisz ten wpis. Koniecznie zajrzyj też na homoturisticusowy fanpage.

  • To prawda, że w obleganych/polecanych miejscach czyhają na nas wskazane pułapki, jednak niektóre mimo wszystko są urocze 🙂 W kilku miejscach byłam z twojej listy i myślę, że jako dorosła osoba miałam średnią atrakcję, ale dla dzieci – to często ogromna frajda, więc w związku z tym warto odwiedzić takie miejsca. Ten cały kicz, folklor – jedni to kupują, inni nie nawiedzą. Osobiście na myśl przychodzą mi Krupówki… jedni je krytykują, a dla mnie od lat są stałym elementem Zakopca i mimo wszystko lubię ich klimat 🙂

    • Dokładnie… Dzieci kochają takie miejsca, bo są kolorowe i pełne dosłownie wszystkiego. Mnie szczerze mówiąc nigdy nie wzruszały tego typu miejsca, a z wiekiem to już totalnie stałam się z nimi na bakier. Co nie zmienia faktu, że wejście w turystykę zarówno od naukowej, jak i praktycznej strony (praca w branży) bardzo wiele we mnie zmieniło 🙂

  • Pułapka turystyczna – tego określenia mi brakowało do określenia palstikowych atrakcji-skarbonek, które wszyscy odwiedzają chyba tylko po to, żeby postać w kolejce. Dzięki!

  • Sam przejechałem się na kilku miejscach, które potencjalnie wcale takie nie miały być.

  • Coraz trudniej znaleźć miejsca pozbawione plastiku. Polecam Islandię, póki co jeszcze trzyma się dzielnie 🙂

  • Bardzo ciekawy temat. Po przeczytaniu tego tekstu myślę: hmm chyba wpadałam i jeszcze nie raz wpadnę w taką pułapkę od tych cenowych przez te made in China aż po te jeszcze nie określone i nieznane nam turystom 🙂

  • Książka Do Plecaka

    Niestety, coraz więcej plastikowych miejsc…

  • Jeśli chodzi o pierwsze zadanie to wszystko co jest odwiedzane tłumnie. Pamiętam Akropol, który jest odnawiany od lat 80tych, wszędzie rusztowania i taki tłum ludzi, że nawet ładnego zdjęcia nie można zrobić. Lepiej chyba oglądać z daleka. Co do drugiego zadania to w żadnym z tych miejsc nie byłam. jak dziecko podrośnie to pewnie pojedziemy do Energylandii, bo uwielbia takie atrakcje ;).

  • Katarzyna Pięta

    zawsze bolało mnie serce jak widziałam w turystycznych miejscach ludzi kupujących wisiorki na rzemykach i zabawki na raz zamiast jakichś pamiątek z danego miejsca 🙁

  • Mam nadzieję, że na Islandi uda mi się tego ominąć!

  • Piekielna Strona Popkultury

    Dla mnie najlepszą pamiątką z jakichkolwiek wyjazdów, są zdjęcia. Są moje, indywidualne i nie są fanaberią chwili. 🙂

    • A ja do tego jeszcze dodam wspomnienia! Najcudowniejsze pamiątki z wyjazdów 🙂

  • Agnieszka Papaj-Żołyńska

    Sama nie znoszę durnostojek i plastikowych bubli, ale jeśli ktoś ma ochotę wydawać na to swoje pieniądze – to jest oczywiście jego sprawa i nie mam nic przeciwko. Póki co moje dziecko nie dorosło jeszcze do potrzeb konsumenckich, ale zapewne rodzice kilkulatków mają większy problem z takimi pułapkami. Bo jak tu zachować zdrowy rozsądek, a jednocześnie zapewnić dziecku jakąś pamiątkę. Nawet zwykłą pocztówkę czy długopis. Na razie jesteśmy na etapie mini-zoo, póki co tych darmowych. Ale pewnie cały pułapkowy świat jeszcze przed nami:)

    • Masz rację, wszystko przed Wami. A zobaczysz, jak potem koledzy czy koleżanki zaczną się chwalić, że widzieli dinozaury albo dom do góry nogami albo wielki statek piracki,na co Twoje dziecko stwierdzi, że ono też chce i kropka 🙂

  • Slowl.pl

    Mnie w takich rzeczach, jak jarmark na Westerplatte, nie denerwują wcale najbardziej ci, którzy te stoiska tam wystawiają (może dlatego, że znam taki „biznes” od podszewki i wiem, że to najczęściej nie jest robienie wielkiej kasy, tylko walka o przetrwanie, a jak trzeba dzieci ubrać i nakarmić, to symbole i świętości schodzą na dalszy plan).
    Mnie najbardziej rozwala to, że jeśli te stosika tam są, to znaczy, że jest na nie popyt akurat w tym miejscu. Wiele osób musi nie widzieć niczego niewłaściwego w baloniku z Westerplatte. I to mnie smuci dużo bardziej, niż to, że ktoś te stoiska tam ustawił i na nich pracuje.

    • Masz rację. To takie błędne koło… Niestety obawiam się, że lepiej po prostu nie będzie, jak już, to tylko gorzej. A to już jest przykre.

  • Bardzo istotny temat, szczególnie w okresie wakacyjnym. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jak większa część „atrakcji turystycznych” potrafi być niebezpieczna i bezsensowna.

  • Ja lubię wszelkiego typu jarmarki, uwielbiałam je jako dziecko i dobrze mi się kojarzą:)

  • Kinga Pałka

    Zgadzam sie, jest pełno sztucznych atrakcji , jednak gdyby nie popyt nie było by podaży. A to smutne:(

  • Sniffonia

    W dzisiejszych czasach coraz trudniej nie natrafić na wszelakie pułapki turystyczne, ale czasami trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej. Wszystko już zależy od zwiedzającego, który jako konsument będzie zmuszony wybrać to co dla niego najlepsze w danym momencie. Niemniej jednak, dobrze napisany tekst, pozdrawiam! 🙂

    • Dzięki! Każdy ma swoje priorytety i upodobania, ale zdrowy rozsądek warto zachować.

  • Z naciskiem na szczęście

    Rzeczywiście większość z nas ni wie, że pada ofiarami oszustów. To przykre i to fajnie, że o tym napisałaś.
    Pozdrawiam 🙂

  • Ciekawe podejście do tematu. 😉 Ja omijam te „pułapki”… Wybieram najczęściej miejsca, gdzie nie ma za dużo ludzi, a jak widzę „pułapki”, to uciekam 😉

    • Cieszę się, że uważasz temat za ciekawy – a to tylko pierwsze refleksje po napisaniu pracy magisterskiej na temat pułapek 😉 Całe wyniki badań i wnioski są jeszcze ciekawsze!

  • Dla mnie największą taką pułapką są stragany, straganiki rozkładane przy różnych okazjach a w szczególności w miejscowościach turystycznych. Prawdy jaka jest cena za towar tam nie uświadczysz i sprzedawcy dobrze o tym wiedzą. A ludzie – turyści? Są na tyle leniwi, że nie chce im się podejść kilka uliczek dalej, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie przepłacili.

    • O to, to! Wspomniane wyżej Krupówki – hordy turystów kupują tam ciupagi i poduszeczki w kształcie baranka, podczas gdy to samo, tylko o wiele tańsze jest albo na targu pod Gubałówką albo na takich straganikach za Krupówkami. Sprzedawcy też zawsze wybieraja najbardziej strategiczne miejsca, takie, gdzie przetacza się największa masa ludzi. No taka jest prawda.

  • Justyna

    Zgadzam się w 100%. Za dużo plastiku i kiczu, zbyt mało umiaru i zdrowego rozsądku. Pogubiliśmy priorytety.

  • Żyjemy w czasach gdzie wszystko można skonsumować, nie da się tego uniknąć…praktycznie każda atrakcja to biznes, pieniądz goni pieniądz

  • A ja chciałam zabrać dzieci do Magicznych Ogrodów! 🙂 Dobrze że to przeczytałam 😉

  • Chyba takie stoiska to norma w każdym popularnym miejscu, ale o ile są one porostu obok, to jeszcze scierpie, najgorzej razily mnie takie kiczowate sklepiki… w środku rzymskiego koloseum. Nie potrafię zrozumieć jak ktoś mógł wydać na to pozwolenie…

  • Niestety kicz opanował nie tylko turystykę, jednak na turystach można dobrze zarobić stąd zapewne wysyp tego typu atrakcji akurat w tej dziedzinie. Nawet na wakacjach trzeba zachować rozsądek i nie dać się nabrać na „atrakcje”.

  • Pamar Travel

    Świetny wpis! Mi osobiście parki rozrywki nie przeszkadzają. Nawet na stragany mogę przymknąć oko. Ale zdjęcia z małpkami na łańcuchach, małymi kotami drapieżnymi, czy szczeniętami syjamskimi to chyba najgorsze rodzaje „pułapek turystycznych”

  • Dla mnie chyba największą pułapką turystyczną jaką widziałam było Lourdes! Miliony turytów przyjeżdża tam żeby zobaczyć figurkę Matki Boskiej i kupić pamiątkę – przykładowo 100 ml wody święconej w plastikowej buteleczce za 10 Euro. Paranoja! 🙂